MENU






Uważam, że jestem nikim



Witam księdza. Zwracam się do księdza z prośbą o rade. Ponad 20 lat temu skończyłam studia, ale nie napisałam pracy magisterskiej i się nie obroniłam. Pracowałam wtedy i robiłam jeszcze inny kurs. Miałam być nauczycielem. Ale nic z tego nie wyszlo. Potem zachorowal moj ojciec na raka i był całkiem skazany na opiekę innych, bo nie byl w stanie sam nic zrobic. Wiec zostalam w domu i do smierci sie nim zajmowalam. Moj ojciec byl alkoholikiem i ja i moi 3 bracia mamy wszyscy syndrom DDA. Moi bracia byli mlodsi ode mnie i wymagali tez pomocy. Bo tez sobie nie bardzo radzili z emocjami, uczuciami, wejsciem w doroslosc. W naszym domu sie nie rozmawialo. Nie doradzili nam rodzice jak wybierac partnerow, zawod, wartosci zyciowe. Jeden z moich braci zwiazal sie z nieodpowiednia kobieta i mial z nia dziecko, ktore gdyby nie ja, trafiloby do domu dziecka lub byloby niepelnosprawne. Zrobilam wszystko, co moglam by ten chlopczyk wyszedl na prosta i sie normalnie rozwijal. Moj brat rozstal sie z ta kobieta i samotnie wychowuje teraz swojego syna, ktory ma 14 lat i rozwija sie jak przecietny nastolatek. Matka dziecka od 7 lat nie kontaktuje sie z synem. Nie placi alimentow, itd. Pomoglam tez moim mlodszym braciom.Maja prace, rodziny, swoje domy. Zrezygnowalam z czesci majatku po ojcu, by pomocy finansowej potrzebowali bracia. Pomoglam mamie i dziadkowi. Ale swoje sprawy zawalilam. Jak zobaczylam, ze moja rodzina jakos sobie radzi, wyjechalam do pracy do Niemiec. Oczywiście bez wyksztalcenia, ktore sama zawalilam, nie moglam liczyc na nic wielkiego. Sprzatalam, a zarobione pieniadze przeznaczylam czesciowo na remont domu po moich rodzicach. Teraz mieszka tam moj najmlodszy brat i dalej cos tam wykancza. W Niemczech poznalam mojego meza. Jest starszy 15 lat ode mnie. Poznalam go, gdy nie mial nic, bo byl po rozwodzie. Jego Firma splajtowala. Stracil kontakt z niepelnoletnim synem, mial jeszcze dlugi. Dzisiaj po 10 latach ze mna ma prace kierowcy w stabillnej firmie, wyszedl z dlugow, ma kontakt z doroslym juz synem. Moze sobie pozwolic na swoje hobby, motor. I na 2- 3 tygodnie urlopu. Po co ja to wszystko pisze, spyta ksiadz. Po to, by jakos siebie opisac. Bo ja mam problem z soba. To, ze nie mam wyksztalcenia, zniszczylo moja samoocene. Uwazam, ze jestem nikim, zerem. Pomoglam innym, ale zaprzepascilam swoje wyksztalcenie i teraz zmagam sie z nastepstwami tego zaniedbania. Jest mi ciezko, bo musze pracowac fizycznie. Teraz mam prace w fabryce ????.., ale jest bardzo ciezka. Do tego mam tam problem z jednakowe kobietą, Turczynka, ktora jest moja przelozona i nieustannie mnie probuje upokorzyc. Od jakiegos czasu modle sie intensywnie o nowa prace. Prosze, by Bog jakos mi pomogl, poddal jakos mysl, poskladal mnie w calosc, uleczal wewnetrznie. By mi pomogl znalezc prace, gdzie bede miala troche spokoju i satysfakcji z pracy. Ale nie widze odpowiedzi Boga, a w tej pracy, gdzie jestem, czuje sie coraz gorzej fizycznie i psychicznie. Czy Bog nie moze mi pomoc? Jest przeciez moim Ojcem. Prosilam Boga w wielu sprawach dla mojej rodziny i mojego meza. Wielokrotnie moje prosby w ich intencjach zostaly wysluchane. Czemu zatem, gdy prosze o cos bardzo istotnego dla siebie, to Bog milczy? Czy ja to zle rozumiem? Czy jestem roszczeniowa, niedojrzala, infantylna? Ksiadz ma bardzo duza wiedze teologiczno-psychologiczna i trzezwe spojrzenie na swiat, moze by mi ksiadz cos doradzil? Jest mi ciezko. Potrzeuje jakiegos pocieszenia i sensu. Pozdrawiam serdecznie.



To, co najważniejsze, to byłaś dla swoich braci ojcem i matką, rodziną. Ty pomogłaś wyjść im na prostą. Czy nie jest to ważniejsze od uzyskania dyplomu magisterskiego? Możesz powiedzieć, ?to ja w jakimś sensie ich stworzyłam, doprowadziłam do tego, że ich życie jest poukładane. Wiedzą jak żyć?. Twoi rodzice nie dali tego braciom, co Ty im dałaś. Bracia nie byliby w stanie zająć się chorym ojcem. Ty z nim byłaś do jego śmierci. Czy może być coś bardziej wyjątkowego w życiu człowieka, jak troska o ojca i wprowadzenie w dorosłość swoich braci?

Dzięki Tobie Twój mąż stanął na nogi. Najważniejsze, że ma kontakt z dorosłym synem. Może poczuć się naprawdę ojcem. Posiadasz umiejętność przywracania ludziom sensu życia. Wyprowadzasz innych z potrzasku, kierując ich w stronę, gdzie mogą się rozwijać, doświadczać smaku życia. Uratowałaś syna brata

Masz wykształcenie, a jedynie nie napisałaś pracy i jej nie obroniłaś. Nic nie zastąpi tego serca, wrażliwości, troski o najbliższych, jaka jest w Tobie. To jest więcej niż magisterium, doktorat, habilitacja, więcej niż profesura. Wartością człowieka jest jego dobroć, otwartość na potrzebujących. Posiadasz w sobie bezcenne skarby. Można powiedzieć, że Ty jesteś poniekąd matką dla Twoich braci. Ty zrodziłaś ich na nowo, Ty tchnęłaś nowe życie w swojego męża. Człowiek ujawnia swoją wartość przez to, kim jest dla innych, czym się kieruje w relacji z nimi.

Postawiłaś na braci. Pomagałaś im. Bez Ciebie mogliby pójść złą drogą, popaść w rozpacz, przegrać życie. Tchnęłaś w nich życie. To jest Twoje magisterium, doktorat, profesura. Zrezygnowałaś z części majątku, ponieważ uznałaś, że bracia potrzebują bardziej. To, czego dokonałaś w dotychczasowym życiu nie mogę nazwać inaczej, jak heroizmem, bohaterstwem, wydobyciem z siebie tego, co jest najcenniejsze, najbardziej wartościowe.

Niezwykle trudno jest poradzić sobie z upokorzeniem ze strony drugiej osoby. Przypomnij sobie, jak sobie poradziłaś z wyzwaniami przeszłości: pielęgnacja chorego ojca, walkę o braci, o dziecko jednego z nich. Potrafisz wiele przejść, znieść, pokonać, kiedy masz przed sobą to, co kochasz, co jest dla Ciebie niezwykle ważne i cenne w tym ziemskim życiu. Życzę Ci, abyś znalazła nową pracę. Najważniejsze teraz jest to, abyś myślała o sobie jako o kimś, kto wygrywa życie. Tchnąć w kogoś nadzieję, to tak, jakby pozwolić mu się na nowo narodzić. Postaraj się mieć przed oczami w pracy nie swoją przełożoną Turczynkę, która Cię upokarza, ale twarze Twoich szczęśliwych braci, Twojego męża i jego syna. Siłę daje dobro, które uczyniliśmy drugim.

Czy Bóg nie może Ci teraz pomóc? Może pomóc i wierzę w to, że pomoże. Czy zrobiłabyś sama wszystko to, o czym napisałaś do mnie w liście, bez pomocy Boga? Zastanawiam się, czy nie mogłabyś porozmawiać z kimś, kto jest szefem w firmie i prosić o przesunięcie na inny dział pracy, jak najdalej od Turczynki? Szukaj rozwiązania sprawy na miejscu, w Twojej pracy. Jestem przekonany, że obecnie jest wiele wolnych miejsc pracy w Niemczech. Zechciej uruchomić swoje kontakty, przyjaciół, znajomych, także znajomych męża, jego rodziny.

Nie jesteś roszczeniowa, infantylna, niedojrzała. Jesteś zmęczona. Potrzebujesz zwyczajnego, ludzkiego szacunku w pracy, ludzkiej życzliwości, rozumiejącego, ciepłego, akceptującego spojrzenia dla tego, co robisz. W dotychczasowym życiu wiele przeszłaś. To jest Twoje bogactwo, mądrość. Jesteś odważna. Szanujesz ludzi. Zachęcam Cię, abyś swoją przełożoną w pracy, Turczynkę, traktowała inaczej, niż ona traktuje Ciebie. Zaszokuj ją swoją dobrocią, szczerą uprzejmością, szacunkiem. Zło zwyciężamy dobrem; nienawiść - miłością; agresję - łagodnością, kulturą, uprzejmością. Będę Cię wspierał modlitwą.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 3866 * Liczba gości online: 12 * Ostatnia aktualizacja: 2019-10-17
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC