MENU






Duchowość chrześcijańska



Czym jest duchowość chrześcijańska? Jest to sposób przeżywania przez człowieka ochrzczonego więzi z Bogiem, który objawił się w Jezusie Chrystusie. Duchowością jest życie według Ducha Świętego. Jest to myślenie, odczuwanie i decydowanie, wybieranie po Bożemu. Duchowość, to sposób życia Ewangelią, sposób komunikowania się z Bogiem, dążenia do Niego, odpowiadania na Jego wezwania. Osoby duchowe, to ci, ?którzy są z Ducha?, to ludzie otwarci na Ducha Bożego. Dla ucznia Chrystusa ten sposób życia jest najważniejszą cechą ?osoby duchowej?, tak jak rozumiał św. Paweł. Być duchowym, to prowadzić życie autentycznie chrześcijańskie i w swym postępowaniu unikać ?letniości?. Duchowość oznacza poszukiwanie głębszego, pełniejszego sensu ludzkiej egzystencji.

Jednym z podstawowych założeń myśli św. Augustyna jest przekonanie, że w Kościele święci i grzesznicy są przemieszani ze sobą i że nawet w pojedynczym człowieku nie ma wyraźnej granicy między świętym a grzesznikiem . Nic w tym świecie nie jest całkowicie czyste i bez skazy.

Czym jest niedoskonałość? Jest to rzeczywistość pozbawiona doskonałości, będąca jej przeciwieństwem, posiadająca określoną skazę, zawierająca błąd, wadę. Doskonałość człowieka zawiera skazę, dlatego możemy ją nazwać niedoskonałością. Pełna doskonałość jest jedynie w Bogu, On jest doskonały. Czym jest niedoskonałość? Jest radością przenikniętą smutkiem i prawdą, w której są zawarte elementy kłamstwa. Mówi ona o tym, że człowiek jest w drodze ku doskonałości, jest rzeczywistością opisującą jego rozwój, stawanie się człowiekiem w pełni. Nieustannie w naszym życiu dostrzegamy mankamenty, defekty, braki. One są dla nas wyzwaniem, zadaniem, propozycją kierunku rozwoju. W tym, co niedoskonałe, co nas nie spełnia, nie daje satysfakcji, szukamy inspiracji, światła prowadzącego do pełni, którą jest doskonałość.

Obrazowo można opisać niedoskonałość tak, jak ją przedstawia opowieść hinduska: ?Pewien nosiwoda miał dwa duże wiadra. Nosił je na dwu końcach drążka, który opierał na ramionach. Robił tak zarówno wtedy, gdy szedł z pustymi wiadrami w stronę rzeki, jak i wtedy, gdy wracał, dźwigając wodę dla swego pana. Jedno z tych wiader było całe, ale drugie miało małe pęknięcie. Gdy wracał z pełnymi wiadrami, z pękniętego wylewała się powoli woda. Z tego powodu przez dwa lata nosiwoda dostarczał swemu panu za każdym razem o pół wiadra wody mniej niż mógłby. Nieuszkodzone wiadro było bardzo dumne. Natomiast pęknięte wstydziło się swej niedoskonałości. Było nieszczęśliwe, że nie wypełnia należycie swojego zadania. Po dwu latach, świadome swojej porażki, wyznało nosiwodzie: ?Jestem bardzo zawstydzony i chcę cię prosić o wybaczenie?. ?Dlaczego?? - spytał mężczyzna. - ?Czego się wstydzisz??. ?Przez dwa lata z powodu pęknięcia w moim boku wylewała się woda. Dlatego, mimo całego swojego trudu, gorzej wypełniałeś swoje zadanie? - odpowiedziało wiadro. Nosiwodzie zrobiło się żal pękniętego wiadra i powiedział ze współczuciem. ?Gdy będziemy wracać do domu, zwróć uwagę na kwiaty, które rosną przy drodze?. Wiadro zauważyło rosnące wzdłuż drogi piękne kwiaty i poweselało, ale po chwili znów zrobiło mu się smutno, bo, patrząc na kwiaty, znów straciło połowę wody. Już chciało przepraszać nosiwodę, gdy ten powiedział: ?Kwiaty rosną po twojej stronie drogi, a nie po tej drugiej, prawda? Zauważyłem pęknięcie i wykorzystałem je. Posiałem wzdłuż drogi kwiaty, a ty przez swoje pęknięcie przez dwa lata je podlewałeś. Dzięki temu zanosiłem do domu mego pana piękne kwiaty i upiększałem jego dom. Gdybyś nie było takie, jakie jesteś, nie moglibyśmy obdarować pięknem innych?" (w: http://mjrconsulting.pl/bajki-i-opowiadania).

Mikołaj Gogol w jednym ze swoich Listów zauważył, że ?Ideał dany jest człowiekowi po to, aby wyraźniej widział swą niedoskonałość?. Czym jest duchowość niedoskonałości? To jest szukanie światła w tym, co jest ciemnością, szukaniem sensu w ludzkim doświadczeniu, które wydaje się być bez jakiegokolwiek sensu. Chcemy zobaczyć sens w tym, co się wydaje być bezsensem, pustką, pomyłką, chichotem diabła. Najczęściej mówimy o duchowości doskonałości, duchowości cnót, a przecież więcej jest w nas tego, co niedoskonałe, słabe, trudne duchowo i moralnie. Ta rzeczywistość również ma swoją duchowość i do czegoś nas prowadzi. Jest jakąś drogą, po której idziemy. Nie chodzi o to, żeby wykluczyć nasze negatywne strony i stać się bez zarzutu. Tego nigdy nie osiągniemy. Powinniśmy raczej przyjąć przeciwieństwa, które są w nas, i stawać się całością.

Naszym duchowym nieszczęściem jest poczucie ciągłego niespełnienia; odczuwanie, że to, kim jesteśmy, jest tak niedobre, niedoskonałe, niegodne uwagi. Zdobywamy wiedzę, nabywamy rzeczy, pokonujemy wiele różnych ograniczeń, lecz nadal jest w nas świadomość, że nigdy nie będziemy idealni lub przynajmniej podobni do tych, na których z zazdrością patrzymy, porównując się z nimi. To wszystko sprawia, że tak często nie potrafimy się cieszyć tym, co już posiadamy. Nie potrafimy godzić się z tym, że czegoś nie mamy, nie zostało nam dane, nie jesteśmy w stanie do czegoś dojść, coś osiągnąć, zrozumieć.

Rozczarowujemy się sobą, ponieważ nasze duchowe wysiłki nie czynią nas doskonałymi. Stawiamy sobie pytanie o to, jak długo jeszcze będzie trzeba prowadzić wewnętrzne zmaganie z tym, co wydaje się być silniejsze od nas: potrzeby ciała, zmysłów, pragnienia, które powodują dążenia niezgodne z zamiarami Boga. Nie znajdujemy w innych, prowadzących życie duchowe tego, o czym mówią nam nasze pragnienia i ambicje. Okazuje się, po doświadczeniach umacniających i osłabiających wiarę, że życie duchowe rozumieliśmy opacznie. Stawiamy pytanie o to, dlaczego, skoro się modlimy, nie zmieniamy się na lepsze, a nasze myślenie i odczuwanie pozostają takimi, jakie były w latach ubiegłych?

Jesteśmy przekonani, że wszystko możemy zrozumieć, lecz nie jesteśmy w stanie znieść najmniejszej choćby krytyki w odniesieniu do naszej niedoskonałości. Pojawia się pytanie, w jaki sposób patrzeć na to, co w nas niedoskonałe, aby się nie zniechęcić i nie załamać? Czy przez to, co jawi się w nas jako niedoskonałe, mówi także Bóg? Czy niedoskonałości rzeczywiście pomagają nam w poznaniu samych siebie? Słusznie zauważył Mikołaj Gogol, że ?Ideał dany jest człowiekowi po to, aby wyraźniej widział swą niedoskonałość?.

Święci byli kontrowersyjni, żyjąc na ziemi. Nie dostrzegano w nich tej zgodności myślenia i postępowania z zamiarami Boga, jak była ona rozumiana przez większość otaczających ich wyznawców Chrystusa. W wizji Kościoła jest miejsce na ludzkie niedoskonałości. Nie można zapominać o tym, iż dążąc do tego, co doskonałe, nie będziemy w stanie wypełnić wiernie wszystkich zobowiązań duchowych i moralnych zawartych w nauczaniu Chrystusa i Kościoła. Ważne jest, abyśmy czynili to, co w naszej mocy. Należy w życiu wiary koncentrować się nie na osiąganiu doskonałości, lecz na Chrystusie.

Czyż nie spotykamy w naszych czasach tych, którzy patrząc na swoje słabości i doświadczając surowego potraktowania w Kościele, wycofują się z drogi wiary we wspólnocie? Rzecz nie w tym, aby nie wymagać, lecz w tym, aby okazywać miłosierdzie, wrażliwość serca Jezusa wobec źle się mających. Chcę spojrzeć na to, co niedoskonałe, czego się obawiamy, co powoduje w nas stany ciągłego smutku i przygnębienia, ponieważ nie dostrzegamy duchowych skutków naszej pracy nad sobą, nie patrzymy na nią jako na drogę, po której idzie z nami Chrystus. A droga ta jest również drogą Kościoła, wierzących, którzy upadają, ale i powstają.

Bywa, że odczuwamy niezadowolenie z tego, co mamy, co zostało nam dane, do czego doszliśmy. Myślimy z niesmakiem: ?To nie ta myśl, nie to rozwiązanie, nie ten człowiek, nie te poglądy, nie ta przyjaźń i nie ta miłość?. Ciągłe nienasycenie każe uciekać w marzenia, wyobrażenia, postawę rezygnacji, zazdrości czy zawiści. Niedoskonałość tego, kim jesteśmy i co posiadamy nie czyni nas mniej prawdziwymi. W niedoskonałości jest szczęście, czyli doskonałość. Poczucie spełnienia, harmonii już jest dla nas osiągalne. W jaki sposób? Wszystko, co uznajemy za niedoskonałe, powinniśmy zanurzyć i przeżywać w naszym doświadczeniu wiary. Kiedy Jezus pobłogosławi nas, zmagających się z niedoskonałością, zostaniemy przemienieni Jego spojrzeniem miłości.

Czy kiedykolwiek wyjdziemy z tego, co niedoskonałe? Nie to jest ważne. Nie chodzi o to, czy słabość przemieni się w moc, lecz o to, czy wszystko przeżywamy z Chrystusem. Końcowy skutek naszych starań pozostawiamy Bogu. Nie powinniśmy nigdy dążyć do tego, aby czynić jakiekolwiek założenia duchowe co do naszej przemiany. Nie powinniśmy zakładać, że skoro pracujemy nad sobą wiele lat, nasze życie powinno zmienić się tak, jak zakładaliśmy, jak planowaliśmy. Najważniejsze jest nie to, aby niedoskonałe przemieniło się w doskonałość, lecz to jest istotne, abyśmy wszystko czynili w jedności z Chrystusem i Kościołem. Jedność jest ważna, nie nasza zmiana, którą moglibyśmy już teraz świętować.

Znamy te słowa Jezusa ?ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi? (Mt 20,16; por. 19,30; Łk 13,30). Są to słowa otuchy dla ?ostatnich?. Choćbyś nisko upadł, Bóg ciebie kocha i chce cię uratować.

Nasza wiara jest często szczera, rzetelna, prostolinijna, ale jednak jeszcze bardzo niedojrzała. Traktujemy ją jako niedoskonałą. Idziemy równocześnie dwiema drogami: drogą doskonałości i drogą niedoskonałości. Obie mają znaczenie, wartość i wzajemnie się uzupełniają. Nie szukajmy w naszym życiu, szczególnie w rozwoju duchowym, postaw perfekcyjnych. Bardzo często, dążąc do doskonałości, odkrywamy, jak jesteśmy niedoskonali. Znakiem naszej dojrzałości jest to, że potrafimy żartować z naszych niedoskonałości. Kiedy kogoś kochamy, również mamy na uwadze samych siebie, wtedy kochamy wraz z niedoskonałościami, które są wczłowieku.

Chciałbym w tej książce odsłonić sens obecnych w naszym życiu niedoskonałości. Co w życiu duchowym postrzegamy jako niedoskonałość? Gniew, smutek, straty, kryzysy, rany, pokusy, samotność, porażki, lęk, depresję, zawiść czy zazdrość. Jaką rolę mają one do spełnienia? Na co wskazują? Czy dają szansę na pełny rozwój? Jak z nich wychodzić, by równocześnie wchodzić w to, co doskonałe, uporządkowane, miłe Bogu? Chcemy czerpać siłę z tego, co w nas niedoskonałe, słabe, do tej pory nieakceptowane.

Biblia nazywa Boga słodkim, słodszym niż miód. Kto wierzy w Boga, ten wie, że można się Nim rozkoszować. Życie duchowe polega na nieustannym ?odczytywaniu? siebie na nowo. Rozpoczyna się ono od wyrzeczenia się stworzonych przywiązań i nawet właściwych stworzeniu pojęć Boga. Nie będzie mogło być zdrowe, jeśli nie stanie się nieustannym ćwiczeniem czujności. Znaczna jego część będzie polegać na strzeżeniu czystości serca, smaku słowa Bożego, smaku przebaczenia, smaku działania Ducha Świętego. Złudzeniem w świecie ducha jest przekonanie, że trzeba najpierw uporządkować się pod względem psychicznym, by móc żyć w świecie duchowym. Możemy osiągnąć pewien poziom spokoju psychicznego, ale wskutek tego nie wzrośnie nasza wiara w Chrystusa, miłość do Niego i gorliwość. Logika Ducha widzi jako proste te sprawy, które my postrzegamy jako skomplikowane; jako jasne to, co dla nas jest ciemne, i potrafi wykorzystać nawet cierpienie psychiczne, przemieniając je w wartości duchowe. Nigdy nie można zapominać o tym, że życiową zasadą ciała jest dusza, zasadą duszy jest duch, a ducha ? Duch Święty.

Szatan nie może pokonać tego, kto jest mocno zaangażowany w życiu duchowym. Winniśmy poszukiwać Boga we wszystkim, co się przydarza w naszym życiu, między innymi w naszych namiętnościach, chorobach, zranieniach, niemocy oraz w błądzeniu. Doświadczanie własnej niemocy może w nas wzbudzić pragnienie Boga i zryw ku łasce Boga. W chwili, gdy wyczerpują się wszelkie moje pomysły, co robić ze swoim życiem, a w szczególności z życiem duchowym, jest jedno wyjście - zdać się całkowicie na Boga, na prowadzenie Ducha Świętego.

W życiu duchowym chodzi o to, aby nie tyle walczyć z namiętnościami i je wykorzeniać, ile starać się je przemieniać. Należy dążyć do odkrycia, jaka tęsknota ukrywa się za określoną moją namiętnością. U podstaw nałogu leży pragnienie odczuwania uczucia radości. Celem życia duchowego jest, według mistyki średniowiecznej, czerpanie przyjemności z Boga, rozkoszowanie się Bogiem. Ten, kto odmawia sobie wszelkiej przyjemności, nie doświadczy niczego z istoty Boga. Prawdziwa asceza nie polega na rezygnacji, lecz na ćwiczeniach w stawaniu się człowiekiem oraz na uczeniu się odczuwania przyjemności.

Z naszym popędem należy przyjaźnie rozmawiać, a wówczas może on wskazać drogę do tego, co w nas rzeczywiście jest skarbem. Może wskazać drogę do naszej duchowej tęsknoty. Sposób, w jaki niekiedy żyjemy powoduje, że mijamy się ze swoim życiem. Jest w nas tęsknota za życiem i miłością. Należy poddać się tej tęsknocie. Potrzeba kochać Boga całym swoim sercem, całym swoim ciałem, wszystkimi swoimi namiętnościami, by kochanie człowieka, pełne szacunku i odpowiedzialności za niego, było rzeczywistością również tworzącą moją więź z Jezusem.

Życie duchowe polega, między innymi, na pochylaniu się nad tym, co w nas naprawdę tkwi, na poważnym traktowaniu pojawiających się uczuć, na nieosądzaniu siebie za swoje emocje i namiętności. Tyle jest w nas urazów, ran, kręcenia, podejrzliwości, złości. Poprzez takie rany wewnętrzne mogę odkryć, jakim jestem człowiekiem. ?W Jego ranach jest nasze zdrowie? - tak mówi Biblia o Jezusie. O nas można powiedzieć: w naszych ranach jest prawda o nas. Te urazy ściągają z naszych twarzy maskę, którą sobie zakładamy, by próbować być innymi, niż jesteśmy. Po co? Niekiedy w stanach wewnętrznego rozdarcia uciekamy przed cierpieniem, bólem w modlitwę. To często nie pomaga. Jest to bowiem ucieczka, a nie konfrontacyjne podejście do swojej sytuacji, do problemu. Swój ból należy uczynić punktem wyjścia do modlitwy.

Życie duchowe to poszukiwanie Boga ? we wszystkim, także w moich namiętnościach, chorobach, ranach, niemocy, w moim błądzeniu. W chwili, gdy wyczerpały się wszelkie moje możliwości, zaczynam zdawać się całkowicie na Boga. Kapitulując przed Nim, przyznając się do tego, że nie jestem w stanie o własnych siłach wyjść z bagna, w które wpadłem, nie jestem w stanie o własnych siłach stać się lepszym, mam szansę nawiązania osobistego kontaktu z Nim. Bardzo często można spotkać osoby, u których dominuje uczucie rozczarowania, ponieważ nie potrafią zrealizować swego duchowego programu, ponieważ, mimo największych wysiłków, spotykają ich same niepowodzenia. Nie usiłuję dodawać im odwagi, twierdząc, że dzięki zwiększonemu wysiłkowi woli pokonają wszystkie swoje błędy.

W życiu duchowym chodzi nie tylko o to, bym analizując moje myśli i uczucia, moje życiowe rany i moje choroby, stawał się coraz bardziej ludzki i bym odkrył mój skarb. Chodzi także o doświadczanie wiary wtedy, kiedy wyczerpują się moje możliwości, oraz o rozwój mego związku z Bogiem wtedy, gdy czuję się całkowicie opuszczony. Życie duchowe oznacza wsłuchiwanie się w brzmiący w naszych myślach, w naszych uczuciach, w naszych namiętnościach oraz w potrzebach - głos Boga, który w ten sposób mówi do nas. Wtedy, gdy się w ten głos wsłuchamy, odkryjemy obraz, na którego podobieństwo zostaliśmy stworzeni przez Boga. Nie powinniśmy oceniać naszych emocji i namiętności. Wszystkie one mają jakiś swój sens. Chodzi tylko o to, by rozpoznać to, na co Bóg za ich pomocą chce zwrócić naszą uwagę. Wielu gani się za swe negatywne uczucia, takie jak złość i wściekłość, zazdrość i obojętność. Często ci ludzie próbują "z Bożą pomocą" walczyć z tymi uczuciami, by się ich pozbyć. Tymczasem, godzę się z moimi namiętnościami i z moimi wszystkimi emocjami, ponieważ one mogą mnie doprowadzić do Boga, pod warunkiem, że zagłębię się w nie i zrozumiem to, co chcą mi przekazać.

Ideał opanowania, miłości bliźniego i przyjaźni wymaga, bym poskromił swoją złość i wściekłość. Jednak często się zdarza, że poprzez moje emocje przemawia do mnie Bóg, chcąc zwrócić moją uwagę na skarb, który się we mnie kryje. Jeśli wsłucham się w swoją wściekłość, powie mi ona być może, iż żyję wbrew swojemu "ja", iż nie dopuszczam do siebie postaci, którą przeznaczył dla mnie Bóg. Wściekłość często wskazuje na to, iż pozwoliłem innym przejąć władzę nad sobą. Spełniałem zawsze ich oczekiwania, nie respektując swych własnych potrzeb; zbyt się ze mną spoufalili, przekroczyli moje granice, zranili mnie. Drogą do odkrycia ukrytego we mnie skarbu, do odkrycia obrazu, na wzór którego stworzył mnie Bóg, byłby dialog z moimi uczuciami, a nie próba tłumienia i eliminowania wściekłości. Wściekłość jest siłą, dzięki której mogę pozbyć się tych, którzy mnie zranili, i w ten sposób osiągnąć zdrowy dystans w stosunku do nich. Dopiero wtedy, gdy uniezależnię się od nich, potrafię im wybaczyć i uwolnić się naprawdę od ich władzy nade mną.



Liczba wyświetleń strony: 10583 * Liczba gości online: 6 * Ostatnia aktualizacja: 2019-02-22
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC