MENU






Doznania zmysłowe



Są tacy, którzy cenią sobie odczucia zmysłowe podczas przyjmowania Komunii św. Tymczasem, nie są one największą łaską. Największa łaska jest niewidzialna. Aby zwrócić uwagę na łaskę, patrząc oczyma wiary, Bóg pozbawia nas smaku i odczuwania zadowolenia w przyjęciu Ciała Chrystusa. Człowiek łakomy duchowo chciałby odczuwać i smakować Boga zarówno w Komunii św. jak i w innych ćwiczeniach duchowych tak, jakby On mógł być zrozumiały i dostępny dla niego. Podobnie traktuje modlitwę. Za jej cel uważa znalezienie upodobania i odczuwanie własnej pobożności. Nie odczuwając upodobania w modlitwie martwi się, sądząc, że jego modlitwa jest pozbawiona wartości. Takie wysiłki prowadzą do utraty pobożności i duchowego pożytku. Czym jest duchowy pożytek? Polega on na wytrwałej i pokornej cierpliwości, na niedowierzaniu sobie, a szukaniu wyłącznie chwały Bożej. Tak się dzieje, że kiedy człowiek łakomy duchowo nie znajdzie raz jeden zadowolenia w ćwiczeniu duchowym, odczuwa niechęć, a nawet wstręt, gdy powinien kolejny raz w taki sposób się modlić. Oznacza to, że kieruje się on nie rozumem, lecz przyjemnością. Bóg odmawia im uczuć na które czekają. Gdyby ich nie odmawiał, ich łakomstwo i chciwość wzrastałyby bez końca. Dlatego konieczne jest wejście tych osób w noc ciemną, aby mogły się z tych oczekiwań, potrzeb, pragnień oczyścić (NC I.6,5-6).

Osoby łakome pobożnych doznań noszą w sobie także lenistwo na drodze krzyża. Ktoś bowiem, kto pragnie duchowych przyjemności, będzie unikał goryczy w przezwyciężaniu siebie. W jaki sposób Bóg leczy takie osoby? Pokusami, oschłością i strapieniami, które przynależą do nocy ciemnej. Konieczna w życiu duchowym jest wstrzemięźliwość i umiarkowanie, co prowadzi do praktykowania bojaźni Bożej, a tym samym umiejętności podporządkowania się we wszystkim Bogu. Doskonałość i wartość duchowa człowieka nie polega na ilości dobrych czynów, lecz na umiejętności zaparcia się siebie (NC I.6,7-8). "Zaprzeć się siebie", to przyjąć, zgodzić się na to, że nasze życie nie będzie przebiegało według naszych upodobań, pomysłów, że nie będzie realizacją marzeń i wypełnianiem celów, jakie sobie usiłujemy nakreślać. To przyjąć krzyż, jaki daje Jezus, nie tłumacząc nam, dlaczego on jest taki, a nie inny, dlaczego w tym czasie, a nie trochę później. Jezus wprowadza nas w "noc ciemną", na którą nigdy nie jesteśmy przygotowani. Nigdy, bowiem nie jesteśmy przygotowani na straty, na oddanie kogoś lub czegoś, bez czego nie wyobrażamy sobie życia. "Zaprzeć się", to zgodzić się być pozbawionym tego, co miłe, dobre, kochane i czyste. Bóg chce inaczej, to znaczy lepiej dla mnie. On wie, co będzie lepsze, a ja nie jestem w tych sprawach zupełnie zorientowany. Gdy przychodzi czas "zaparcia się", "nocy ciemnej" ? zaczynamy uczyć się Jezusa Chrystusa, jakiego dotąd nie poznaliśmy. Jego droga zanim stanie się jasną, jest ciemną, zanim będzie miła, doświadczymy jej odrażającego widoku. Istnieje potrzeba "zaparcia się siebie", żeby nie odrzucić Chrystusa. Pójście za Nim jest traceniem życia, przyzwoleniem na oddawanie tego, co jest centrum zainteresowania świata: piękno, miłość do ludzi, zrozumienie, bycie atrakcyjnym, lubianym, szanowanym. Tracimy "wszystko", aby więcej otrzymać.

Jesteśmy przy Chrystusie nie rozumiejąc Jego nawet w małym procencie. Niesiemy, dlaczego robi to, co robi, co w naszym rozumieniu jest niepotrzebne, a nawet absurdalne. Przychodzi czas buntu, gniewu, kontestacji, sprzeciwu. Gdy przychodzi czas "zaparcia się siebie", samych siebie nie poznajemy. Odkrywamy siebie jako tych, którzy już nie wiedzą czy wierzą, czy też nie wierzą, kochają czy nie kochają, czy ich modlitwa ma sens, czy jest jedynie czczą gadaniną. W bólu doświadczeń poznajemy Boga i siebie. Jego ukrzyżowanie staje się naszym udziałem. To, w czym upatrywaliśmy własną wartość, znaczenie i wielkość, okazało się pomyłką, głupotą, dążeniem za iluzją.

Nasza wiara dojrzewa w taki sposób, że sami, z własnej woli nigdy byśmy tej drogi i tych metod nie wybrali. Najważniejsza w tym wszystkim jest obecność Jezusa. Bez Jego miłości można dojść do obłędu, rozpaczy, pomieszania zmysłów. Jedynie patrząc na Niego i słuchając Jego słowa, można zgodzić się chodzić "po omacku", często błądząc, potykając się i upadając. To wszystko jest "uprawnione" na drodze wiary. Pójść za Jezusem, to pójść za Nim na śmierć. Całe życie jest umieraniem, czyli uwalnianiem się z niewoli zła, od wpływu złego, a równocześnie słuchaniem Pana i chodzeniem Jego drogami. Idziemy z Nim drogą cierpienia i krzyża. Uczymy się pozostawiać sprawy ziemskie, aby całkowicie zdać się na Boga. Jezus pozwala iść za sobą tylko temu, który wszystko pozostawi. Kto pójdzie za Nim, będzie bezdomny jak On; nie będzie miał miejsca, w którym będzie mógł się zatrzymać. Idąc za Jezusem trzeba stać się zupełnie wolnym, jak On dla Królestwa Bożego. Należy pozwolić posłać się Jemu tam, dokąd On chce żebym poszedł.

Tam, gdzie jest zazdrość, tam człowiek doświadcza udręki, dostrzegając u innych duchowe dobro. Bolesne jest to, kiedy inni wyprzedzają go na drodze do doskonałości. Nie chce, by innych chwalono. Smuci się, kiedy dostrzega cnoty innych. Nosi w sobie pragnienie znalezienia uznania we wszystkim. Tymczasem człowiek kochający, jeśli ulega zazdrości, to jedynie zazdrości świętej Cieszy się, kiedy inni poosiadają cnoty, których w nim nie ma. Doświadcza radości z tego, że inni lepiej służą Bogu, niż on (NC I.7,1). Osoby leniwe duchowo odczuwają odrazę do rzeczy czysto duchowych i dystansują się do nich, gdyż one nie dają niczego ich zmysłowych oczekiwaniom. Gdy nie znajdują smaku w odczuwaniu tego, co duchowe, obrzydzają je sobie. Nie znajdując w modlitwie zadowolenia i smaku, nie chcą wracać do niej, opuszczają ją. Lenistwo duchowe sprawia, że lekceważą drogę doskonałości, polegającą na rezygnacji ze swojej woli i swego upodobania z miłości do Boga i stawiają na miejscu pierwszym własne upodobanie i własną wolę. Szukają przede wszystkim siebie, a nie Boga (NC I.7,2).

Bóg napełnia te osoby smutkiem, ponieważ nie chcą przyjąć woli Boga za swoją. Uważają, że to, co nie jest zgodne z ich upodobaniami i wolą, nie jest wolą Boga, a to, co im sprawia przyjemność, jest wolą Boga. Mają wstręt do poleceń, które są im niemiłe. W sprawach duchowych szukają wyłącznie zadowolenia. Są słabe i niezdolne do wysiłku i trudu w celu osiągania doskonałości. Krzyż nie jest dla nich rzeczywistością miłą; nie biorą pod uwagę duchowych rozkoszy, jakich mogą w nim doświadczyć. Im coś jest głębiej duchowe, tym większą niechęć do tego odczuwają, gdyż chcą tego co duchowe, według swojego upodobania i odczuć. Tymczasem, w nocy ciemnej, Bóg pozbawia duszę smaków i przyjemności, a wprowadza w oschłości i ciemności. W nich uwalnia duszę od wspomnianych niedoskonałości (NC I.7,3-5). Dusza, po uwolnieniu się od swych niedoskonałości, otrzymuje dobro, ponieważ wraz z pożądaniami, władzami zmysłowymi i duchowymi, dochodzi do zjednoczenia z Bogiem. Zjednoczenie przemienia to, co ludzkie, w boskie i nadprzyrodzone.




Liczba wyświetleń strony: 16631 * Liczba gości online: 8 * Ostatnia aktualizacja: 2019-06-17
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC