MENU






Straty



W życiu pojawiają się także straty. Są to zdarzenia, których nie możemy uniknąć, ominąć, ustrzec się przed nimi. Możemy zgodzić się na straty lub nie zgodzić. Jednak brak zgody na nie może prowadzić do depresji. Życie jest trudne. Mamy możliwość dokonania wyboru: albo nauczymy się radzić sobie ze stratą, albo doświadczymy przygnębienia i depresji. Podstawową umiejętnością, którą nabywamy przez całe życie, jest zdolność radzenia sobie z tym, co musimy utracić, a także z tym, czego nie musieliśmy utracić. Wszyscy zdążamy do zasadniczej straty, którą jest nasze życie.

Z teologicznego punktu widzenia w depresji najważniejsza jest nie strata, nie brak utraconej, kochanej osoby, lecz nasze do niej przywiązanie. Jesteśmy pogrążeni w depresji, ponieważ nie uwolniliśmy się od ukochanej osoby, nie pozwoliliśmy jej umrzeć, odejść. Wszyscy cierpimy z powodu straty, ale nie oznacza to, że mamy się kurczowo trzymać obiektu naszej żałoby. Strata sprawi nam mniej bólu i cierpienia, jeśli nauczymy się, jak wyzbyć się tego przywiązania.

Bardzo mocno do wszystkiego się przywiązujemy. Ze względu na poczucie bezpieczeństwa lub z racji ciągłego gromadzenia rzeczy bardzo trudno jest nam się z czymkolwiek rozstać. Kiedy kochamy, chcemy zaraz posiadać, a chęć posiadania staje się dla nas obsesją. Ze wszystkim, co posiadamy, łączą nas mocne więzi. Ponieważ trzymamy się kurczowo przedmiotów, poglądów, ludzi i ich opinii o nas, bardzo boleśnie przeżywamy każdą stratę, a będąca jej skutkiem depresja niepotrzebnie się przedłuża. Zatem, najważniejszym problemem w depresji nie jest doświadczenie straty, lecz nasze przywiązanie do tego, co utraciliśmy. Nie chcemy utraconego obiektu lub osoby zostawić za sobą.

Przywiązanie do życia i wszystkiego dobrego, co niesie ono ze sobą, to jeden z najboleśniejszych elementów ludzkiego istnienia. Przywiązujemy się nadmiernie do ludzi, to tego, co sądzą o nas, do naszych ambicji i planów. Konieczność wyrzeczenia się tego wszystkiego już sama w sobie jest bolesna, jeśli zaś coś zostanie nam odebrane wbrew naszej woli, staje się to dla nas nie do zniesienia. ?Strata wydziera ranę. Gdy doświadczam straty, to ona zostawia jakąś ranę, pustkę. Rana stwarza pustkę, przypomina i opowiada o jakiejś stracie? .

Mężczyzn wychowuje się na zwycięzców, którzy radzą sobie z przeciwnościami. Chłopcom pokazuje się, że należy walczyć o to, czego pragną i odzyskiwać to, co utracili. Wpajamy im przekonanie, że są coś warci jedynie wówczas, gdy potrafią współzawodniczyć z innymi i brać od życia, cokolwiek im ono daje. Kiedy więc mężczyznom przychodzi zmierzyć się ze stratą nie do uniknięcia, na przykład ze starością lub porażkami, które zawsze pojawiają się na drodze życia człowieka, popadają w depresję.

Aby wyzwolić się z depresji, trzeba w pełni doświadczyć żalu po stracie, to znaczy ? opłakać stratę. Naszą stratę zaczynamy postrzegać w szerszej perspektywie i godzimy się z tym, że musimy żyć dalej bez utraconej osoby. Trzeba uczyć się postawy, w której pozwolimy odejść utraconej osobie. Taka konieczność pogodzenia się ze stratą jest bardzo bolesna. Niektórzy dochodzą do wniosku, że nie będą potrafili dłużej żyć i pojawiają się u nich myśli samobójcze.

Nie każdej formie depresji towarzyszy bezpośrednio głęboki smutek i obniżenie nastroju. Niektóre straty trudno człowiekowi sobie uświadomić i dlatego potrzebna jest pomoc specjalisty. U osób, które nie rozpoznają u siebie doświadczenia straty, opłakiwanie nigdy się nie rozpoczyna, a tym samym nie może się także zakończyć. Smutek ustępuje pod wpływem czasu, a jego zanik jest wynikiem zapomnienia, a nie opłakania strat. Droga wyzwolenia z depresji prowadzi przez doświadczenie żalu i smutku. Zatem, w wypadku każdej straty, musi dobiec końca proces jej opłakiwania, a dopiero potem można podjąć działania mające na celu wyzwolenie się z depresji.

Albo nauczymy się radzić sobie ze stratą w sposób twórczy, albo zapłacimy za to przygnębieniem lub depresją. Jedną z najważniejszych umiejętności, jakie musimy doskonalić przez całe życie, jest umiejętność radzenia sobie nie tylko z tym, co musieliśmy utracić w naszym życiu, ale także z tym, co niekoniecznie musieliśmy utracić, a co utraciliśmy z powodu naszych błędów czy niewłaściwej oceny sytuacji. Zawsze będziemy rozdarci pomiędzy dwoma pragnieniami: pragnieniem trwałości i pragnieniem doskonałości. W naszym życiu nic nie jest doskonałe, dlatego trwałość musi zostać odłożona na wieczność.

Jeśli chcemy się rozwijać, musimy pogodzić się z licznymi stratami po drodze. Trzeba je przyjąć bez protestu, ponieważ postęp w życiu często oznacza konieczność rozstania się z przeszłością po to, aby móc wziąć w posiadanie przyszłość. Każda strata ? konieczna czy niekonieczna ? jest potrzebna, abyśmy mogli dorosnąć. Nie radząc sobie ze stratami, zaczynają one boleć, uderzając w nasze poczucie wartości. Wówczas, ilekroć doświadczymy straty, będziemy reagować depresją. Depresja to część ?procesu żałoby?, który pozwala nam rozstać się definitywnie z tym, co odeszło, lub z tymi, którzy odeszli. Każda ze strat rozpoczyna proces żałoby i opłakiwania.

Wszystkie straty trzeba opłakać. Czasami długotrwały stan głębokiego smutku z powodu strat może przerodzić się w depresję. Doświadczając depresji, odczuwamy, jakbyśmy byli potępieni, a nawet odrzuceni przez Boga. Osoba taka jest głucha na wszelkie pocieszenie ze strony najbliższych. To, co czuje, czego doświadcza, jest silniejsze od tego, co mówi i do czego przekonuje otoczenie. Osobę taką przenika paniczny lęk, uniemożliwiając podjęcie najprostszej decyzji. W stanie depresji odczuwamy silne poczcie winy. Osoba ta jakby przestała myśleć. Każde działanie, każda myśl rodzą niepokój. Człowiek ma wrażenie, że jego życie to jedna wielka pomyłka i błaga o przebaczenie. Ma ochotę karać siebie, myśląc, że uwolni się od dręczącego poczucia winy. Wraca w myślach do przeszłości i do swych złych czynów i żałuje, że nie może cofnąć czasu, by je naprawić.

Mówimy, że są konieczne zerwania, nieuniknione rozstania. Nie mogą się one odbywać bezboleśnie, ponieważ nie rozstajemy się tylko z kimś czy z czymś, ale z częścią nas samych. To jest bolesne rozdarcie. Powinniśmy odczuwać ból straty po pewnych złudzeniach, nadziejach, przywiązaniach. Nie jest to jednak kwestia zrezygnowania z życia, ale zrezygnowania z czegoś, co przeszkadza życiu, z czegoś, co paraliżuje, co blokuje pasję życia.

Trzeba przestać trzymać się kurczowo osób i rzeczy i odnaleźć bezpieczeństwo w Zbawicielu. Wchodząc w większą zażyłość z Bogiem, przestajemy kurczowo trzymać się doczesności i stajemy się zarazem mniej podatni na depresję, ponieważ nie mamy już tylu rzeczy co przedtem, które mogłyby nam być odebrane. Wiele dwuznaczności może wejść w koncepcje życia, które posiadamy.

Trzeba pokonać lęk przed obnażeniem własnej słabości, trzeba wyciągnąć rękę po pomoc. Gdy proces żałoby dobiegnie końca, depresja ustępuje. Czym jest żal po stracie? To proces ?uwalniania się? od straty. Żałoba to proces, w trakcie którego następuje powolny zanik przywiązania emocjonalnego do utraconego przedmiotu lub osoby. Żal i smutek to uczucia doświadczane w trakcie żałoby. To tęsknota za tym, co utraciliśmy. Doświadczając żalu po stracie i opłakując ją, pozwalamy sobie na to, by doświadczyć smutku.

Gdy doświadczamy utraty czegoś, pojawia się lęk. Do straty podchodzimy z lękiem. Nie chcemy tracić. Jeżeli chcemy uniknąć bolesnych rozdarć i dramatów życia, powinniśmy zaakceptować to, co przeszło i to, co jest obecnie. Jeżeli tego nie uczynimy, będziemy często popadali w przygnębienie i smutek. Uświadamiamy sobie niezwykle ważną rzecz, myśląc o poniesionych stratach, że ważne jest nie to, czego Bóg nie daje, ale to, co daje. Kiedy dotyka nas ból straty, otwierają się oczy na to, czego nie dostrzegaliśmy lub nie chcieliśmy zobaczyć.

Ponosząc straty, możemy doświadczać smutku. Przypomina nam on o wartościach utraconych. Smutek może nam pomóc zachować w pamięci wartość tego, co utraciliśmy, co odeszło. Smutek opanowuje tego, kto tłumi swoje uczucia. Może on być także skutkiem agresywności. Smutek powstrzymuje od kontemplacji Boga, powoduje duchową rozterkę i spokojne życie wewnętrzne przeradza w depresję. Nie pozwala modlić się z radością ani korzystać z Pisma św. Przeszkadza spokojnie i po przyjacielsku wychodzić naprzeciw innym, czyniąc nas niecierpliwymi i nieprzyjemnymi.

W smutku pojawiają się przesadne roszczenia i niespełnione pragnienia. Sposobem na poradzenie sobie ze smutkiem jest spotykanie się z innymi i dialog. Chodzi o ludzi duchowych. Oni wnoszą w nasze życie radość i pozbawiają nas smutku. Ojcowie pustyni mówili, że tym, co uwalnia od smutku jest niegardzenie innymi, nieocenianie innych, nieoczernianie nikogo. Przyczyną smutku jest stawianie siebie ponad innymi, a równocześnie odkrycie, że nie odpowiadamy ideałom, według których postanowiliśmy żyć. Kiedy zaczynamy w sposób nowy patrzeć na innych, uwolnieni będziemy od fałszywego obrazu nas samych, który stał się przyczyną naszego smutku.

Smutek może wynikać z gniewu, niespełnienia pragnień czy wreszcie z nadmiernego przywiązania do świata. Często obserwuje się tęsknotę za przeszłością. Spojrzenie w czas miniony powoduje, że człowiek zamyka się na teraźniejszość. Nie mierzy się z rzeczywistością, lecz ucieka w świat złudzeń. W konfrontacji z teraźniejszością pogrąża się w swoim smutku. ?Zły smutek podżega do rozpaczy, to jest smutek wieszającego się Judasza. Jego przeciwieństwem jest piękna troska, dobry smutek? . Smutek może ujawniać się w naszym przygnębieniu. Jest on namiętnością, która osłabia ciało i wprowadza nas w doświadczenie cierpienia. Kiedy smutek jest permanentny, możemy mówić o chorobie naszego ducha.

Towarzyszy również naszemu niepowodzeniu lub trudnemu położeniu. Może to być konflikt z innymi, krytyka skierowana przez innych w naszą stronę lub wady osób najbliższych nam. Stan smutku pojawia się jako konsekwencja zwątpienia we własne siły, ale przede wszystkim, w Bożą pomoc. Decydujemy się na myślenie, iż Bóg nie interesuje się naszym duchowym zmaganiem, nie słucha modlitw, a także nie posyła do nas aniołów, udzielających skutecznego wsparcia. Wspomnieć należy, że smutek wynika z pozbawienia nas przedmiotu naszych żądz. Pamiętamy bowiem, że niezaspokojone pożądliwości sprowadzają smutek. Będąc pozbawionymi przyjemności, wpadamy w smutek. Starania, by być kimś wyjątkowym we własnym środowisku, jeśli spełzną na niczym, wywołuje to smutek. Kiedy za wszelką cenę chcemy być wielkimi, znaczącymi, niezwykłymi, z bólem będziemy znosili wszelkie porażki.

Smutek jest zatem konsekwencją niezaspokojonej namiętności, osaczenia przez nią. Nadmierna, nieuporządkowana fascynacja tym, co jest na świecie, prowadzi do takich skutków. Jeśli czegoś nie możemy posiadać, osiągnąć nakreślonego sobie celu, zaspokoić pragnień, albo coś utraciliśmy, smutek stanie się w nas dominującą namiętnością. Wchodzimy w odczuwanie buntu, który jest skierowany na nas. Jesteśmy permanentnie kuszeni do bycia smutnymi.

Skutkiem smutku jest strapienie. Mamy problemy ze snem, z radością i odwagą. Jesteśmy niezdolni do podejmowania decyzji, rozsądnych, mądrych, korzystnych dla naszej przyszłości. Mamy problem z trzeźwym myśleniem. Stajemy się więźniami owej namiętności. Wydaje się, że smutek pojawił się dla pozbawienia nas pragnienia i umiejętności kontemplacji Boga. W takim stanie będąc, tracimy wrażliwość na słowo Boże.

Smutek może nas prowadzić do gniewu, chciwości czy nadużywania pokarmów i napojów. Pojawia się w nas próba ucieczki od tej namiętności w doznania przyjemności. Jedną z zasadniczych przyjemności realizowanych w smutku są doznanie seksualne. Im więcej ich jest, tym stan duchowy i psychiczny człowieka jest tragiczniejszy, zmierzający w kierunku rozpaczy. Taki człowiek czuje się wygnańcem i gdziekolwiek jest, nie ma w nim poczucia, że znajduje się u siebie, wśród swoich, że to jest jego miejsce. Będąc smutny, czuje się wypychany, gdziekolwiek jest, a tym samym nikomu niepotrzebny. W takich chwilach człowiek chce być sam, gdyż obecność innych źle wpływa na jego samopoczucie.

Stąd tak ważne jest czuwanie nad swoimi myślami, oddalanie złych myśli, również przygnębiających. Istotne w smutku jest uwolnienie się od nieuporządkowanego przywiązania do kogoś lub czegoś. Zatem, tak trzeba kierować swoimi uczuciami, aby nie weszły one w głęboką i nieuporządkowaną namiętność, afekt, zauroczenie. Gdy nie kierujemy swoimi uczuciami, mogą nas one doprowadzić do moralnego schorzenia w postaci nieuporządkowanego afektu. Kiedy zatem jesteśmy wolnymi od nieuporządkowanego afektu? Wówczas, kiedy jest w nas stan wolności od namiętności. To jest zaś nic innego jak czystość serca. Nie dopuszczając do serca złych pragnień, chronimy się tym samym przed demonem smutku. Pokonując pożądanie, panujemy nad namiętnościami. Wówczas smutek nie opanuje umysłu i serca. Konieczna jest nasza zdecydowana niechęć do określonych przyjemności.



Liczba wyświetleń strony: 16784 * Liczba gości online: 5 * Ostatnia aktualizacja: 2019-06-17
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC