MENU






Chodzi o moją wiarę



Szczęść Boże! Pochodzę do tego listu chyba po raz trzeci. Choć mam wrażenie, że nie powinnam. Zaraz koniec czerwca, minie trzeci miesiąc, ja nie byłam u spowiedzi. I nie mogę się zebrać. Nie chodzi tylko o rachunek sumienia. Chodzi chyba o moją wiarę, której już nie ma? Nie wiem. W ostatnim czasie, miewam ciężkie myśli, nawet samobójcze. I powstrzymuje mnie chyba jedynie fakt, że nikt z rodziny nie umiałby wtedy odpowiedzieć bratankowi na pytanie, dlaczego? Nawet nie czuję takiej potrzeby spowiedzi. Nie chodzi tu o poczucie bezgrzeszności, bo tego nie ma. Chodzi o to, że teraz to brałabym bardziej na rozum, niż z wiary. Jestem zmęczona własną niemocą. Nie wierzę już nawet w to, że gdyby oddać to Bogu, to On by się tym zajął. Jestem zmęczona bólem, a raczej świadomością tego, że będzie gorzej z czasem. Po dłuższej nieobecności przyjechałam na kilka dni do domu rodzinnego. I czuję się obco. Na co dzień jestem sama. Totalnie. Przyjeżdżając tutaj, na prośbę mamy, nie ukrywam, że liczyłam na choćby zwykle cześć, co słychać - ze strony domowników. Przeliczyłam się. Nie mam tutaj znajomych, tam gdzie mieszkam zresztą też ich w sumie nie mam - a już nie takich, do których można zwrócić się z czymkolwiek. I wreszcie nurtuje mnie pytanie. Jak to jest, że człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boga, bywa, że już w momencie poczęcia jest wiadomo, że będzie "niedoskonały"? Mam tu na myśli te dzieci, które rodzą się z różnymi wadami genetycznymi. Przykład pierwszy z brzegu - SMA (typ zaniku mięśni), NBIA (odkładanie się żelaza w mózgu). Oba te schorzenia są niewyleczalne. Kwestia modlitwy za tych, którzy niszczą swoje życie (i najbliższych przy okazji). Jeżeli oni są dajmy na to niewierzący z wyboru, no to jaki to ma sens, skoro wiadomo, że Bóg szanuje ludzką wolę? Nie wiem, ale w pewnym sensie przestałam się czuć bezpiecznie w Kościele. Chodzi mi o to, że teraz rozwija się dość silnie ruch charyzmatyczny. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie pewne sprzeczności. Bo często niestety na rekolekcjach się robi trochę taki show. Mam tu na myśli choćby organizowane wydarzenia z udziałem Marcina Zielińskiego. Msza św i uwielbienie ok, ale mówienie, że Bóg da wszystko, o co poprosisz, nastawienie głównie na ludzkie emocje i uzdrowienie, to nie wydaje mi się w porządku. Z drugiej strony brakuje mi takiej posługi, jak Ksiądz to robi - tzn. nad każdym listem się Ksiądz pochyla z troską, nawet jeśli w odpowiedzi padną tylko dwa zdania. A ja jako zwykły obywatel nie mogę iść tak po prostu do księdza z pytaniami. Bo albo on nie ma czasu i chęci na rozmowę, albo jest założenie, że w pewnym wieku to te rzeczy powinny być już wiadome z automatu. Wreszcie dzisiejsza wiadomość o ekskomunice ks. Michała Misiaka z Łodzi. Bo ks. świadome przyjął chrzest z wody w jednej ze wspólnot protestanckich. A przecież jako kapłan ma wykształcenie teologiczne, staż kapłaństwa i wiedzę też. Także taką, że "kto spożywa Ciało moje i pije moją Krew, ma życie wieczne". Wiedział, że chrzest to sakrament, którego ot tak się nie wymaże, wiedział, co oznacza przyjęcie chrztu po raz drugi w innym wyznaniu. Kiedyś pewien młody świadek Jehowy próbował mnie zachęcić do przyjęcia chrztu w wieku dorosłym. Odpowiedziałam wówczas, że chrzest już przyjęłam i jest on ważny. I że nie widzę potrzeby przyjmować go jeszcze raz. A odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych mogę zrobić co roku w Wielką Sobotę. Po takiej odpowiedzi nie było kontynuowania tematu. Moje pytanie brzmi, czy ekskomunikowana z mocy prawa osoba ma jakąś możliwość, by powrócić do Kościoła? W jaki sposób? I wreszcie? Jeżeli jakimś cudem przełamię się do spowiedzi (nie jest to kwestia lęku, czy strachu przed kapłanem. Raczej chodzi o poczucie, że nie jestem Bogu do niczego potrzebna) to jak o tym powiedzieć? Czy powiedzieć i czy spowiadać się z myśli samobójczych, które po prostu są? Dziękuję za to że Ksiądz jest. Pozdrawiam serdecznie.



Przystępując do spowiedzi św. bierz wszystko na rozum. Wiara jest aktem rozumu. Potrzebna jest spowiedź, abyś odzyskała moc. Bóg zajmie się Twoją sprawą. Gdzie jest czystość serca, tam człowiek odzyskuje pokój, uwalniając się od tego wszystkiego, co powodowało w nim udręczenie.

Przychodząc na ten świat rodzimy się jako niedoskonali, nie tylko grzeszni, ale i mający określone problemy zdrowotne, które z czasem się ujawnią. Człowiek stworzony na obraz Boga rodzi się jako grzeszny, a to oznacza chory, pozbawiony tego, co będzie mu dane dopiero po przejściu z tej ziemi do wieczności. Pewne schorzenia są niewyleczalne. Cierpienie człowieka jest po coś. Kiedy jest przyjęte i znoszone z wiarą, może udzielać mocy duchowej do przejścia przez nie. Nie przyjęte, rodzi bunt i wyniszcza człowieka, powoduje, że jego cierpienie jest nie tylko fizyczne, ale i psychiczne, duchowe. Bardzo łatwo popaść w tej sytuacji w rozpacz. Jedyne rozwiązanie, to przyjąć to, co jest i starać się o to, aby określone schorzenie nie doprowadziło do buntu wobec Boga. Wszelkie cierpienie przeżywane w łączności z Jezusem, czyni człowieka doskonałym duchowo.

Czy modlić się za niewierzących? To jest nasza powinność moralna, jako wierzących. Człowiek wybierając niewiarę, nie wie, co czyni. Jego wybór jest błędny. Czy powinniśmy godzić się z błędnymi wyborami człowieka? Oczywiście, że nie. Stąd nasza modlitwa za niewierzących. Bóg szanuje człowieka w jego wolności, lecz pragnie, aby on został zbawiony i doszedł do poznania prawdy. Czy ojciec może spokojnie patrzeć na dziecko, które się stacza i w konsekwencji traci zdrowie i życie? Gdy człowiek wybiera niewiarę, to mamy pozwolić na to, aby on się potępił, trafił do piekła z własnego wyboru? To, że on tego nie wie, nie dostrzega, nie wierzy w istnienie piekła i szatana, nie oznacza wcale, że ludzie wierzący, którzy uznają rzeczywistość zbawienia i potępienia, powinni pozostać na decyzje niewierzącego obojętni.

Szacunek dla człowieka, jako obrazu Boga jest czymś innym od szacunku dla jego złych decyzji. Czy można szanować złe decyzje, złą wolę człowieka, złe wybory? Szanować, jak rozumiem, zgadzać się z tym, co człowiek wybiera. Nie zgadzam się, jako kapłan na to, że człowiek wybiera potępienie. On w nie wierzy, lecz ja wierzę. Moja wiara mówi mi, aby go ratować przez modlitwę, pokutę.

Ruch charyzmatyczny posiada swoją specyfikę, formy przyjęte dla tych, którzy do niego należą. Nie wszystkim one odpowiadają. W Kościele jest różnorodność form wielbienia Boga.

Wielu ludzi oczekuje na spełnienie przez Boga dokładnie określonych spraw. Jest nastawienie na uzdrowienie fizyczne, psychiczne. Modlimy się, wielbimy Boga. Jeśli On zamierzył w swoim miłosierdziu nas uzdrowić, uporządkować nasze życie, niech będzie uwielbiony.

Zgadzam się z Tobą, że nie można iść do każdego księdza z pytaniami i otrzymać odpowiedź, a przede wszystkim być wysłuchaną. Jest wielu księży którzy dysponują czasem, słuchają i towarzyszą w duchowym wzrastaniu innych. Ciągle potrzebujemy tych kapłanów, którzy osobiście będą nam towarzyszyli we wzrastaniu w wierze i miłości Bożej.

Bolesną jest sprawa ekskomuniki ks. Michała z Łodzi. Nie powinien przyjmować chrztu z wody we wspólnocie protestanckiej. Wiedział, jakie są konsekwencji wynikające z Prawa Kanonicznego. Ks. Michał Misiak może wrócić do Kościoła katolickiego poprzez wyznanie wiary w towarzystwie proboszcza lub biskupa.

Gdy pójdziesz do spowiedzi, do której bardzo serdecznie Cię zachęcam, powiedz i o tym, że masz poczucie, iż Panu Bogu nie jesteś do niczego potrzebna. Spowiadamy się nie tylko z grzechów, ale i z tego, co pojawiło się w nas jako przekonanie niezgodne z wyznawaną wiarą. Wyspowiadaj się również z myśli samobójczych. Oddaj to, co Cię zadręcza, niepokoi, aby Boży pokój powrócił do Twojego serca.

Ks. Józef Pierzchalski SAC



Liczba wyświetleń strony: 20578 * Liczba gości online: 4 * Ostatnia aktualizacja: 2019-11-22
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC