MENU






Problemy natury moralnej



Szczęść Boże, dziękuję za tak szybką odpowiedź. Myślę, że problem leży głębiej. Bo to chyba nie jest tak, że z tym jakoś szczególnie walczyłam. Nie wiem już, czy w ogóle traktować to jako problem natury moralnej, choć patrząc na to z boku - wygląda to po prostu źle (tzn. tak to oceniam, niezależnie od tego, co mówi np. nauka o tym - a przedstawia to z grubsza jako coś pozytywnego). Dlaczego patrzę na siebie tak? Może dlatego, że po dłuższym okresie czystości w temacie - w ostatnim czasie zdarzyło mi się to kilka razy? Tak jakbym do tego dążyła wręcz. Pod rząd. Z drugiej strony - zdałam się sprawę, że (nie wiem jak to opisać), nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie, bo łatwo jest przyjąć, że tak po prostu być musi już. Ale czuję się czasem tak... no gdybym nie miała uczuć i emocji, byłoby łatwiej. Jako kobieta nigdy nie usłyszałam komplementu. Pomijając krótki epizod zauroczenia. Nie doznałam czułego dotyku. Teraz, kiedy lata już minęły, zastanawiam się dlaczego, czy rzeczywiście jestem/byłam aż tak okropna? I kiedy od niedawna walczę z emocjami u lekarza - bo muszę się rozebrać. Dobrze, że człowiek wymyślił coś takiego jak poczekalnia, bo w kilka minut mogę "poskładać się do kupy". Sprzeczam się z fizjoterapeutą już dwa lata o odsłonięcie nóg. Dla niego to jest normalne, zwykłe mięśnie do pracy i tyle. Dla mnie - bariera. Ostatnio nogi się pode mną ugięły, kiedy dostałam pewne sugestie i poczytałam, jak wygląda wizyta u sugerowanego specjalisty. Rezygnuję z pewnych potrzebnych metod, choć powoli dojrzewam do tego, by to zmienić. teraz - mam problem ze wstydem (tzn. może nie tyle ja, ile moje ciało ma, bo inne już nie będzie przecież), a onanizm to co, taki środek zastępczy? Wiem, jak działa biologia itd. Tęsknię za czymś, czego nie doznałam? Dlaczego "nie czuję "wstydu w momencie onanizmu" tylko po? Wiem, że to pytanie do seksuologa raczej. Mam świadomość, że to nie ma sensu. Dlatego oceniam siebie tak, a nie inaczej. Gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Czy jest? Gdzie był, kiedy odkrywałam w sobie pragnienie założenia rodziny, takiej 2+2. Ale z góry wiedziałam, że pozostanie to tylko pragnieniem. I dziś już się z tym pogodziłam, a raczej czas to za mnie zrobił. Tylko uczucie jakiegoś żalu, nie wiem, jak to nazwać - zostało. Tak, jakbym była gorsza. I teraz jest jeszcze inny problem. To jak postrzegam Kościół. Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że pewna osoba publiczna odeszła z Kościoła. Mówiła o tym, jak do tego doszło, dlaczego itd. I niestety, ale zgadzam się z kilkoma tezami, które przestawiła. U mnie efekt jest taki, że jeżeli jestem w Kościele, to zwracam uwagę tylko na to, że jest Słowo Boże i sakramenty. I tyle. Inaczej mówiąc - rozczarowałam się postawami niektórych biskupów, w wiadomym temacie. I teraz tak się zastanawiam czasem, jak to działa w ogóle. Bo skoro ja czuję się tak jak się czuję z powodu własnego grzechu onanizmu (ale nie tylko o grzech mi chodzi), no to taki ktoś, kto krzywdzi w ten sposób dziecko, no jak? Jak to w ogóle jest możliwe, że przechodzi się nad tym do porządku dziennego, że nie przychodzi refleksja? Ale gorsze jest chyba to zatajanie, że nic się nie stało. To są trudne tematy, wiem, że odpowiedzi są jeszcze trudniejsze, albo niemożliwe. Teraz ten temat, to jest często taka "karta argumentu" od tych, którzy z Kościoła odeszli. Widać zgrzytało im, tak jak i mi zgrzyta, choć jeszcze się trzymam. Nie wiem, czy dla Boga ma to jakieś znaczenie. Nie wiem, czy dla mnie ma. Ile jet tego w moim "chcę". W stanie tej pustki, która mnie ogarnia, nic już nie wiem. I jestem zmęczona. Bo na zewnątrz wszystko gra. A wewnątrz mam "sajgon". Kiedyś miałam więcej, tak po prostu radości. Dziś unikam ludzi, by nie męczyć ich sobą, tym że nie umiem być fajna. Może dlatego, że nikt mnie tego nie nauczył. Dziękuję jeszcze raz.



Bóg daje Ci możliwości, z których prawdopodobnie w określonym czasie nie skorzystałaś. Twoja wstydliwość mogła wpłynąć na brak zainteresowania Tobą ze strony mężczyzn. Mężczyźni dystansują się do dziewcząt szczelnie osłaniających swoje ciało. Mężczyzna poznaje kobietę przez wygląd jej ciała. To jest pierwsze. On jest istotą zmysłową.

Nie czujesz wstydu w momencie onanizmu, ponieważ jesteś sama, nikt z ludzi na Ciebie nie patrzy, jesteś zamknięta w swojej intymności. Onanizm jest Twoją potrzebą seksu, pieszczot, pocałunków, dotykania Twojego ciała przez mężczyznę. Gdzie jest Bóg? Jest w Tobie, przy Tobie. Ten Twój nadmierny wstyd nie jest wymysłem Boga. On nie był w stanie zmienić tego, co Ty uznałaś za słuszne, prawidłowe, właściwe dla kobiety.

Za Twoim pragnieniem założenia rodziny powinno iść zainteresowanie mężczyznami, spotkaniami na zabawie, spacerach, randkach, pójście do kawiarni. Co zrobiłaś, żeby jakiś chłopiec mógł Cię zaprosić na spacer, zainteresować się Tobą, jako kobietą? Jaka się ubierałaś, jaka była Twoja zewnętrzna prezencja? Czy miałaś koleżanki, z którymi chodziłyście na jakieś wyprawy? Czy kąpałaś się z przyjaciółkami w basenie, nad morzem? Patrząc na swoje ciało, czy kochasz je, czy przyjaźnie odnosisz się do niego?

Samo pragnienie założenia rodziny, to za mało. Potrzeba coś zrobić ze sobą, z czasem, jaki jest dany dziewczynie. Przypuszczam, że zawsze było w Tobie zainteresowanie chłopcami. Co z tym zrobiłaś? Czy zwierzałaś się przyjaciółkom, z czym masz problem? Ewentualnie, żeby Ci pomogły? Z góry wiedziałaś, że pragnienie pozostanie pragnieniem. Komu się z tego zwierzyłaś? Czy miałaś przyjaciół? Kiedy jesteśmy młodzi i pragniemy założyć rodzinę, powinniśmy być z przyjaciółmi, osobami bliskimi, dziewczętami i chłopcami. Trzeba być pośród innych, aby zostać dostrzeżoną, wzbudzić zainteresowanie sobą. Przez fakt bycia kobietą mężczyźni interesowali się Tobą. Co z tym zrobiłaś?

Dlaczego niektórzy ludzie odchodzą z Kościoła? Zgorszyli się. Oczekiwali od biskupów, kapłanów postawy innej od tej, która została ujawniona. Uzasadnione jest rozczarowanie się postawami niektórych biskupów. Zastanawiam się jednak nad tym, dlaczego ludzie odchodzą z Kościoła? Dochodzę do wniosku, że Kościół nadal przez wielu jest odbierany jako instytucja składająca się wyłącznie z ludzi. Kiedy Ci ludzie, niektórzy biskupi i kapłani, nie spełniają norm moralnych które głoszą, pozostawia się wspólnotę Kościoła. A co z Chrystusem, który jest pierwszy i najważniejszy w Kościele? Dlaczego, albo inaczej, czy osoby które odchodzą z Kościoła mówią Chrystusowi: już w Ciebie nie wierzę, dla mnie nie istniejesz, zawiodłem się na Tobie?

Zawsze biskupi i kapłani byli osobami grzesznymi i tak jak świeccy walczą z grzechem każdego dnia. Zgadzam się z tym, że największe przestępstwo w Kościele to czyny przestępcze wobec dzieci. To jest trudne dla wielu katolików, żeby nadal uczestniczyć we Mszy św., spowiadać się, słuchać homilii, skoro biskup podejmował niewłaściwą decyzję wobec księdza pedofila, a niektórzy księża popełniali tego rodzaju grzechy śmiertelne wobec dzieci. Rozumiem tych, którzy odchodzą z Kościoła, ponieważ nie poradzili sobie z własną wiarą. Nasza wiara nie jest mocna, lecz bardzo słaba. Patrzymy na ludzi w Kościele, na duchownych, a nie na Pana Boga, trzymając się Jego Słowa i sakramentów świętych. My kapłani jesteśmy odpowiedzialni za tych, którzy odchodzą z Kościoła. Powinna ciągle naszemu życiu towarzyszyć pokuta i modlitwa przebłagalna.

Jednak, odchodząc z Kościoła, trzeba patrzeć nie tylko na to, co teraz, lecz przede wszystkim na to, co później, na swoją wieczność. Zgorszenie się często łączy się z krzywdzeniem samego siebie i osób najbliższych. Czy to jest rozwiązanie? A może pozostać w Kościele i modlić się za tych, którzy stali się gorszycielami, a przede wszystkim, na miejscu pierwszym modlić się, uczestniczyć w sakramentach świętych za te dzieci, które zostały skrzywdzone.

Szatan pierwszy raz odniósł zwycięstwo w tym, o czym mówimy, przez grzech kapłana wobec dziecka i grzech biskupa wobec kapłana usiłującego ?pomagać? w przestępstwie. Po raz drugi szatan odnosi zwycięstwo w tym, że zgorszeni ludzie odchodzą ze wspólnoty Kościoła, narażając się na potępienie wieczne. Odchodząc ze wspólnoty wiary jeszcze bardziej osłabiamy Kościół. Żeby w nim trwać i wytrwać, potrzeba kochać Chrystusa, Kościół przez Niego założony i tych, którzy zostali w nim ochrzczeni. Odchodzą Ci, dla których, jak przypuszczam, Kościół nie był domem, w którym wszyscy wzajemnie są za siebie odpowiedzialni. Jesteśmy powołani do tego, aby kochać Kościół takim, jaki on jest. Jesteśmy powołani, aby szanować naszych biskupów i kapłanów i za nich codziennie się modlić.

Czy wtedy, kiedy wielki grzech popełni matka albo ojciec w rodzinie, wypieramy się rodzimy, pozostawiamy ją i nie chcemy z nią mieć nic wspólnego? I tak bywa w niektórych przypadkach. Czyż nie jest nam potrzebne zwycięstwo w postaci takiej, że trwamy w Kościele, ponieważ kochamy Jezusa i Jego Kościół. Jesteśmy z Nim na dobre i złe chwile.

Czy ktoś przechodzi do porządku dziennego, krzywdząc dziecko? Pedofil, to osoba głęboko zaburzona, chora, wymagająca leczenia psychiatrycznego. Zapewne tak jest, że krzywdząc dziecko, przechodzi do porządku dziennego, szukając kolejnej ofiary. Czy człowieka zaburzonego psychicznie, pedofila, stać na refleksję, wyrzuty sumienia? Ci, którzy odchodzą z Kościoła motywują swoją decyzję tym, że nie chcą być w Kościele, w którym są pedofile. Nie ma innego Kościoła. Są w nim święci i grzesznicy, ludzie prawi i nieprawi. Taki jest świat, taki jest Kościół, takie są rodziny. To zrozumiałe, że od kapłanów wymaga się najwięcej i jest to w pełni uzasadnione. Jednak decyzja, aby odejść z Kościoła dlatego, że dany ksiądz jest pedofilem, jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Właśnie dlatego, że są w Kościele święci i grzeszni kapłani pozostaję w nim, aby przez modlitwę i pokutę prosić Boga o świętych, prawych kapłanów. Zapytaj tych, którzy zdecydowali się odejść z Kościoła, czy modlili się za kapłanów?



Liczba wyświetleń strony: 13112 * Liczba gości online: 16 * Ostatnia aktualizacja: 2022-08-14
© 2002-2022 by ks. Józef Pierzchalski SAC