MENU






Zstąpił do piekieł



?Do chrześcijańskiego objawienia należy nie tylko to, co Bóg mówi, ale i Jego milczenie. Tylko wtedy, gdy doświadczymy Jego milczenia, możemy ufać, że usłyszymy także Jego słowa, które głosi w milczeniu? . Krzyk Jezusa ?Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił!? (Mk 15,34) wyraża istotę tego, co oznacza zstąpienie Jezusa do piekieł i Jego uczestniczenie w losie człowieka podlegającego śmierci. Największym cierpieniem Jezusa w Jego męce nie było cierpienie fizyczne, lecz głęboka samotność, zupełne opuszczenie. Owa samotność jest lękiem polegającym na wyobcowaniu człowieka. Musi ona istnieć. Zostaje zepchnięta w rzeczywistość nie do zniesienia. Człowiek znajdując się w zupełnej samotności, nie boi się czegoś określonego, co można byłoby usunąć, lecz doświadcza lęku samotności, czegoś obcego, i zagrożenia dla własnej osoby, czego racjonalnie nie można opanować. Lęku człowieka nie jest w stanie opanować rozum, lecz tylko obecność osoby kochanej. Czym jest piekło? Jest całkowitą samotnością i lękiem, będącym piekłem. Jest to samotność, której nie dosięga miłość i którą człowiek boleśnie odczuwa, jako zagrożenie. Śmierć jest samotnością, lecz taka samotność, do której nie jest w stanie przedostać się miłość, to piekło. Chrystus przeszedł przez bramę naszej samotności, ze swoją męką wstąpił w otchłań ludzkiego opuszczenia. Tam, gdzie nie może dojść żadne ludzkie słowo, tam jest On. W taki sposób piekło zostało pokonane, a śmierć, która równała się piekłu, już nim nie jest.

Wierzymy, że w samej śmierci jest życie, ponieważ w niej jest miłość. Tylko dobrowolne zamknięcie się człowieka jest piekłem. Umieranie nie jest przejściem do samotności, ponieważ brama piekła została otwarta przez Chrystusa. Brama śmierci jest otwarta, ponieważ w niej zamieszkała miłość . Autorzy biblijni nie podają dokładnie skąd pochodzi zło, wiemy tylko tyle, że nie ma i nie może ono mieć swojego źródła w Bogu, który ze swej natury jest Dobrem najwyższym ani w człowieku, który został stworzony na Jego podobieństwo. Szatan na początku był najwspanialszym stworzeniem wśród nich, ale na skutek nieposłuszeństwa i upadku stał się najgorszym ze złych duchów. Właśnie poprzez jego działanie, jego namowy, zło, cierpienie grzech i śmierć weszły na świat.

Zło nie jest zamysłem Boga, czy celem Bożego działania, lecz czymś, na co Bóg jedynie dopuszcza, zezwala i zgadza się w całym zamyśle i planie zbawienia ludzkości. Nic na świecie nie dzieje się bez zezwolenia Boga i jest rzeczą oczywistą, że Bóg nigdy nie chce zła, ale je dopuszcza (zwykle wtedy, gdy my sami go chcemy), jednocześnie dając nam wszelkie potrzebne łaski, by mu się oprzeć, przeciwstawić. Ma to ma celu rozwiniecie jeszcze większego dobra i wyćwiczenie w pokorze, cierpliwości i umartwieniu. Św. Paweł pisze w swoim liście: ?Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska? (Rz 5,20). Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi, nikt nie jest przeznaczony na potępienie, Jezus umarł za wszystkich oraz wszyscy otrzymują łaski potrzebne do tego by się zbawić. Największą troską Boga jest zbawienie człowieka.

Dlaczego ludzie nie wierzą w diabła? Ponieważ nie wierzą Bogu. Nie uznają za prawdę słów Pisma Świętego. O szatanie mówi i działała przeciwko niemu Syn Boży, Jezus Chrystus, w którego wierzymy. Wsłuchajmy się w naukę Chrystusa o szatanie. "Idź precz, szatanie!" (Mt 4,10). Swoich uczniów Pan Jezus ostrzega przed diabłem i modli się za nich: "Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara" (Łk 22,31n). Do ludzi zatwardziałych Chrystus mówił: "Waszym ojcem jest diabeł i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa" (J 8,44).

Przede wszystkim jednak Jezus przedstawia się jako zwycięzca diabła: "Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz " (J 12,31). "Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica" (Łk 10,18). Otóż nie tylko niebo zostało uwolnione od szatana: Syn Boży stał się człowiekiem, aby od szatana i od jego aniołów oczyścić również ziemię. Jeśli oddalamy się od Chrystusa, możemy stać się zależnymi od złych duchów. Szatan, "od początku był zabójcą" (J 8,44) - mówi Chrystus, a przecież właśnie za sprawą tego Węża z trzeciego rozdziału Księgi Rodzaju śmierć przyszła na ludzi. Również autor Apokalipsy wyraźnie utożsamia szatana z tamtym Wężem: "I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię" (12,9; por. 20,2). W Księdze Mądrości czytamy: "Śmierci Bóg nie uczynił ani nie cieszy się ze zguby żyjących (...) Śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą" (1,13 i 2,24).

Najważniejszym dokumentem w naszej sprawie jest nauczanie IV Soboru Laterańskiego (1215), które stanowiło podstawę wszystkich innych oficjalnych wypowiedzi. Sobór ten oświadczył, że Bóg od początku czasu z nicości stworzył i aniołów, i świat. ?Diabeł bowiem i inne złe duchy zostały przez Boga stworzone jako dobre z natury, ale same siebie zrobiły złymi?. W roku 1972 Paweł VI stwierdził: ,,Zło jest nie tylko brakiem, lecz jest działającą siłą, żywym bytem duchowym, zepsutym i niszczącym, straszliwą rzeczywistością, tajemniczą i napełniającą lękiem?.

Niektórzy twierdzą, że największym kłamstwem szatana w dzisiejszym świecie jest to, iż udało mu się przekonać wielu ludzi, że w ogóle nie istnieje. To, co najgłębiej określa tożsamość złego ducha, to brak zdolności wejścia w trwałą relację z inną osobą. Jeśli istotą osoby jest właśnie osobowa relacja, której najpełniejszym kształtem jest bezinteresowna miłość, to szatan - można by powiedzieć - nie jest osobą. Nie umie wychodzić ku innym, ale nieustannie zapada się w czarnej otchłani samego siebie. Kardynał Ratzinger stwierdza: "Jeśli stawia się pytanie, czy diabeł jest osobą, należałoby słusznie odpowiedzieć, że jest on nie-osobą, rozpadem, rozkładem istoty osoby".

Jezus przeszedł przez bramę naszej ostatecznej samotności. Wszedł w otchłań ludzkiego opuszczenia. Tam, gdzie nie może dojść żaden człowiek, tam dochodzi Bóg. Tylko dobrowolne zamknięcie się na Boga jest piekłem. Otchłań, którą nazywamy piekłem, może człowiek tylko sam sobie otworzyć. Polega ono na tym, że człowiek nie chce niczego przyjmować i chce być całkowicie samowystarczalny. Zamyka się wyłącznie w tym, co własne. Istota otchłani (piekła) polega na tym, że człowiek nie chce przyjmować, nie chce nic otrzymywać, tylko wyłącznie na sobie się opierać, sam sobie wystarczać. Jeśli ta postawa dojdzie do ostatecznych granic, człowiek staje się nieczuły, samotny, nieprzystępny. Piekłem jest chcieć być tylko sobą, do czego się dochodzi, gdy człowiek zamyka się wyłącznie w sobie samym . Piekłem dla człowieka jest samotność wynikająca stąd, że nie chciał przyjąć tego, co Bóg daje, odrzucił postawę żebraka i zamknął się w sobie samym.

Wiele komentarzy wzbudziła wypowiedź Benedykta XVI na temat piekła: "Jezus przyszedł, aby powiedzieć nam, że chce nas wszystkich widzieć w raju i że piekło, o którym mało się mówi w naszych czasach, istnieje i jest wieczne dla tych, którzy zamykają serce na Jego miłość". Vittorio Messori twierdzi: "Kto reaguje w ten sposób, zapomina, że Ewangelia, czyli Dobra Nowina, dlatego tak się nazywa, że głosi w Jezusie Boże przebaczenie, odkupienie, zbawienie. Piekło nie zostało stworzone przez miłosiernego Boga, lecz przez człowieka. Bóg stworzył go wolnym, nie chciał niewolników, lecz synów, nie narzuca swej obecności właśnie dlatego, że szanuje naszą samodzielność".

Piekło, tak zresztą jak niebo i czyściec, jest taką rzeczywistością, o której niewiele wiadomo. Poza tym, że jest. W Ewangelii czytamy: "Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony, a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16, 16). W innym miejscy Chrystus powie: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny" (Mt 25, 41). Jak to należy rozumieć? Biblijne obrazy piekła oznaczają stan, w którym człowiek sam siebie skazuje na zatracenie. Jeśli Chrystus grozi nam potępieniem wiecznym, to dlatego, że nas kocha. Szanuje ludzką wolność. Bóg nikogo nie przeznacza na potępienie. Wręcz przeciwnie: daje możliwość zbawienia wszystkim ludziom. Tylko od nas zależy, czy z tego skorzystamy. Świadomość istnienia piekła zachęca natomiast do jeszcze większej wiary w Boże miłosierdzie. Ale to wiara w miłość Boga jest najbardziej istotna.

Dla Jana Pawła II, piekło było równoznaczne z odrzuceniem Boga. "Piekło to jest sytuacja, mówił papież, w której znajduje się ten, kto ostatecznie odrzuca miłosierdzie Ojca, nawet w ostatniej chwili swego życia". Obrazy piekła, ognia i potępienia wskazują na całkowitą frustrację i pustkę życia bez Boga. Bardziej niż miejsce, piekło oznacza sytuację, w której znalazł się ten, kto dobrowolnie i ostatecznie oddalił się od Boga, źródła życia i radości. Potępienia więc nie należy przypisywać inicjatywie Boga, gdyż w swojej miłosiernej miłości może On pragnąć jedynie zbawienia istot przez siebie stworzonych.

Prawda o tym, że ja mogę zmarnować swoje życie i potępić się na wieki, wzbogaca moją wiarę. Wydaje mi się bowiem, że bez tej prawdy moja wiara chrześcijańska byłaby o coś bardzo istotnego zubożona. Ewangelia uczy wyraźnie i wielokrotnie o tym, że człowiek może ściągnąć na siebie wieczne nieszczęście: "Idźcie precz, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i aniołom jego... I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego" (Mt 25,41.46). Prawda o możliwości potępienia wiecznego przypomina o budzących trwogę właściwościach ludzkiej natury. Chodzi o nieodwracalność naszych czynów już tu, na ziemi. Czyny ludzkie nie są w stosunku do samego człowieka czymś tylko zewnętrznym. To nie jest tak, że mogę sobie czynić dobro lub zło zależnie od aktualnego upodobania. Czynione dobro tworzy człowieka, zło nas niszczy. To są procesy o wysokim stopniu nieodwracalności. Człowiek zakłamany nie może z dnia na dzień stać się synem prawdy, a rozpustnikowi niełatwo porzucić grzechy, a nawet jeśli to mu się udało, musi się jeszcze długo napracować, zanim się stanie człowiekiem czystym. Zło niszczy człowieka, niekiedy nieodwracalnie. Taka jest natura zła.

Grzech, który nieodwracalnie niszczy człowieka i może mnie nawet zniszczyć zupełnie, pomaga zobaczyć we właściwym świetle, kim jest dla nas Jezus Chrystus i dokonane przez Niego odkupienie. Pan Jezus - dlatego że jest Bogiem - dokonał rzeczy po ludzku niemożliwej: Jego mocą możemy wyleczyć się z najcięższego nawet kalectwa, możemy odzyskać życie. Chrystus otworzył przed nami perspektywę zbawienia wiecznego. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Mimo dokonanego odkupienia, można się zmarnować na wieki. Prawda o potępieniu wiecznym pomaga nam głębiej zachwycić się miłosierdziem Bożym. Wszystko, co mówi nam Chrystus w Ewangelii, jest słowem miłości. Również, jeśli grozi nam potępieniem wiecznym, to dlatego, że nas kocha. Miłość zna twarde słowa, a nawet słowa groźne. Jeśli nie ma innego sposobu, żeby doprowadzić do opamiętania tego, kogo się kocha. Może do tego stopnia utracić wrażliwość, że nie rozumie nawet moralnego i duchowego elementarza.

Zwróćmy uwagę na czyściec i ogień czyśćcowy, jako jeden ze stanów życia człowieka po śmierci. W Nowym Testamencie spotykamy tajemniczy ogień, który jest znakiem Bożej obecności. W dniu zesłania Ducha Świętego nad głowami apostołów spoczęły "języki jakby z ognia" (Dz 2,3). O zwycięskim Chrystusie Apokalipsa wspomina dwukrotnie: "oczy Jego jak płomień ognia" (1,14; 19,12). Natomiast List do Hebrajczyków po prostu powiada: "Bóg nasz jest ogniem pochłaniającym" (12,29). Pośmiertne spotkanie z Bogiem człowiek może odczuwać na wzór zanurzenia w ogniu. Kiedy człowiek jest prawdziwie oddany Bogu, ale zarazem nie jest Mu oddany do końca, to niewyobrażalnie bliskie spotkanie z Bogiem, jakie następuje po śmierci, odczuwa zapewne jako coś jednocześnie wspaniałego i bardzo bolesnego. Zarazem musi to być spotkanie bardzo bolesne, bo człowiek zobaczy wówczas, jak mała jest w nim pojemność na Boga w porównaniu z tą, do której został stworzony. Człowiek zobaczy też tę część samego siebie, która rozwinęła się w fałszywym kierunku, zapragnie, aby to, co w nim niegodne życia wiecznego, zostało przez ten boski ogień spalone.

Św. Jan od Krzyża z wrzuceniem do ognia porównywał miłość Bożą, jaka ogarnia człowieka w kontemplacji. Jest ona początkowo bardzo bolesna: dopóki nie zniszczy w człowieku tego, co powinno się spalić. W miarę jednak jak człowiek uzyskuje coraz pełniejsze podobieństwo do Boga, przebywanie w tym ogniu napełnia człowieka rozkoszą, nie dającą się z niczym porównać.

Na temat ognia czyśćcowego pisała szwajcarska mistyczka, żyjąca w naszym XX wieku, Adrienne von Speyr: "Pierwszy krok przez ogień czyśćcowy, zgoła najboleśniejszy, to poznanie własnych grzechów. Nic tu nikomu nie zostaje oszczędzone, poznanie musi być całkowite, dopiero potem na jego miejsce zjawia się modlitwa, a wreszcie ulega ono wymazaniu za sprawą modlitwy wysłuchanej; poznanie wprawdzie zostaje, ale już nie boli. (...) To jedno pozostaje w ogniu czyśćcowym - a może dopiero w nim się rodzi: modlitwa. I kiedy modlitwa już tylko powstaje przeciwko grzechowi - grzechowi w ogóle, nie tylko własnemu, gdyż grzech ucieleśnia cierpienia Chrystusa - zostaje wysłuchana, przyjęta i staje się wyzwoleniem - nie tylko z grzechu, ale i z wszystkich jego pęt, i jest to zarazem koniec czyśćca. Droga może być wprawdzie jeszcze długa, ale drzwi tylko jedne. Modlitwa, która przed chwilą była jeszcze błaganiem, zmienia się w pieśń uwielbienia, towarzyszy duszy - oczyszczonej w ogniu - w drodze z czyśćca do nieba. Do Chrystusa żadna dusza nie dotrze inaczej niż w rozmodleniu".

Pismo św. mówi więcej - dusza jest nieśmiertelna. Oznacza to, że... istnieje w człowieku duchowy element. Nazywamy go duszą. W Księdze Rodzaju czytamy o tchnieniu życia, które otrzymaliśmy od Boga wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. (zob. Rdz 2,7) W Katechizmie Kościoła Katolickiego znajdujemy takie słowa: "Pojęcie dusza często oznacza w Piśmie świętym życie ludzkie lub całą osobę ludzką. Oznacza także to wszystko, co w człowieku jest najbardziej wewnętrzne i najwartościowsze; to, co sprawia, że człowiek jest w sposób najbardziej szczególny obrazem Boga: "dusza" oznacza zasadę duchową w człowieku." Wyrażenie "duch", o którym pisze św. Paweł (1 Tes 5, 23), oznacza posiadane przez człowieka ukierunkowanie ku nadprzyrodzoności. Natomiast określenie "dusza" mówi o uzdolnieniu do tego, by była podniesiona do komunii z Bogiem.

Dusza ma swój początek. Jak ciało otrzymujemy od rodziców, tak każda dusza jest zawsze bezpośrednio stwarzana przez Boga. Przedtem nie istniała. Historia duszy ma swój początek w momencie poczęcia. Dusza nie jest "produktem" rodziców. Oznacza to, że dusza jest tą częścią człowieka, poprzez którą zachowuje świadomość siebie, kiedy pokonuje próg śmierci. Dusza nie ma końca, nigdy nie przestanie istnieć. Kiedy człowiek umiera następuje rozdział duszy i ciała. Ciało może się spokojnie rozkładać, czekając na paruzję. Wtedy ponownie połączy się z duszą. (zob. Rz 8,11). Dusza natomiast trwa nadal. Zachowuje świadomość istnienia. Ponosi konsekwencje postępowania człowieka. Będzie istniała zawsze. Do ostatecznego zmartwychwstania - bez ciała. Potem, po ponownym połączeniu wspólnie z ciałem uwielbionym.

Ciało po powszechnym zmartwychwstaniu będzie to samo, ale nie takie samo. Św. Paweł używa na ciało po zmartwychwstaniu takich określeń, jak: niezniszczalne, chwalebne, mocne, duchowe (zob. 1 Kor 15, 35-53). Jezus Chrystus zachęca do roztropności: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle." (Mt 10,28).

Skąd przychodzi do nas zło? Ze świata: od ludzi, od złego ducha. Ujawnia się w chorobach, niezgodzie, pokusach. Nie tyle groźne jest zło zewnętrzne. Niebezpieczne dla wiary i zbawienia jest zło wewnętrzne, które zaistnieje w duszy człowieka, w której pojawiają się intencje, zamiary, pragnienia i pożądania. Istota zagrożenia złem wewnętrznym polega na tym, że niszczy nas ono naszymi rękami. Możemy zamykać lub otwierać drogę złu do swojej duszy. Tylko wtedy, kiedy na to pozwolimy, zło może nam szkodzić i nas ranić. Zewnętrzne zło postrzegamy jako zaślepienie człowieka, obłąkane pragnienie niszczenia dobra, emanację nienawiści rozumianą jako niezdolność człowieka do wybaczania. Zło istnieje tylko w odniesieniu do konkretnego dobra. Ono istnieje jako brak, jako pasożyt na zdrowym ciele. Zło, aby zaistnieć potrzebuje dobra, które wykorzystuje dla podtrzymania swoje życia. Co zrobić? Nie wolno być wrogiem zła. Należy je zostawić samemu sobie. Bóg zajmie się niszczeniem zła, tak jak kąkolem, który kazał oddzielić od pszenicy .



Liczba wyświetleń strony: 6438 * Liczba gości online: 6 * Ostatnia aktualizacja: 2019-02-20
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC