MENU






Życie na ziemi i w niebie



Czasami mam wrażenie, że życie tu na ziemi też jest w pewnym znaczeniu czyśćcem. Ponieważ tu wszyscy tęsknią do Boga, lecz nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Nawet osoby niewierzące pragną Boga, ale o tym nie wiedzą same. Każdy pragnie być szczęśliwy, bez wyjątku. To szczęście może dać jedynie Bóg w niebie. W świecie, w którym będziemy z Nim połączeni. To ziemskie życie jest jak czyściec, mało kto jest szczęśliwy, jest tak dużo łez i niespełnienia, a także krzywd i brutalności. Szczęśliwe chwile są również, ale tak krótkie i ulotne.

Czy może być też tak, że jeśli ktoś większą część swojego życia przeżył możliwie uczciwie, potrafił kochać innych, był dobry, uczęszczał regularnie na msze - to Szatan takiej osobie bardziej rzuca kłody pod nogi, dokucza, dręczy, aby wzbudzić w człowieku gniew na Boga?

Znam wielu artystów, którzy są bogaci, sławni, piękni a także nie mają problemu ze znalezieniem życiowego partnera, równie pięknego, przystojnego itd. Media huczą o ich wielkiej miłości, można oglądać wszędzie w gazetach ich zdjęcia jak się obściskują, przytulają, są w sobie bardzo zakochani. Zazwyczaj te artystki mają wszystko: urodę, pieniądze, sławę i miłość, dzieci. Są uśmiechnięte i radosne. One zazwyczaj mają teledyski, w których występują symbole okultystyczne. Klub w Stanach, który wylansował te znane postaci, jak Britney Spears i inne, należy do Iluminatów. Zastanawia mnie dlaczego te osoby, które nalezą do Iluminatów, czyli satanistów, czczą diabła, mają teledyski i koncerty przepełnione symbolami satanistycznymi, demonicznymi, okultystycznymi są zarazem tak niebywale spełnione i szczęsliwe. Wszystko idzie w życiu po ich myśli. Mają służbę, możliwość kupowania co chcą, podróżować dokąd chcą, szybko znajdują partnerów życiowych i ze wzajemnością się zakochują i mają liczne potomstwo. Dlaczego Bóg nie stawia na ich drodze życia jakichś doświadczeń, cierpienia, które by ich otrząsnęło, zmusiło do refleksji? A znam tylu dobrych ludzi, co od dzieciństwa służą Bogu, a cierpienie ich dotyka i nie mają powodzenia ani w miłości, ani w innych sferach życia. Jest taka jedna piosenkarka, którą kiedyś ceniłam, bo pozornie wydawała się być dobrą osobą, ale potem zmieniłam zdanie, kiedy po 11 latach życia z partnerem na tzw.kartę rowerową, porzuciła go, bo zakochała się w innym, młodszym. Ona zawsze i szybko szczęśliwie się zakochiwała.Najpierw w tym pierwszym meżczyźnie, który był dość dużą szychą(syn byłego prezydenta Argentyny).On ją wylansował, zrobił z niej sławną.Bardzo jej się poszczęściło, ponieważ: 1.zakochała się i bez problemu go zdobyła, po 2.trafiła na takiego, który ma znajomości i bogactwo i zrobil z niej wielką gwiazdę. Zdobyła miłość, bogactwo i chwałę. Ona tworzyła dla niego piosenki miłosne, tak bardzo go kochała, żyła z nim jak małżeństwo ale bez ślubu. I po latach zakochanie zaczeło słabnąć, pożądanie również. Po 11 latach podjeła decyzję o rozstaniu, a za powód podała to, że nie ma miedzy nimi już takiego pożądania i stali się teraz dla siebie bardziej przyjaciółmi niż kochankami. Odeszła od niego, bo jest zdania, że związek oparty na przyjaźni, w którym skończyło się oczarowanie i pożądanie, nie ma sensu. Nie cierpiała przez rozstanie ponieważ od razu na jego miejscu pojawił się młodszy i przystojniejszy facet, równiez bardzo sławny,w którym zakochała się po uszy. Jednym słowem, wymieniła po latach faceta jak samochód na lepszy model. Na takiego, który bardziej fascynuje. I ma z nim teraz dwoje dzieci, również żyjąc bez ślubu, jak w poprzednim związku. Ona na wszystkich zdjęciach kipi radością i szczęściem. Ona nie zaznała cierpienia, niespełnionej miłości. Mówi Ksiądz, że poprzez cierpienie oczyszczamy się i przygotowujemy do Nieba. Dlaczego więc niektórzy nie mają w swym życiu cierpienia? Dlaczego są takie osoby jak ona, którym się tak szczęści i tak łatwo przychodzą związki miłosne, chociaż postępują podle i niewiernie? I mają gdzieś Boga? Co Ksiądz o niej sądzi i o tym wszystkim? A może jest tak, że cierpienie jest często ofiarą tu na ziemi jaką trzeba ponieść za bycie po stronie Boga?



Napisał Ksiądz, że mamy wiele marzeń i planów, lecz przed wieloma nas Bóg chroni, bo mogłyby być dla nas zgubne. Bóg wie lepiej co dla nas dobre. Też tak sobie wytłumaczyłam, że być może Bóg nie daje mi możliwości odnaleźć i nawiązać kontakt z tamtym człowiekiem,którego poznałam na wczasach, ponieważ on mógłby nie być dobrym mężczyzną dla mnie.Mógłby mnie zranić, złamać serce, zrujnować psychicznie, wpędzić w depresję. Tylko Bóg to wie.

Czasem myślę o tym, żeby uzbierac pieniądze i pojechać tam znów, z nadzieją, że go spotkam. Mimo wszystko, jestem zakochana w nim tak dalece, że mogłabym ponieść dużą ofiarę, nawet zostawić Polskę, rodzinę, całe moje życie, nauczyc się innego jezyka. Wszyscy mi odradzają to i krytykują mój pomysł. Rozum rozumem, ale pragnienia mojego serca są silneijsze. Chciałabym, aby Bóg polączył mnie z nim wzajemnym uczuciem, nawet jeśli byłby impotentem i byłoy to białe małżeństwo. Mogłabym ponieść każdą ofiarę, nawet żyć bez seksu. Mi wystarczyłoby do szczęścia patrzec mu w oczy, słyszeć jego głos, patrzec na jego uśmiech i spacerować za rękę. Byłabym wówczas najszczęśliwszą osobą na świecie. Jest jakakolwiek nadzieja na to, że spotkam w niebie tego meżczyznę? A jeśli go spotkam czy nadal będę mieć w sobie to uczucie czy ono będzie zgaszone? A może to co czuję do niego, nie będzie mi odebrane, lecz Bóg sprawi, że to samo poczuje do każdej istoty?

Zastanawiam się jak to jest z małżeństwami w niebie oraz z ludźmi zakochanymi. Czy żona, wstępując do Nieba, przestanie być zakochana w mężu? Czy też nadal będzie czuła do męża to uczucie, które ją z nim połączyło oraz Bóg sprawi tak, że jej serce się otworzy i takim samym uczuciem obdarzać zacznie wszystkich ludzi? Takie uczucia miłości jak tu na ziemi mamy do jednej osoby, która staje się mężem/żoną, będziemy mieli odebrane do tej osoby czy też będziemy mieć do wszystkich ludzi?



Szatan utrudnia życie szczególnie tym osobom, które są wierne Bogu, żyją według przykazań. Dlaczego zespoły, osoby mające na swoich teledyskach symbole okultystyczne, są spełnione i szczęśliwe? Zatrzymały się na tym, co doczesne, na wymiarze materialnym życia. Ci, którzy idą drogą wiary, idą drogą krzyża. Można oddać swoje życie w ręce Boga i wówczas przyjmujemy to, co On daje, czyli radość i cierpienie, pokój serca i dopuszcza na nas niezrozumienie, niepokój dla naszego oczyszczenia, umocnienia duchowego. Niektórzy oddają się w ręce złego ducha, a wówczas, przez jakiś czas obfitują w to, co niektórzy nazywają szczęściem: bogactwo, zakochiwanie się w wielu osobach, schodzenie i rozchodzenie się z nimi, posiadanie wielkiego bogactwa. Nie wiedzą, że cena, którą płacą za dostatek, jest często utratą zbawienia wiecznego.

?Dlaczego Bóg nie stawia na ich drodze życia jakichś doświadczeń, cierpienia, które by ich otrząsnęło, zmusiło do refleksji?? Bóg stawia na ich drodze takie doświadczenia, będącego wstrząsem i skłaniającym do refleksji, lecz oni tego w ten sposób nie odczytują. Żeby podjąć refleksję, trzeba chcieć mieć w sercu pragnienie Boga. Ono jest w każdym człowieku, lecz wielu ludzi je odrzuca, kpi, uznaje, że chce kierować swoim życiem, a Bóg jest im do niczego nie potrzebny, gdyż potrafią zadbać o siebie. Są i tacy, który cierpienie sprowadza na drogę wiary. O takich media nie mówią, gdyż uznają, że coś im się w głowie poprzestawiało i jest ta sytuacja żenująca.

Jest wielu dobrych ludzi, służących Bogu, doświadczających cierpienia, bez powodzenia w miłości czy w innych obszarach życia. Gdy człowiek służy Bogu, odczuwa sens cierpienia swojego i osób bliskich. Nie doświadcza miłości w związku małżeńskim, ale w nim trwa wiedząc, że to, co Bóg złączył, jest nierozerwalne. Gdy jest wiara, bardziej słuchamy Boga niż własnych potrzeb, żądz, nastrojów chwili.

Ta radość i szczęście, którymi kipią na zdjęciach sławni, podziwiani, są jakąś pozą i grą. Jeśli coś jest nie trwałe, nie ma wierności w związku, to i nie ma poczucia bezpieczeństwa. Tam, gdzie ktoś drugi nie daje poczucia bezpieczeństwa, tam nie ma miłości. Jeśli miłość uznaje się wtedy, kiedy coś człowieka kręci do drugiego, jakieś pożądanie, fascynacja, to jest to godne pożałowania. Miłość jest tam, kiedy człowiek kocha człowieka, a nie jego wygląd, korzystne cechy charakteru. Miłość, to nie uczucia. One się pojawiają w relacji młodych, a potem słabną. Pojawia się potrzeba bycia odpowiedzialnym za osobę, która mi zaufała i swoje szczęście złożyła w moje ręce.

Osoba, o której napisała, a która jak twierdzisz, nie zaznała cierpienia i niespełnionej miłości, nie jest taką, jaką postrzegamy ją w mediach. Bardzo ceniłem jednego z amerykańskich aktorów, który często grał role komediowe. Popełnił samobójstwo. Smutek, cierpienie, osobiste problemy nie są kupowane przez media. Każdy doświadcza cierpienia, lecz nie każdy o nim mówi. Wydaje się niektórym, że cierpienie, podobnie jak wiarę w Boga, trzeba głęboko schować, ukryć przed innymi, nie dzielić się tym.

Wszyscy mają w swoim życiu cierpienie. Gdy popatrzysz wokół siebie, nie ma osoby, która by nie cierpiała albo fizycznie lub psychicznie, a może duchowo. Cierpienie jest nieodłączną częścią naszego życia. Nie cierpi ten, który już nie żyje.

Twój problem polega na tym, że wierzysz w to, co pokazują media. Stąd Twoje pytania. Co nazwiesz szczęściem w życiu danej osoby: pieniądze, sławę, piękny dom, uczucia coraz młodszych mężczyzn, których po jakimś czasie porzuci i pozostanie sama? Szczęściem jest wiara w Boga, wierność w miłości, życie nadzieją zbawienia wiecznego, szacunek do innych, bycie prawdziwym, otwartym, uczciwym, nikogo nie krzywdzącym. To, co dana osoba przechodzi, to nie są związki miłosne, lecz podniecenie, pożądanie, ekscytacja swoim i innych ciałem, doznaniami, które płyną z ciała. Kiedy to wszystko mija, szuka się nowych podniet. Czy to nazwiesz szczęściem i życiem przechodzenie od jednego doznania do drugiego, od jednej żądzy silnej do drugiej? Czy to jest jeszcze ludzkie?

Te osoby nie zwracają uwagi na Boga, a Bóg nieustannie upomina się o miejsce dla siebie w ich sercu. Są ludzie, którzy pozbawili się głębszej wrażliwości duchowej. Wydaje się, że tym, co niszczy życie duchowe człowieka, jest niemoralność, w której on postępuje.

Przez cierpienie na ziemi, przyjęte z wiarą i przeżywane z Chrystusem, mamy nadzieję na życie wieczne z Nim. Jeśli człowiek lekceważy Boże przykazania, a tym samym Pana Boga, daje Bogu do zrozumienia, że nie chce wspólnoty z Nim w niebie. Życie na ziemi jest chwilą, bardzo krótkie, a potem cała wieczność.

Mówisz o tym, w którym jesteś zakochana, że byłabyś w stanie wiele poświęcić. W takich sytuacjach powinnaś kierować się rozumem, a w mniejszym stopniu sercem. Serce, to uczucia, emocje, zaś rozum, to rozsądek, rozwaga, patrzenie, co z takiej decyzji przyszłościowo może wyniknąć. Teraz jesteś zdolna mówić nawet o białym małżeństwie, a za czas jakiś może zrodzić się silna tęsknota za dzieckiem, własnym potomstwem.

Ty mogłabyś z nim żyć bez sexu, lecz czy on by potrafił, czy chciałby tak żyć? Jesteś romantyczna i utopijna w swoich oczekiwaniach, marzeniach. Jak długo małżonkowie patrzą sobie w oczy, słuchają głosu, patrzeć na uśmiech męża i spacerować z nim za rękę. Być może spotkasz go w niebie, jeśli jego życie będzie szlachetne, prawe, w którym dążenie do Boga i posłuszeństwo Jemu będzie wartością nadrzędną. Dopóki żyjesz w ciele, masz te uczucia o których napisałaś. Są piękne i ważne. Wybacz, lecz dla mnie wydają się być nierealne. Może na początku małżeństwa, a potem wiele spraw powszednieje, czasem pojawia się rutyna, przyczajenie.

W niebie będziesz doznawała miłości nieporównywalnej z ludzką miłością. W niebie nasz zachwyt będzie budził Bóg, nie człowiek. Wszyscy zdążamy do pełni, którą jest miłość Boga. Miłość człowieka jest mizernym, słabym odbiciem niezwykłej miłości Boga. Myśląc o miłości pragniemy więcej. Nie człowiek daje więcej w miłości człowiekowi, lecz jedynie Bóg.

Jak będzie z ludźmi zakochanymi w niebie, z małżonkami? Czyż małżeństwo nie zmierza do tego, czego małżonkowie nie są w stanie sobie wzajemnie dać, udzielać. Tym, czymś jest odnalezienie się w miłości Boga. Dlaczego ludzie młodzi stają przed ołtarzem i ślubują sobie miłość przed Panem? Ponieważ ich miłość nie istnieje bez Boga. Bez Niego nic nie jest trwałe, ani piękne, ani wierne.

Pisząc o miłości do spotkanego mężczyzny, tak naprawdę ukazujesz, że celem Twojej miłości ostatecznie jest Bóg, nie zaś człowiek. Mężczyzna nie może dać w pełni kobiecie tego, za czym tęskni je serce. Podobnie kobieta, nie może dać w pełni mężczyźnie tego, za czym tęskni jego serce. Stąd niezwykle ważne jest to, aby małżonkowie wzrastali w życiu duchowym. Będąc blisko siebie, równocześnie byli blisko Boga. Wówczas ich miłość posiada świeżość, żywotność, potrzebę trwania i udzielania wzajemnie tego, co noszą w sobie najcenniejsze.

Czy żona wstępując do nieba przestaje być zakochana w mężu? Zakochanie, to etap początkowy narzeczeństwa, małżeństwa. Potem zakochanie rozwija się w miłość. Żona kocha swojego męża w Bogu, podobnie i mąż kocha swoją żonę w Nim. Nie jest to miłość cielesna. W niebie nie będzie tych uczuć, którymi dysponujemy żyjąc w ciele. Bóg niczego nie będzie nam odbierał, lecz życie nasze będzie przemienione. To, co dla mężczyzny i kobiety w relacji małżeńskiej jest teraz ważne, w wymiarze nieba zostaną obdarowani tym, co przekracza w życiu ziemskim ich wszelkie tęsknoty, marzenia i pragnienia.

ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 10866 * Liczba gości online: 3 * Ostatnia aktualizacja: 2019-07-21
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC