MENU






Wiara upadła, a uczucie do Boga zostało



Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Witam Księdza serdecznie. Bardzo Księdza lubię od wielu lat i szanuję za całą ciężką pracę w Internecie, lecz obawiam się, że mój list i jego treść może Księdza denerwować. Mimo to muszę być szczera. Chciałam powiedzieć Księdzu o tym co stało się ze mną. Moja wiara w Boga prysła po przeczytaniu Starego Testamentu. Wierzącą osobą stałam się w wieku 3 latek. Mimo tak wczesnego dzieciństwa pamiętam dobrze jak mama uczyła mnie pacierza i pamiętam jak mi wytłumaczyła kim jest Bóg. Mimo że miałam tylko 3 latka bardzo dokładnie pojęłam co mi przekazała mama. Zrozumiałam, że Bóg jest największą świętością, że jest kimś ponad nas wszystkich, że jest większy i ważniejszy nawet od mamy i taty. I że jest dobry. Rodzice mi zaszczepili wiarę, którą bez zastrzeżeń przyjęłam, bo wtedy nie miałam rozwiniętego samodzielnego myślenia i ufałam rodzicom. Potem przez kolejne lata życia, gdy miałam 10 lat, 15 lat , nadal byłam wierząca, modliłam się do Boga, łączyła mnie z

nim silna więź. To był mój Przyjaciel, do którego zwracałam się każdej nocy przed snem, a szczególnie modliłam się kiedy coś mnie dręczyło i smuciło. Wtedy też modliłam się swoimi słowami i opowiadałam Bogu o wszystkim tak, jakby był obok i wszystko słyszał. Kiedy którejś nocy nie odmówiłam modlitwy to czułam się z tym niespokojnie i źle. Moja wiara osiągnęła szczyt w wieku lat 20. Wtedy byłam po przejściach emocjonalnych, bo rozstałam się z mężczyzną, który miał być narzeczonym. Bardzo ciężko przeżyłam kryzys rozstania i to otworzyło mnie na religię bardzo, zmotywowało do czytania Biblii i książek w tym zakresie, stron w Internecie o tematyce chrześcijańskiej. Każdy kolejny kryzys życiowy typu choroby, niepowodzenia życiowe itd. przeszłam bez szwanku na wierze. Nie tylko byłam wierząca, ale też przestrzegałam dekalog jak tylko umiałam, prowadziłam się w czystości przedmałżeńskiej, nie pozwoliłam się dotknąć żadnemu mężczyźnie z którym się spotykałam. Starałam się wszystkich błądzących napominać,

ateistom cierpliwie tłumaczyłam, że Bóg istnieje, cierpliwie polemizowałam, starając się naprowadzić ich na właściwą ścieżkę wiary. Tak było całe moje życie. Moja wiara upadła w wieku 30 lat po przeczytaniu Starego Testamentu. Pewnego razu leżę na łóżku próbując zasnąć i nagle boleśnie zdałam sobie sprawę, że Bóg nie istnieje. Ta myśl tak przestraszyła mnie, że serce zaczęło bić mi jak oszalałe. Boga ani razu nie słyszałam ani nie widziałam. Jego po prostu nie ma. Dlatego się nie ukazuje nam. Zdałam sobie sprawę, że jeślibym nagle umarła, to będzie to mój definitywny koniec. Bo Jego nie ma ani żadnego życia po śmierci. Pomyślałam, że te wszystkie słowa księży, że Bóg przemawia poprzez nasze sumienie do nas, wydarzenia, sny itd. to wielka bujda, w którą wierzą wszyscy chrześcijanie razem ze mną. Gdyby był Bóg to mówiłby do nas normalnym ludzkim głosem jak każdy. Nie robi tego, bo go zwyczajnie nie ma. Jest wymysłem Żydów, którzy obecnie mają władzę nad światem. Pomyślałam, że Mojżesz był takim przywódcą i ten Dekalog sam wymyślił, aby wśród jego ludu nie działo się źle, aby był jakiś porządek. A ponieważ nie słuchaliby go, to wymyślił Boga, aby móc się na Niego powoływać, aby ludzie się bali. Bo bez strachu nie zapanowałby nad tymi dzikimi ludami. I pomyślałam, że tak zostaliśmy zmanipulowani, że do dziś chrześcijanie wierzą w to wszystko. To co czytałam w Starym Testamencie było straszne. Straszne rzeczy są zawarte w Księdze Jozuego. Bóg kazał Jozuemu napadać na inne ludy, zabierać im ziemię i majątki. Instruował Jozuego w jaki sposób łupić. Pomagał mu w tym i błogosławił. To jest chore. Aż momentami robiło mi się smutno kiedy to czytałam. To nie jest ten Bóg Miłości którego znałam. To nie jest ten Bóg Miłości, przedstawiany przez Jezusa w Nowym Testamencie. Jezus zupełnie inną postawę pokazał. I to się wzajemnie gryzie. Wygląda na to, że Jezus jest bardziej święty i miłosierny niż sam Bóg Jahwe. Te mordy na ludach , to błogosławienie Jozuego i Mojżesza kiedy przywłaszczali sobie łupy i tępili innych, są dla mnie nie do przyjęcia. Wiara nagle prysła. Stało się to bez żadnego ciężkiego kryzysu. Moja wiara upadła po wnikliwym przeczytaniu Starego Testamentu. Zdałam sobie sprawę, że Żydzi, masoni wymyślili Boga i to jest ich uknuty plan- cała ta Biblia to ich wymysł, aby manipulować światem i mieć władzę w łapie. I ta wiara też została stworzona po to, aby jakiś porządek był zaprowadzony, aby ludzie nie zabijali się, nie okradali itd w obawie przed piekłem i potępieniem. Bo w przeciwnym razie, gdy nie strach, to byłby na świecie artystyczny nieład. Dlatego został wymyślony Bóg. Nie znoszę Żydów. Nie cierpię ich za to co czynią światu , Palestynie, a teraz nawet Polsce. Nie jestem antysemitką, po prostu nie akceptuję tego co robią. I nagle odtworzyłam w pamięci te wszystkie chwile, kiedy stoję w kościele z innymi ludźmi i modlimy się, oddajemy cześć Bogu - pomyślałam, że my wszyscy jesteśmy ofiarą manipulacji. My chrześcijanie, katolicy, wszyscy księża. I odtworzyłam w pamięci wszystkie wspomnienia, kiedy latami modliłam się do Boga, opowiadałam Mu o wszystkim - boleśnie odczułam, że te słowa nie słyszał nikt prócz mnie samej. One unosiły się w powietrzu i szły w kosmos, ale nikt ich nie słyszał. Ten, który był moim Przyjacielem od dzieciństwa, nie istnieje. On jest naszą iluzją, do której się modlimy. On jest tylko w naszych głowach, ale nie ma go naprawdę. Ten, z którym rozmawiałam całe życie, któremu powierzałam wszystkie sekrety mojej duszy, wszystkie problemy, nie istnieje. Ten, którego pokochałam, któremu podporządkowałam całe moje życie. Mogłam przecież używać życia i grzesznych rozkoszy, a stosowałam wyrzeczenia, aby nie zdradzić swego Przyjaciela. Pokochałam iluzję, mojego Boga. Wytwór własnej wyobraźni, zaszczepiony przez rodziców, podsycany przez kościół. Jestem przerażona tym, że po śmierci nic mnie nie czeka. Że nie spotkam po śmierci moich rodziców, którzy zmarli. Ta myśl mnie dołuje, powoduje rozżalenie. Nie spotkam ludzi w niebie, którzy mnie zranili, moich wrogów, o których się modliłam i robiłam sobie nadzieje, że odwzajemnią mi przyjaźń i miłość w niebie. Nie spotkam tez moich zwierzątek domowych, które odeszły. I wszystkie te bolesne sprawy ziemskie które powierzyłam Bogu, nigdy nie zostaną rozwiązane. Miałam nadzieje, że te problemy, które mnie bolą tu na ziemi, a na które ja nie mam wpływu, Bóg rozwiąże je w niebie. Wiara upadła, a uczucie do Boga zostało. Kocham Boga, lecz wiem, że on nie istnieje. Chciałabym, aby istniał, lecz wiem, że to tylko moja wmówiona fantazja.



Nie można utracić wiarę czytając Stary Testament. To, co nazywasz utratą wiary, może być niezrozumieniem duchowości, kultury, historii narodu wybranego, a przede wszystkim dosłownym przyjmowaniem treści ksiąg ST. Boga nie można widzieć ani słyszeć, ponieważ jest Duchem.Ty określasz Bogu, że powinien mówić do nas ludzkim głosem. Dlaczego Bóg powinien czynić tak, jak Ty uważasz za słuszne? Odczytujesz Księgę Jozuego dosłownie, uznając, że to, co czynili Izraelici, było z polecenia Boga. Wszystko to, co Izrael czynił, w jaki sposób czynił, uznawał, że dokonuje z polecenia Boga. Bóg powoli wychowuje naród wybrany. Zwróć uwagę na to, że ten Bóg, który mówił do Izraela, jest tym samym, który przyszedł na ziemię i pozwolił się ludziom ukrzyżować z miłości do nas. Nie ma innego Boga w ST, a innego w NT. Bóg jest Miłością. Bóg jest Dobry, Miłosierny, łaskawy, nieskory do gniewu i bardzo cierpliwy. Nic się nie gryzie w przekazie obrazu Boga. W ST obraz Boga jest surowy, gniewny, wydający bolesne dla nas polecenia. Taki obraz Boga miał Izrael. Bóg zarówno w ST jak i w NT jest ten sam. Formacja wiary, duchowa ludu ST jest powolna, kształtuje się przez wieki. Bóg się objawił i objawia. Nie Żydzi i masoni wymyślili Boga. Twoje myślenie może wynikać z kuszenia przez złego ducha, także z pewnej niechęci do Żydów. Na jakiej podstawie uznajesz, że nie jesteś w błędzie, że się nie mylisz? Jak wiara może upaść? Ona była albo jej w ogóle nie było. Wiara jest łaską Boga. Otrzymuje ją każdy, który się na nią otwiera i ją przyjmuje. Jak to jest możliwe, że nie wierzysz w istnienie Boga, a masz uczucie do Boga? Czy można kogoś darzyć uczuciem, nie uznając Jego istnienia? Czy można kochać Boga, nie wierząc w Jego istnienie? To jest sprzeczność. Kto wmówił milionom ludzi, w każdym pokoleniu, taką fantazję jak istnienie Boga?

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 53237 * Liczba gości online: 2 * Ostatnia aktualizacja: 2019-10-15
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC