MENU






Sprawy wiary



Szczęść Boże. Chciałbym zapytać księdza o kilka spraw:

1. Na księdza stronie pojawił się list dotyczący związku niesakramentalnego. Przypomniała mi się tym samym pewna sytuacja. Moja ciotka opowiadała mi, że w pracy jej szef mówił o jego koledze, który żyje w związku niesakramentalnym. Mimo wszystko, ma wielką potrzebę przyjmowania Pana Jezusa, ale ksiądz go nie rozgrzeszy. Załatwia więc, nie wiem jakim cudem, ale wizytę w szpitalu jako chory i tam idzie do spowiedzi. Szef powiedział, że ksiądz musi go z tego rozgrzeszyć, ponieważ nie wiadomo na co człowiek jest chory i jest to traktowane jak ostatnie namaszczenie, ostatnia spowiedź (?). Chyba zawsze na czas świąt coś takiego robi. Brzmiało to wtedy dość śmiesznie. Zdaję sobie sprawę, że ten człowiek pragnie kontaktu z Bogiem, ale przez takie coś chyba jest jeszcze gorzej, no nie wiem, ale na moją logikę takie załatwianie pociąga za sobą jeszcze oszustwo no i chyba świętokradztwo, tak mi się wydaję. Co ksiądz o tym uważa? Chciałbym się jeszcze zapytać o tą spowiedź, czy faktycznie tak jest, że ksiądz musi udzielić rozgrzeszenia chorym w szpitalu nawet jeśli jak w tym przypadku ktoś trwa w grzechu? Przyznam, że pierwszy raz coś takiego "widzę".

2. Zgodnie z przykazaniem kościelnym dotyczącym Niedzieli, należy się w tym czasie powstrzymać od prac niekoniecznych. Ale czy nauka to "praca"? Wiadomo uczymy się przez cały tydzień (uczniowie i studenci) cały czas. I wydaje mi się, że nie ma wątpliwości, że w normalnym toku bez żadnego wolnego czy coś w tym stylu nauka w niedziele ma uzasadnienie - nie ma możliwości nauczyć się w sobote i piątek wszystkiego, do tego trochę odpocząć po całym tygodniu "jazdy". Jednak tak jak teraz, po świętach było wiele wolnego. Ja np. pojechałem tutaj gdzieś ze znajomymi, drugi dzień również, tu chciałem spędzić czas z rodziną i tak można mnożyć. Przychodzi niedziela i po prostu nie mam co robić. I wiadomo mogę coś poczytać, pooglądać (mam na myśli jakieś artykuły czy felietony religijne). Jednak nie wiem czy mogę się trochę pouczyć. Z jednej strony mam wyrzuty sumienia, bo mogłem gdzieś nie pojechać czy zostać w domu i nauczyć się w inny dzień. Z drugiej strony, nie lubię przekładać spotkań na niedzielę, bo uważam, że powinno się ją spędzić rodzinnie, przede wszystkim w domu. Jednak przez cały dzień nie będzie się czytać czy oglądać czegoś. Najgorsze chyba w tym wszystkim jest to, że największą "wenę" do nauki mam zazwyczaj w niedzielę i po prostu "korci" mnie, a nie wiem czy nie jest to grzech.

3. Chciałbym nawiązać trochę do pytania poprzedniego - co można robić w niedzielę, co pomoże nam rozwijać nasze życie duchowe, oprócz ciekawych konferencji, artykułów, refleksji nad własnym postępowaniem?

4. Chciałbym w tym Nowym Roku trochę zmienić coś w swoim życiu duchowym na lepsze. Zauważyłem, że coraz częściej modlitwę traktuję jako obowiązek. Niestety. Zaczęło się od tego gdy chorowałem - wtedy zazwyczaj ze strachu np. obiecałem, że jakąś modlitwę będę odmawiać codziennie. Zbierałem wiele modlitw i często było to dla mnie za dużo. Teraz sam nie wiem co kiedyś obiecywałem, które modlitwy zobowiązałem się mówić codziennie. W wolny czas mogę sobie te modlitwy rozłożyć. Jedną odmówię wtedy drugą wtedy. Jednak dalej mam wrażenie tego "obowiązku", że "muszę". Jest to trochę przygnębiające, bo nie chcę tak traktować modlitwy, chciałbym naprawdę spotykać się w niej z Panem Bogiem, odmawiać tyle, ile jestem w stanie (w dni nauki często mam jej tyle, że mam wolne albo o 21, 22 do tego muszę się umyć, zrobić to, tamto, zjeść i zmęczony ledwo co jeszcze się modlę). Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli człowiek (zwłaszcza młody) ma możliwość coś zrobić, a nie obowiązek to zrobi to z chęcią i przyjemnością. Często mam tak z posprzątaniem czy coś w tym stylu. Jeśli ktoś mnie poprosi albo w ogóle nic nie powie a ja to zauważę to chętnie odciążę np. mamę w umyciu naczyń czy odkurzaniu, natomiast jak ktoś mówi wprost "masz to ponosić", "weź to zanieś" to nie robię tego z przyjemnością i chęcią wyręczenia tej osoby. Często mam też również obraz tej "wypaczonej" sprawiedliwości i kary Boga, w świadomości mam ukryty ten strach, że jeśli zrezygnuję z jakieś modlitwy to Bóg mnie ukarze. Staram się odnaleźć Boga prawdziwego, taki jaki jest naprawdę, który kocha, a nie czeka na potknięcie osoby, śmierć i potępienie. Czy ma ksiądz rady na skuteczną modlitwę, bez traktowania jej jako obowiązek? I czy mogę odpuścić sobie w którymś dniu tą modlitwę, a w którymś tą jeśli jest to dla mnie za dużo i nie będzie to grzech, złamanie obietnicy Panu Bogu?



Ad 1. To jest nieuczciwe. Księdza może ten człowiek oszukać, ale nie Pana Boga. Ksiądz jest zobowiązany do udzielenia choremu rozgrzeszenia w szpitalu wtedy, kiedy zachodzi niebezpieczeństwo śmierci. Zawsze powinien ksiądz udzielić rozgrzeszenia, kiedy chory będzie miał operację. Kapłan udziela rozgrzeszenia również osobie, która żyje w związku niesakramentalnym.

Ad 2. Nauka nie jest traktowana jako praca zarobkowa. W niedzielę możemy czytać, uczyć się. Nie tylko możesz trochę się pouczyć, ale bardzo dużo przeznaczyć czasu na naukę, skoro jest taka konieczność. Nie jest grzechem poświęcanie czasu na naukę w niedzielę.

Ad 3. Można czytać Biblię i ją rozważać. Jest możliwość spotkania się z przyjaciółmi, którzy również czytają Biblię i dzielić się z nimi myślami, odczuciami wynikającymi z refleksji nad nią. Ważne jest rozmawianie o sprawach wiary w gronie rodziny, o sprawach Kościoła, szczególnie tych kontrowersyjnych, które wywołują wiele emocji. Można w niedzielę poświęcić kilka godzin na adorację w ciszy Najświętszego Sakramentu. Pożyteczne będzie czytanie dobrych powieści religijnych.

Ad 4. Módl się, mając na uwadze pragnienia, potrzebę serca. Niekiedy nie będzie tego pragnienia, a wówczas powinieneś przyjąć zasadę, że jest stała godzina i forma modlitwy, którą uwielbiasz Boga. Nie możesz w życiu modlitwy kierować się wyłącznie tym, że modlisz się, kiedy masz ochotę. Traktowanie modlitwy, jako obowiązek, nie jest czymś niewłaściwym. Niekiedy również z obowiązku chodzimy do szkoły, studiujemy, pracujemy, odżywiamy się. Nie zawsze jest w nas chęć czy przyjemność. Gdybyśmy pewne sprawy czynili wyłącznie wtedy, kiedy mamy na nie chęć lub przyjemność, nasze życie uległoby całkowitej rozsypce. Wyobraź sobie, że matka nie ma chęci karmić niemowlę, żona nie ma ochoty przez miesiąc rozmawiać z mężem, w pracy nie mamy przyjemności rozmawiać z tymi, których codziennie spotykamy. Nie pozwalamy emocjom, uczuciom, naszym nastrojom zdominować nas, narzucić to, co one chcą. Kierujemy się przede wszystkim naszym rozumem, rozsądkiem, zasadą tego, co jest słuszne i lepsze, zgodne z naszą wiarą, naszym systemem wartości świadomie i dobrowolnie wybranym. Pewne rzeczy robimy bez przyjemności, nie mamy ochoty na coś, o co ktoś nas prosi. To jest prawidłowe, dobre, właściwe.

Modlitwa jest przywilejem. Mogę się modlić. Ona rozwija człowieka duchowo, moralnie, mentalnie, rozwija jego wiarę i miłość do Boga, pogłębioną wrażliwość na człowieka. Są chwile, w których masz prawo odczuwać duże zmęczenie. Powiedz o tym Panu Bogu, uczyń znak krzyża świętego, powiedz, że Go kochasz i połóż się spać, odpoczywaj. Bóg Cię kocha i nie czeka na Twoje potknięcie. Nie jest tym, który uważnie przygląda się Twojemu życiu, aby znaleźć podstawę do potępienia.

Skuteczna modlitwa jest prawdziwa, płynąca z serca, szczera, uważna, w której skupiamy się na Bogu. Zależy nam na uwielbieniu Pana, a nie przede wszystkim na tym, co On może nam dać. W modlitwie ważny jest Bóg, nie człowiek. Modlitwa uwielbienia jest dobrą modlitwą.

Skuteczna modlitwa to ta, która przemienia człowieka w myśleniu i odczuwaniu. Budzi ona silne pragnienie Boga i potrzebę pełnienia jego woli. Skuteczna modlitwa to ta, gdzie człowiek jest zdolny zrezygnować z pełnienia swojej woli. Modlitwę skuteczną widzę w tym, gdzie człowiek żyje tym, co jest, tą rzeczywistością, która go spotyka, przemieniając ją tak, aby prowadziła do uwielbienia Boga i przyjęcia daru zbawienia. W życiu wiary nie chodzi o to, aby zawsze wszystko było po mojemu. Prosimy Boga o jedno, a otrzymujemy coś zupełnie innego. Przyjmujemy to inne i jesteśmy za nie wdzięczni.

Człowiek jest istotą zmienną, nastrojową, w jakimś stopniu dojrzałą, a jakimś niedojrzałą. To, co czynimy z obowiązku, np. modlimy się, to również jest wyraz naszej miłości Boga. Jeśli coś powinienem, to oznacza, że Bóg tego chce dla mnie. Obowiązek jest planem Boga dla mnie. Kocham ten plan, dlatego, pomimo znacznego oporu wewnętrznego wchodzę i wypełniam go tak, jak na daną chwilę potrafię.

Jeśli jesteś bardzo zmęczony, nie będziesz modlił się pół godziny swoimi stałymi modlitwami, ale możesz modlić się jednym westchnieniem, aktem strzelistym, wyrażeniem miłości, znakiem krzyża, wyznaniem wiary. Modlitwa, to życie człowieka, to jego siła, a przede wszystkim spotkanie z Bogiem. Popatrz z miłością na krzyż, ucałuj rany Jezus, przytul do serca i połóż się, odpoczywaj bez poczucia winy. Gdzie kondycja fizyczna i psychiczna jest słabsza, powinieneś się modlić krócej, jak wspomniałem wcześniej. Powiedz Bogu, że dziękujesz, że przepraszasz, że ten sens niech będzie uwielbieniem Jego, niech będzie Twoją modlitwą. Kiedy danego dnia, z uzasadnionych przyczyn, nie odmówisz stałych swoich modlitw, nie popełnisz grzechu.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 13727 * Liczba gości online: 3 * Ostatnia aktualizacja: 2019-04-25
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC