MENU






Acedia



Przychodzi taki czas w naszym życiu, kiedy pojawia się rzeczywista, nagląca potrzeba zatrzymania się i odpoczynku. Wiele spraw wówczas sobie uświadamiamy, docierają do nas w ostrej formie. Jest to czas duchowego przebudzenia. Może pojawić się niepokój, rozczarowanie sobą i najbliższymi osobami, przebytą drogą życia, tym, czym się do tej pory zajmowaliśmy. Odczuwamy zniechęcenie i rezygnację z dotychczas osiągniętego dobra, uznając, że to był dla nas czas stracony. Wypuszczamy z rąk to wszystko, co dawało nam sens życia. Idziemy w stronę tego, co wprowadza nas w ekscytujące doznania. Liczy się siła przyjemności, intensywność coraz to nowych doświadczeń zmysłowych i cielesnych. Ważne staje się to, co daje odczucie przeżywania życia. Niezbędne staje się w takiej sytuacji rozeznanie, jaki duch na mnie oddziałuje; gdzie jest prawda, a gdzie jedynie jej pozory. Tam, gdzie jest przesada, tam może być działanie demonów w naszym myśleniu i odczuwaniu.

Duch człowieka wolno postępuje za tym, czego Bóg oczekuje od niego. Kiedy przestajemy pragnąć Boga, przestajemy pragnąć tego, co ma sens w naszym życiu. Pytam samego siebie: Czym jestem znudzony? Jakie życie chciałbym porzucić? Chcę skończyć życie, które prowadzę, takie niejasne, nie o takim życiu myślałem. Człowiek wybiera to, czym się nie zmęczy, co lekkie, przyjemne, co daje zadowolenie. Koncentrujemy się na tym, co przyjemniejsze, najłatwiejsze. Czasem rezygnujemy z życia duchowego na rzecz aktywności zewnętrznej. Kiedy nie ćwiczymy naszego ducha, to umieramy w powołaniu. Dla kogo mam się wysilać, poświęcać?

Zwykłe, niefortunne wydarzenia, będące nieodłączną częścią życia, w umyśle człowieka pozbawionego nadziei rozrastają się do ogromnych rozmiarów. Każde drobne niepowodzenie może go pogrążyć w depresji, gdyż według jego mniemania, jest w tej sytuacji kimś bezwartościowym ? nawet jeżeli dana sytuacja jest skutkiem czynników, na które nie ma wpływu. Każda niewinna uwaga krytyczna może sprawić, że zacznie się zamartwiać i zastanawiać nad sobą. W konsekwencji może stać się nieszczęśliwym i bardzo niezadowolonym człowiekiem. Spodziewamy się poprawy własnej sytuacji po zmianie czynników zewnętrznych, tymczasem w każdą nową sytuację wnosimy siebie wraz z własnym niepokojem. Człowiek może niekiedy ukrywać się za maską optymizmu. Lekkie podchodzenie do wielu spraw i niechęć do traktowania poważnie czegokolwiek, czy to w czasie rozmowy, czy w życiu, podobnie jak szybkie zniechęcanie się w obliczu trudności, to element wskazujący na obecną w danym człowieku rozpacz.

Prawda, którą ukazujemy w rozmowie z kimś drugim, chociaż bolesna, daje szansę wyjścia z sytuacji patowej. Może jednak wywołać obawę o siebie i niechęć do rozmawiania na tematy, które są przyczyną wewnętrznej udręki. Wydaje się, że człowiek nie ufa sobie na tyle, by móc pokonać konkretną przeszkodę, lecz w rzeczywistości manifestuje się w tym brak nadziei, by kiedykolwiek był w stanie ją pokonać. Zasadnicze objawy w takim stanie ducha to: skarżenie się, niechęć do wspólnoty, a także silne objawy lęku. Osoby pozbawione wewnętrznego pokoju, a tym samym nadziei ? przewidują, że raczej będzie źle, jeśli chodzi o kształtowanie się przyszłości, niż dobrze. To skupienie się na ciemnej, a nie jasnej stronie własnego życia i życia wspólnoty powinno stać się wyraźnym sygnałem, że daną osobę opanowała głęboka rozpacz. Spotykamy również u takich osób stan ciągłego zniechęcenia, rozżalenia, rezygnacji. Życie jest dla nich nieustannym ciężarem. Ich nastroje są na ogół zawsze minorowe. Mogą też przybrać wobec życia postawę rezygnacji, nie spodziewając się od wspólnoty niczego dobrego, w przekonaniu, że życie trzeba po prostu znieść. Taka osoba nie jest zainteresowana choćby najmniejszym poświęceniem, nie zgadza się na drobne nawet wyrzeczenie ani nie chce podjąć najmniejszego ryzyka. Sprawia wrażenie osoby pozwalającej sobie na różne zachcianki. Problem tkwi w tym, że nie widzi powodu, by zdobyć się na jakiekolwiek poświęcenie, skoro nic jej to nie da. 

Poczucie beznadziejności może paraliżować do tego stopnia, że nawet umiarkowane trudności urastają do rozmiarów przeszkód nie do przebycia. Wszelka rozpacz jest u swej podstawy rozpaczą z powodu niemożności pozbycia się siebie. Nie możemy być tacy, jacy chcielibyśmy być. Brak nadziei to ostateczny skutek nierozwiązanych konfliktów wewnętrznych, którego korzenie tkwią w rozpaczy z powodu niemożności osiągnięcia wewnętrznej jedności. Do takiego stanu doprowadza piętrzący się mur trudności. U podstaw leży świadomość, że jest się uwikłanym w konflikt, bez żadnej możliwości wydostania się kiedykolwiek z tej pułapki. Wszystkie podejmowane przez nas próby rozwiązania konfliktów nie tylko zawodzą, ale także powodują, że rośnie wyobcowanie wobec siebie. To powtarzające się doświadczenie wzmacnia jedynie beznadzieję ? przykładem są talenty, które nie prowadzą do żadnych osiągnięć, czy to dlatego, że jednostka bezustannie rozprasza swoją energię życiową, czy też dlatego, że trudności będące nieodłączną częścią każdego procesu twórczego odrzucają od podejmowania dalszych wysiłków. Powtarzające się porażki zniechęcają do ponawiania prób.

Jedno działanie jest rzeczywiście skazane na niepowodzenie i nie rokuje żadnej nadziei, a jest nim próba dorównania wyidealizowanemu obrazowi siebie. Beznadzieja ukazuje się najpełniej wtedy, gdy człowiek uświadamia sobie, jak daleko mu do wyobrażonego ideału. Wówczas czuje rozpacz wynikającą z tego, że uświadomienie sobie tej prawdy rodzi w nim pogardę do siebie, co szkodliwie wpływa na jego nadzieje powodzenia w czymkolwiek. Wymieniając czynniki przyczyniające się do powstawania i utrzymywania się beznadziei, trzeba wspomnieć o tych wszystkich procesach wewnętrznych, które przesuwają środek ciężkości poza niego samego tak, że człowiek przestaje być siłą napędową własnego życia. Skutkiem tego jest utrata wiary w siebie i we własny rozwój. W takiej sytuacji człowiek gotów jest się poddać, a fakt ten, mimo że może przejść niezauważony, przynosi konsekwencje na tyle poważne, że można tu mówić o śmierci psychicznej. Największym niebezpieczeństwem jest stracić siebie, ale może to nastąpić niepostrzeżenie. Żadna inna strata nie przychodzi tak niepostrzeżenie. Rozpacz jest wyłącznie wynikiem niemożności wybrnięcia z konfliktu. Sytuacja będzie dopóty beznadziejna, dopóki człowiek ten będzie trwać w swoim obecnym stanie i dopóki będzie uważał, że stanu tego nie można zmienić. Brak nadziei u osoby, której towarzyszymy, stanowi poważną przeszkodę w wyprowadzeniu jej z trudności, które przeżywa (z depresji, nerwicy itd.). Podczas rozmowy możemy zauważyć, że mamy do czynienia ze ścieraniem się dwóch tendencji: oporu i dążenia.

Czym jest acedia? ?Doświadczeniem absolutnej pustki? . Jest stanem, w którym doświadczamy działania demonów. Ujawnia się w usypianiu wszystkich sił, które są w ludzkim ciele i duszy. Tracimy ochotę na wszystko, co do tej pory wypełniało nasze życie. Rezygnujemy przede wszystkim z modlitwy, skupiając się na złych myślach, które w przekonujący dla nas sposób uzasadniają nasze odejście od stawania przed Panem. Modlitwa staje się ciężarem nie do uniesienia. Stosujemy wówczas ucieczkę w kierunku minimalizmu na modlitwie. Każda argumentacja staje się wówczas zasadna, jeśli usprawiedliwia niechęć do modlitwy wydłużonej. Niedbałość w modlitwie, brak uwagi na słowa wypowiadane wargami, aby stały się pokarmem serca, może wskazywać na obecność acedii.

Podstawowe objawy acedii to niepokój i skłonność do ucieczki. Wraz z jej pojawieniem się zanika w nas wewnętrzny dynamizm. Stan, który zaczyna dominować, to niepokój serca, poczucie wewnętrznego wyczerpania, wypalenia duchowego. Pojawia się też lęk, będący bliźniaczym bratem acedii. Niewątpliwie acedia jest doświadczeniem wprowadzającym nas w stan cierpienia duchowego. Rzeczywistością, która nas w tych chwilach głęboko niepokoi, jest zaciemnienie naszej relacji z Bogiem. Mamy wątpliwości, czy Bóg nas słucha, czy Jemu zależy na naszym życiu, czy możemy oczekiwać od Niego wsparcia.

Acedię możemy ustawić w jednym szeregu z: obżarstwem, nieczystością, chciwością, smutkiem, gniewem, próżnością i pychą. Pod jej wpływem przestajemy troszczyć się nie tylko o nasze życie duchowe, lecz i moralne, o jakość naszych relacji z innymi. Pojawia się obojętność na wszystko to, co było w naszym życiu prawdą, dobrem, pięknem, ogólnie rzecz biorąc ? wartością. Acedia ujawnia się w wypaleniu religijnym, duchowym. Postrzegana jest w człowieku jako lenistwo, zniechęcenie, ospałość, apatia, całkowita rezygnacja z troski o własne życie. Kiedy przychodzi na nas, doświadczamy roztargnienia, przygnębienia, wyczerpania, duchowej pustki, braku zaangażowania, ale też niechęci prowadzącej do udręki serca. ?Acedia jest osłabieniem duszy, jest wspólniczką smutku? .

Poznajemy ją wówczas, gdy jako osoby wierzące i praktykujące naraz przestajemy pragnąć Boga. Gdy pojawia się w nas znudzenie Bogiem, przychodzi znudzenie wszystkim, co jest w nas i wokół nas. Niewątpliwie możemy o niej powiedzieć, iż jest depresją ludzkiego ducha. Źródło depresji duchowej znajduje się w działaniu demonów, które wpływają na człowieka w szczególny sposób poprzez myśli i namiętności . Człowiek nie potrafi być tak dokuczliwy jak demon. Im bliżej jesteśmy z Chrystusem, tym większe też jest oddziaływanie demonów. To one rozsiewają ?chwasty?, ?ciernie? i ?pokrzywy?, aby zniechęcić nas do duchowej drogi, którą podążamy. Demony mają dostęp do nas przez myśli i namiętności. Acedia jest swoistym narzędziem działania demonów.

Do czego zmierza acedia? Do uczynienia ludzkiego serca nieczystym. Aktualne zatem staje się wołanie św. Pawła: ?Nie dawajcie miejsca diabłu!? (Ef 4,27). Popadnięcie w acedię odsłania ?stan naszego serca, ukazując jego złość, odwrócenie się od Boga i egoistyczne skłonności? . Charakteryzuje się ona skłonnością do unikania wysiłku. Nie zwracamy uwagi na to, co wyniknie z określonych naszych zachowań, lecz skupiamy się na rzeczywistości, która jest dla nas przyjemniejsza lub łatwiejsza. Okazuje się, że ?niedbałość i wstręt do pracy, obowiązków czy powinności mogą objawiać się w sferze fizycznej, intelektualnej, moralnej i duchowej? . 

Jak się objawia acedia, zwana inaczej lenistwem duchowym, zobojętnieniem i brakiem troski? Zaznacza się całkowitym brakiem działania, wycofaniem się z niego. Poznajemy ją po ociężałości ludzkiego ducha, wycofaniu się człowieka z czynienia tego, co dobre, zanegowaniu miłości, niszczeniu wszystkiego, co w nim fundamentalne, a przede wszystkim negowaniu wiary i nadziei. Zaniedbujemy to, co jest naszym zobowiązaniem wobec Boga. Pojawia się bierność w życiu modlitwy, znużenie i zniechęcenie, trudności ze skupieniem się, akceptowanie bezczynności. Charakterystyczne jest także dla acedii wyczerpanie psychiczne. W życiu duchowym pojawia się oziębłość, co w konsekwencji prowadzi do poczucia bezsensu tego, czym żyjemy, co wybraliśmy, jakie są nasze zobowiązania. Tam gdzie acedia, tam też pojawiają się silne i częste pokusy. Niewątpliwie acedia jest źródłem grzechów sprawiającym, że bardzo chętnie podążamy w stronę nadmiernie wygodnego życia, rezygnując z wartości warunkujących rozwój duchowy i moralny.

Opanowani acedią doświadczamy wszelkich możliwych myśli i pokus. Odczuwamy bezwład w myśleniu i decyzjach woli. Ten stan rzeczy zagraża naszemu zbawieniu, ponieważ pozbawia nas siły ducha, zapału, czyniąc nas obojętnymi na to, co do niedawna było naszą pasją. Acedię łączymy także z ludzką ospałością, rozbieganiem, niestałością, gadulstwem i nadmierną ciekawością, nieuzasadnionym przemieszczaniem się z miejsca na miejsce, także częstym ujawnianiem niezadowolenia i zrzędliwością. Będąc dotkniętymi acedią (znużeniem), znajdujemy się w sytuacji całkowitego poczucia nierealności Boga. W takim stanie oczekujemy aż coś się wydarzy ekscytującego, lecz nic nie jest w stanie nas ukoić.

Ewagriusz z Pontu w sposób niezwykle plastyczny przedstawia człowieka opanowanego acedią: ?Wzrok uległego acedii tkwi ciągle w oknie, a jego umysł wyobraża sobie odwiedzających. Opanowany przez acedię przy czytaniu wciąż ziewa i łatwo wpada w senność. Opanowany przez acedię jest nieskory do modlitwy. Jak bowiem chory nie dźwiga wielkich ciężarów, tak i uległy acedii nie będzie spełniał gorliwie Bożego dzieła? . Godząc się na myśli pochodzące od demonów, dopuszczamy do zakorzenienia się w nas zła, które przemienia się w namiętność. Demony prowokują nas nieczystości, chciwości, gniewu, do pamiętania o złu i do innch namiętności. Kiedy stajemy się nimi obciążeni, nie możemy dobrze się modlić. Namiętności nie pozwalają na szukanie Boga, utrudniając wsłuchiwanie się w Jego słowo.

Acedia nie zawsze jest dobrowolna. Może ona wynikać ze zmęczenia ciała i umysłu, a także ze znużenia, z głodu, braku sytuacji, które byłyby dla nas pocieszeniem, z doświadczania porażek, a także z monotonii wytworzonej przez regularne ćwiczenia duchowne. W takiej sytuacji powinniśmy zdecydowanie oprzeć się temu, co przychodzi jako propozycja łatwiejsza, lżejsza dla nas na daną chwilę. Acedia jest grzechem, jeśli wyrażamy na nią naszą zgodę, odchodząc od obowiązków nam zleconych. Jest również grzechem wtedy, kiedy nie usiłujemy szukać dobrego i skutecznego rozwiązania.

Acedia może ujawniać się w dwu skrajnych postawach: w bezruchu lub rozbieganiu, czyli w nadmiernej aktywności charakteryzującej się bezładem w działaniu. Według św. Tomasza z Akwinu jest sześć grzechów pochodnych acedii-smutku. 1. Desperacja ? wstręt, ucieczka od pracy, porzucanie zadań, kiedy własne zmysły wydają się ważniejsze od chęci wypełniania woli Bożej. 2. Małoduszność i tchórzliwość serca; 3. Niewypełnienie przykazań nauki; 4. Żale i zgorzknienie. Odrzucanie poleceń przełożonych; 5. Zła wola ? pogarda, nienawiść dóbr duchowych; 6. Zwracanie się ku rzeczom niedobrym ? niepokój, rozproszenie ducha, niestałość, wścibstwo, gadulstwo, gonitwa myśli . 

Myśli mogą rozbudzać namiętności. To, czy tak się stanie, zależy od nas. Kiedy zgadzamy się na zło w sobie, wówczas nasza zgoda przemienia owe myśli w namiętności, a następnie w grzech. Grzechem jest nasza zgoda na niedozwoloną przyjemność. Myśli, które pojawiają się w nas, mogą pochodzić od Boga, ale mogą też być demoniczne. Myśli pochodzące od złego ducha wprowadzają do naszej duszy wyobrażenia rzeczy zmysłowych. Aby nie dokonało się nasze przyzwolenie na myśli demoniczne, pod wpływem których mogą powstać namiętności, potrzebne są szczególnie dwie cnoty: miłość i wstrzemięźliwość. One powstrzymują w nas pożądania.

Acedię możemy postrzegać również jako źle ukierunkowaną miłość, stawianie spraw ciała przed sprawami ducha. Według św. Jana od Krzyża nieopanowana acedia prowadzi do stałego wzrostu grzeszności i może być podstawowym powodem oziębłości. Pisze on o duchowym lenistwie, kiedy nowicjusze, przyzwyczajeni do czerpania satysfakcji z ćwiczeń duchowych, wpadają w znużenie, gdy jej nie doznają. Przed człowiekiem stoi wybór: albo ulec pokusie acedii, albo wytrwać w praktykach religijnych. Kiedy zaczynają się trudności, niektórzy porzucają modlitwę lub podchodzą do niej z opieszałością. Acedia w sposób bezpośredni prowadzi do duchowej oziębłości. Znużenie może stanowić Bożą próbę. Owo znużenie dotyczy nie tylko spraw duchowych, ale rozciąga się na inne realia zmysłowe: dusza w niczym nie znajduje pociechy. Natomiast drugi znak oczyszczającej jałowości objawia się w tym, że dusza ubolewa, że nie służy Bogu. Znak trzeci, coś w rodzaju załamania wyobraźni, polega na niemożności medytacji . 

W życiu człowieka dotkniętego acedią Bóg przestaje być realny i zamienia się w martwą ideę, w zwykłe słowo, które nie budzi już emocji i nie przekłada się w żaden sposób na kształt życia. Wszelkie działania, które miały człowieka wiązać z transcendencją i eschatologicznymi obietnicami, jawią się teraz jako bezsensowne. Acedia może pojawić się w trakcie rozmyślania nad przeszłością. Może to wskazywać na fakt, że za mało zgłębiamy sens i znaczenie wydarzeń w odniesieniu do Boga. Odkrywając sens danego wydarzenia w perspektywie wiary, odczuwamy ogarniający nas nadmiar wdzięczności wobec Boga, dostrzegając, że wszystko, co się wydarza, wydarza się dla naszego dobra. Każda nasza sytuacja, najbardziej trudna, może przemienić się w szczęśliwą.

Mikołaj Gogol twierdził, że acedia to jeden z największych grzechów. Gdy tylko jej cień padnie na nas, powinniśmy przybiec do Boga i modlić się z całych sił. Dopada nas, kiedy poczujemy swoją słabość. Dopada dlatego, że jesteśmy bezsilni i mali duchem. Człowiek nie ma własnej siły. Kto pokłada nadzieję w swojej sile, ten jest w świecie najsłabszy. Powinniśmy być mocni siłą Bożą, a nie własną . ?Acedia przy pierwszej porażce zdarza się wielu. Będziemy jej poddani aż do chwili, gdy się przekonamy całkowicie, że pierwsza porażka nic nie znaczy? . Doświadczenie acedii pojawia się nawet przy niewielkich przykrościach, z jakimi się spotykamy. Czasem trudno określić jej przyczynę. Niewątpliwie ważnym jej źródłem jest duchowe zmęczenie.

Gdy zapanujemy nad acedią, doświadczymy radości, która staje się naszą siłą duchową, doświadczamy pokoju serca. On chroni nas przed uleganiem pokusom. Po czym poznajemy pojawienie się acedii? Po myślach, które są nam podsuwane, a nie należą do nas. Myśli te sprowadzają odczucie udręczenia i uciążliwości. One podsuwają treści, które pozbawiają nas pogody ducha, wewnętrznej harmonii, a wzbudzają niechęć wobec drogi, którą zdążamy (życie zakonne, kapłańskie, małżeńskie). Po treści myśli możemy poznać działanie demona. Skąd biorą się myśli, które podsuwają nam demony? Są one formułowane w oparciu o rzeczy, przedmioty lub wrażenia zmysłowe. Kiedy myśli podsuwane przez demony zostaną przyjęte przez nas, zaczynają krążyć jako nasze.

Doświadczając trudności z życiem w czystości, może opanować nas zniechęcenie i smutek z powodu niemożności panowania nad myślami, pragnieniami i potrzebami ciała. Tenże smutek wprowadza nas w doświadczenie acedii. I w tym konkretnym przypadku smutek jest skutkiem niezaspokojenia pożądania seksualnego. Pożądanie zaś łączy się z każdą namiętnością. Zatem, u podstaw acedii znajduje się doświadczenie frustracji z powodu niezaspokojenia jakiegoś pożądania. Acedia pojawia się tam, gdzie trwa dłuższy czas gniew i pożądanie. Demony prowadzą z nami walkę przez myśli, wzbudzając w nas zarówno gniew, jak i pożądanie.

Ulegając acedii, nienawidzimy tego, co jest, pożądamy zaś tego, czego nie ma. Pożądliwość tego, który został opanowany przez acedię, wypycha go z życia zakonnego, kapłańskiego i małżeńskiego. Z jednej strony, człowiek taki jest udręczony własną pożądliwością z powodu niemożności jej zaspokojenia, z drugiej odczuwa narastającą w sercu nienawiść, która każe w taki sposób odnosić się do wszystkich i wszystkiego, co przypomina mu o podjętych zobowiązaniach.

Tam, gdzie jest acedia, dominują w nas frustracja i agresja. Jest to spowodowane także pojawianiem się i odchodzeniem myśli nieczystych i bluźnierczych, wprowadzających w stan dużego napięcia psychicznego. Są i takie myśli, które powodują niekończącą się udrękę, pozostając na długo w człowieku, przyczyniają się do jego stanu depresji. Stąd acedia jest ?ślepą uliczką?, ponieważ odczuwamy w sobie przez długi czas pragnienie tego, co dla nas niedostępne. Ten stan rzeczy powoduje, iż żadna myśl nie jest w stanie zapanować nad innymi myślami.

Acedia wskazuje na głęboką wewnętrzną dezintegrację ludzkiej osobowości. Pojawia się ona jako następstwo grzechu. Coś w człowieku zostało zduszone, stłamszone. To coś, to myślenie ?po Bożemu?, wynikające ze stworzenia człowieka na obraz i podobieństwo Boże. Człowiek pozwolił się zamknąć na głęboką, intymną relację z Bogiem. W stanie acedii człowiek wewnętrznie się dusi. Jest to duży ciężar i cierpienie. W niej rezygnujemy z pracowitości. Odczuwamy niechęć do czytania Biblii i codziennej modlitwy, do trwania w milczeniu. Nie stawiamy sobie wymagań w ascezie. Odczuwamy awersję do tego, co trudne, wymagające, zobowiązujące do odpowiedzialności. W acedii dokonuje się radykalne odejście od wytrwałości.

Ten stan myślenia, ducha, życia jest objawieniem zła w człowieku. To wszystko, co jest blisko nas, co osiągalne, obejmujemy niechęcią, a to, co dla nas niedostępne, staje się obiektem silnego pożądania. Możemy nie być świadomi tego, że cierpimy na acedię. Ukrywa się ona pod naszym życiem w iluzji, w samooszukiwaniu się. Pierwszym sygnałem ujawniającym acedię jest wewnętrzny niepokój, który odczuwamy. Męczy nas środowisko rodzinne, praca, którą wykonujemy, środowisko przyjaciół, których znamy od wielu lat. Problemem staje się doprowadzenie pewnych zadań do końca. W małżeństwie człowiekowi opanowanemu przez acedię nie wystarcza jedna kobieta, a zakonnik będzie czuł się źle, będąc ciągle w tym samym klasztorze; ksiądz ? na tej samej od wielu już lat parafii. Jesteśmy w stanie znajdować przyczyny nierealne, nierzeczywiste na to, aby utrzymywać związek pozamałżeński, aby wyprowadzić się z danego klasztoru, aby porzucić określoną, nawet dobrze płatną i ciekawą pracę. W acedii coś nas gna, wypycha z miejsca, w którym żyjemy, zniechęca do relacji z tymi, którzy są naszą najbliższą rodziną czy wspólnotą. Pojawia się złudne przeświadczenie, że w innym miejscu, z innymi ludźmi, w innej pracy, odnajdziemy się i będziemy głęboko twórczy. Czasem jest to pokusa zmiany dla zmiany. Jest to klasyczny przykład tego, jak możemy być wypychani przez niepokój wewnętrzny, z towarzyszącym mu iluzorycznym przekonaniem, że każde inne miejsce i ludzie będą dla nas korzystniejszą sytuacją, niż to, w którym żyjemy.

Nadmierna troska o zdrowie fizyczne jest jedną z pokus acedii. Pojawiają się w nas wyobrażenia długiej i trudnej starości, życia w chorobach, które będą prowadziły do systematycznego zabijania naszego ciała. Z racji różnych chorób, które mogą się nam przydarzyć, już w naszych myślach pojawia się silne zniechęcenie, sprowadzające lęk. W acedii nie ma miejsca na uczenie się cierpliwości i wdzięczności Bogu za cierpienie. Lęk jest środkiem stosowanym przez demony, które w taki sposób sprowadzają nasze myśli do nieustannego użalania się nad sobą, podsuwając nam wizje różnych chorób, które są w nas. Pojawić się mogą pokusy porzucenia pracy dotychczas wykonywanej, w której mamy pewne osiągnięcia, umiejętności. Zaczynamy bowiem postrzegać to, czym się zajmujemy, za źródło naszego nieszczęścia. Odczuwamy w niej jedynie monotonię, która w żaden sposób nie służy naszej kreatywności.

Może być i tak, że naraz odczujemy, iż źródłem naszego niepokoju, nieszczęścia, są osoby, z którymi pracujemy. Przypominamy sobie nasze porażki i dostrzegamy, że konkretne osoby w naszej pracy albo życiu rodzinnym, przyczyniły się do ich zaistnienia, będąc główną sprężyną zaistniałego w nas bólu i frustracji. Również źródła naszego nieszczęścia możemy upatrywać w bezżeństwie, w barku intymnych relacji z drugą osobą. Inni natomiast dostrzegają, iż przyczyną narastającego w nich niepokoju jest współmałżonek, teściowie, sąsiedzi. Dramatem człowieka cierpiącego na acedię jest to, że nie rozeznaje on prawdziwej przyczyny swoich wewnętrznych zmagań.

Rozwiązaniem dla acedii nie będzie szukanie za wszelką cenę człowieka, z którym przebywanie, rozmowy traktować będziemy jako sposób na zapomnienie i odejście od przenikających nas lęków. Nie oznacza to, że należy dystansować się do innych. Mądrością w takiej sytuacji jest szukanie rady u osób doświadczonych duchowo, znających sposoby działania demonów. Oczekiwanie na dobrą radę jest wyrazem pokory człowieka, a tym samym otwarciem serca na przyjęcie łaski Boga.

W acedii demony kuszą nas z jednej strony do minimalizmu, z drugiej zaś skłaniają do wykańczającego nas maksymalizmu. W tej drugiej postawie jesteśmy kuszeni do decyzji najbardziej dla nas szkodliwych. Dążymy do tego, co dla nas nieosiągalne, a dążenie to nie jest z Boga, lecz inspirowane jest naszą pychą. Nie patrząc na to, co dostępne i możliwe dla nas, dajemy się zwieść myślom, iż zawsze powinniśmy sięgać po to, co większe, doskonalsze, lepsze. Acedia pozbawia nas stosowania właściwej miary we wszystkim. W skrajnych sytuacjach acedia może prowadzić do samobójstwa. Najczęściej powoduje śmierć duchową. Człowiek staje się wówczas nieczuły, obojętny na to, co ważne dla człowieka duchowego (por. Ga 5, 22-26). Nie kieruje się on w swoim życiu bojaźnią Bożą. Dostrzec w nim można zupełny zanik pobożności. Nie uznaje grzechu za grzech i tego, co jest rzeczywistą nieprawością za nieprawość. W sposób lekceważący traktuje plany Boga wobec samego siebie. Taki stan uczuć, a właściwie należałoby powiedzieć: brak uczuć, jest konsekwencją opanowania przez demony.

Jakie są sposoby wyjścia z acedii? Podstawą jest wstrzemięźliwość. Bez niej niemożliwa jest miłość. Nic tak nie potrafi uleczyć żądzy, egoistycznego wynaturzenia, które zawsze jest nienasycone, jak tylko miłość. Drugim sposobem na acedię jest wytrwałość. Polega ona na niedopuszczaniu do siebie myśli nieczystych; na nie odchodzeniu z miejsca, w którym żyjemy, na które zgodziliśmy się rozeznając plany Boga wobec nas. Wytrwałość jest darem Boga i tworzy w człowieku stan beznamiętności. Trzecim sposobem na tę chorobę jest przetrzymanie.

Acedia skłania do ucieczki, wypełniając nas wszystko ogarniającym lękiem. Należy oprzeć się tej pokusie i pozostać w tym, w czym jesteśmy. Trzeba przetrzymać atak demonów, pozwolić przejść pokusom. Nie należy podejmować decyzji pod wpływem pokusy, trzeba zrezygnować z okazji do pocieszenia się, choćby chwilowego. Wartością w takich doświadczeniach jest bycie w odosobnieniu. Konieczne jest pozbawienie się kontaktów z innymi, odwiedzanie ich, prowadzenie rozmów. W takim stanie ducha, jesteśmy niejako wypychani z mieszkania, klasztoru, z miejsca, w którym zostaliśmy osaczeni przez pokusę.

Wszystko, co czynimy, powinniśmy wykonywać ze starannością i wytrwałością. To chroni przed popadnięciem w acedię. W każdej sprawie należy zachować umiar (wszystko czynić we właściwym czasie i z odpowiednią miarą), nie iść w kierunku tego, co nadmierne, przesadne. Tam bowiem można dostrzec pełnienie własnej woli. I co jest zasadnicze, modlitwa powinna być uważna i żarliwa. W acedii dominuje nieumiarkowanie, przyzwalanie sobie na wiele, niestawianie granic. Równie niebezpieczne jest niedbalstwo, jak i przesada. Sposobem na niepodporządkowanie się acedii jest praca. Ona chroni przed podporządkowaniem się pożądliwości. Tam gdzie lenistwo, tam również demon acedii. Jest on obecny w szczególny sposób w pożądliwościach. Ważnym wskazaniem, chroniącym przed acedią, jest niepodążanie za każdą myślą i za każdym uczuciem, które się w nas pojawia.



Liczba wyświetleń strony: 13717 * Liczba gości online: 2 * Ostatnia aktualizacja: 2019-04-25
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC