MENU






Umartwianie radości



Pierwszą namiętnością duszy jest radość. Jest to zadowolenie woli połączone z oceną spraw, którą uważa się za odpowiednią. Wola raduje się wówczas, kiedy posiada coś, co dla niej ma wartość i powoduje w niej zadowolenie. Źródłem radości są: dobra doczesne, dobra naturalne, dobra zmysłowe, dobra moralne, dobra nadprzyrodzone i dobra duchowe. Co jest fundamentem radości? Jest nią prawda o tym, że wola powinna radować się jedynie tym, co jest ku czci i chwale Bożej. Oddajemy cześć Bogu największą, kiedy stajemy się doskonali ewangelicznie (DK III.17,1-2).

Jakie są dobra doczesne? Bogactwo, stanowiska, urzędy, rodzina, dzieci, małżeństwo, kapłaństwo, życie zakonne. Przywiązanie sercem do bogactwa doczesnego, oddala od Boga. Nie można z nic się radować i w nich pokładać nadzieję (DK III.18,1). Nie powinniśmy cieszyć się z posiadania bogactw lecz z tego, że przez nie my, a także inni, służą Bogu. Nieuzasadniona jest nasza radość z tego, co posiadamy, jeśli przez te bogactwa nie służymy lepiej Bogu i nie dążymy do życia wiecznego. Jedynym powodem radości jest to, kiedy dobrze służymy Bogu (DK III.18,3). Nawet wtedy, kiedy wszystko dobrze się nam układa, warto o tym pamiętać, że w takiej sytuacji może pojawić się okazja i niebezpieczeństwo zapomnienia o Bogu i niewierności Jemu (DK III.18,5). Jeśli nasza radość nie jest równocześnie radością Boga, nie jest dla nas pożyteczna. To, co nam szkodzi, to radość oddalająca nas od Boga Kiedy zbliżamy się do Boga, przyjmujemy od Niego wiele dóbr. Jeśli oddalamy się od Niego przez miłość do stworzeń, przyjmujemy wiele zła. Zależy to od radości i uczucia do stworzeń. Kiedy łączymy się ze stworzeniami oddalamy się od Boga (DK III.19,1). Dusza może się ?roztyć? przez zanurzenie w radości stworzeń. Dlaczego ona się cofa, ponieważ umysł duszy jest przytępiony na poznawanie Boga. Przytępiony umysł nie dostrzega tego, co jest dobrem Boga. To czyni pożądanie i radość ze stworzeń. Człowiek traci zdolność rozeznawania prawdy (DK III.19,3).

Inna szkodą, która wynika z radowania się, jest duża swoboda woli w sprawach doczesnych. Człowiek przestaje się martwić tym, że cieszą go rzeczy stworzone. Okazuje się, że intensywność i wielość radości i pożądań sprawia, że wola człowieka rozszerza się na stworzenia. To oddala duszę od Boga i od ćwiczeń duchowych. Nie odczuwa ona smaku ćwiczeń, ponieważ doświadcza ogromnego smaku tego, co jej daje radość z rzeczy doczesnych. Dlatego doświadcza niedoskonałości, bezsensownych upodobań, jej pragnienia są niedorzeczne. Człowiek rezygnuje z systematyczności w wykonywaniu ćwiczeń duchowych, a jeśli je spełnia, czyni to niedbale. Jego umysł i żądza skierowane są na to, co widzi. Ponadto doświadcza oziębłości duchowej i troski o jakość duchową i moralną myśli oraz czynów. Pragnie w większym stopniu ludzi, a nie Boga (DK III.19,5-6).

Kolejną szkodą wynikającą z radowania się tym światem, jest opuszczenie Boga przez człowieka. Zaznacza się ono w nie zachowaniu przykazań Bożych i w dokonywaniu grzechów ciężkich. Wynika to z silnej potrzeby nie tracenia rzeczy tego świata. Człowiek przestaje się interesować tym, co prowadzi do zbawienia, natomiast dominuje w nim zainteresowanie światem widzialnym. To, co Boże staje się niczym, a to, co światowe, staje się wszystkim. W miarę oddalania się od Boga, człowiek doświadcza wzrastania w nim pożądań. Pojawia się sytuacja dramatyczna, ponieważ świat nie jest w stanie zaspokoić pragnień człowieka, a przecież wciąż je w nim rozbudza (DK III.19,7).

W taki sposób dochodzimy do poznania, że człowiek całkowicie zanurzony w radości doczesnej, zapomina o Bogu. Dzieje się tak, kiedy rzeczy boskie, nadprzyrodzone są podporządkowane sprawom doczesnym. To nic innego, jak to, że sprawy doczesne stały się dla człowieka bożkami. Są sytuacje, w których człowiek jest zdolny do oddania życia ze względu na bogactwo doczesne, które zgromadził. Utrata bogactwa, brak jego posiadania w wielkości będącej ludzkim pożądaniem, sprowadza rozpacz i śmierć. Człowiek umiera ze zmartwień, trosk i w nędzy, jeśli złożył nadzieję w tym, co doczesne (DK III.19,8-10).

Swojego serca i radości nie należy oddawać rzeczom doczesnym. Jeśli nie mamy odwagi zerwać z małym uzależnieniem, to tym bardziej możemy nie być w stanie tego dokonać, gdy ono się w duszy spotęguje i zakorzeni. W małym przylgnięciu zawiera się wielka szkoda dla duszy. Mała szczelina sprawia, że do serca dochodzi to, co będzie wyciszało, przesłaniało pragnienie radości Bożych. Co zyskujemy rezygnując z radości doczesnych? Przede wszystkim wolność ducha, jasność sądu, spokój i wyciszenie, zaufanie Bogu, oddanie swojej woli Bogu. W ten sposób uzyskujemy radość w rzeczach stworzonych, jeśli się od nich odrywamy. Kiedy bowiem do nich przylgniemy, jak do własności, nie będziemy potrafili prawdziwie cieszyć się nimi. Przylgnięcie tworzy troskę, która krępuje ducha, nie pozostawiając swobody w sercu. Dopiero odrywając się od rzeczy doczesnych, możemy w nich smakować, zgodnie z prawdą, jaka w nich jest. Natomiast, będąc przywiązanymi do rzeczy, smakujemy w nich według kłamstwa, jakie się w nich zawiera. Dlaczego tak jest? Ponieważ zmysły obejmują to, co jest przypadłością, natomiast duch oczyszczony z przypadłości, wnika w prawdę o rzeczy i w jej wartość. Radość przysłania osąd rozumu. Nie może być dobrowolnej radości ze stworzeń, bez dobrowolnego ich posiadania. Nie ma też radości rozumianej jako namiętność. Oderwanie się od tych radości daje jasną ocenę sytuacji (DK III.20,1-2).

Będąc oderwanymi możemy doświadczać radości pełnej, wolnej od przywiązań. Jeśli bowiem patrzymy na rzeczy doczesne z pragnieniem posiadania ich, pozbawiamy się upodobania we wszystkich. Konieczne jest oderwanie się od wszystkich rzeczy, nie posiadając żadnej z nich w swoim sercu. Jeśli przywiążemy się do którejś z rzeczy, nasza wola zostaje skrępowana, i nic nie posiadamy, ponieważ te rzeczy nas posiadają i opanowują serce, a my cierpimy będąc niewolnikami rzeczy. W im większym stopniu oczekujemy radości od stworzeń, tym więcej doświadczamy od nich ucisku i niepokoju w sercu. Będąc oderwanymi od doczesności, nie doświadczymy udręki w czasie modlitwy. Możemy rozwijać się w życiu duchowym. Należy zatem, kiedy doświadczamy radości ze spraw doczesnych, wyciszać je już przy pierwszym poruszeniu. Nie należy szukać w rzeczach doczesnych ani upodobania ani też pocieszenia (DK III.20,3).

Nie powinniśmy czerpać radości przede wszystkim z dóbr naturalnych. Jakie one są? To piękno człowieka, jego wdzięk, piękna budowa ciała, zdolności, rozsądek i różne przymioty umysłu. Przez dary naturalne bardzo łatwo można zostać zwiedzionym, oszukanym, wejść w doświadczenie próżności, odchodząc tym samym od miłowania Boga. Wdzięk ciała pociąga ku zgubie. Próżna radość i upodobanie w ciele do tego prowadzą. Przez piękno człowiek może upadać w grzech. Możemy radować się pięknem ciała, o ile służymy Bogu. Należy odczuwać bojaźń, aby nasze naturalne wdzięki, piękno ciała, nie było przyczyną zasmucenia Boga, z racji nadmiernego zajmowania się nimi. Stąd konieczne jest zachowanie skromności, brak wyzywającego eksponowania ciała. Bardzo łatwo przez wdzięki ciała dojść do usidlenia serca. Dlatego dusza powinna we wszystkim zwracać się ku Bogu, aby jej radość nie była fałszywa, zwodnicza (DK III.21,1-2). Warto zaznaczyć, że przyczyną oziębłości ducha jest każda radość. Natomiast nieczystość wynika z radości w dobrach naturalnych. Co się dzieje z naszym życiem, kiedy stawiamy na radość w dobrach naturalnych? Doświadczamy zarozumiałości, pychy i pogardy dla innych. Patrzymy na jednych z uznaniem, a od innych odwracamy wzrok. Nadmiernie skupiamy naszą uwagę na jednym przedmiocie, zacieśniając do niego swoje serce. Zmysły, w tej sytuacji, są pobudzone do przyjemności rozkoszy zmysłowej, a tym samym do nieczystości. Człowiek lubi doświadczać pochwał, a to jest próżnością. Radość w dobrach naturalnych nie pozwala obiektywnie myśleć, trzeźwo postrzegać sprawy i osłabia także wyczucie duchowe. Radość z dóbr naturalnych bardzo szybko opanowuje serce, zostawiając w zmysłach ślad i przywiązanie, zwodząc je. Rozum traci zdolność właściwej oceny sytuacji, gdyż jest zaciemniony uczuciami radości. Umysł człowieka rozprasza się na ludzi. Stąd płynie oziębłość i duchowa słabość. Rzeczy Boże budzą w duszy wielką niechęć, smutek, a nawet obrzydzenie. W tej radość człowiek zostaje pozbawiony czystości duchowej. Bazuje bowiem na przyjemności zmysłowej niż na sile ducha. Tym samym dusza żyje słabością zmysłów. W takiej niezwalczonej radości, niepokonanej radości nie można zachować ani czystości, ani też radości duchowej. Ciało dominuje i walczy przeciw duchowi (DK III,22,1-2). Bazowanie na radościach naturalnych jest przyczyną duchowych nieszczęść człowieka. Gdy serce nasze pociąga próżna radość z jakiegoś doczesnego dobra, trzeba sobie przypomnieć, że każda radość jest próżna, bezowocna, jeśli nie jest służbą Bogu. Taka radość jest niebezpieczna i zagraża wiecznemu zbawieniu człowieka (DK III.22,5-6).

Dusza jest wolna i czysta, może kochać wszystkich zgodnie z wolą Bożą, jeśli nie skłania się do nikogo uczuciowo. Jeśli pamiętamy jedynie o sobie i swoich potrzebach, o swojej radości, tym samym nie idziemy drogą zaparcia się siebie, a tym samym nie naśladujemy Chrystusa. Będąc oderwanymi od radości naturalnych, doświadczamy uciszenia duszy, uwolnienia się od roztargnień, oraz skupienia zmysłów, zwłaszcza zmysłu wzroku. Nie szukając radości naturalnej w drugich, nie pragniemy ich widzieć, ogarniać zmysłami. Nie pociągają nas one, nie tracimy czasu na zajmowanie się nimi. Zmysły są bramą duszy. Trzeba je strzec, a wówczas w duszy doświadczać będziemy uciszenia i czystości (DK III.23,1-3).

Radość trzeba umartwiać. Dlaczego? Sama radość z tego, co naturalne jest w stanie pozbawić duszę czystości. Kiedy umartwiamy radości, wówczas żadne myśli nie mącą i nie brudzą duszy. Umartwianie i wyrzekanie się próżnych radości prowadzi do czystości duszy i ciała, w ten dochodząc do życia w bliskości z Bogiem, do zjednoczenia z Nim. Winniśmy w naszym życiu cenić sobie jedynie to, co podoba się Bogu (DK III.23,4-5).

Wola człowieka może się radować z dóbr zmysłowych. Dobrem zmysłowym jest: wzrok, słuch, powonienie, smak, dotyk, wyobraźnia (DK III.24,1). Jeśli wola człowieka nie szukałaby w Bogu swej radości, nie mogłaby się Nim zajmować. Dusza nie jest w stanie zbliżyć się do Boga bez oczyszczenia i bez przejścia przez noc ciemną jej radości w dobrach zmysłowych. Zatrzymywanie naszej uwagi na radości na kimś lub czymś, poza Bogiem, jest próżnością. Wielkim dobrem jest postawa, w której wola nie zatrzymuje się na radości jakiej doświadcza, lecz to, co czuje, widzi, słyszy i czego dotyka, odnosi do Boga. Taka postawa dodaje sił duchowych. Nie unikamy wzruszeń, jeśli one pomagają w pobożności i modlitwie. Rzecz w tym, aby je właściwie wykorzystać. Nie można oddawać się radościom zmysłowym pod pozorem modlitwy i oddania się Bogu. Jest to wyłącznie dla własnej przyjemności. Skutkiem tego jest radość zmysłowa. Dusza w tej sytuacji doświadcza słabości, a powinna doznać wzmocnienia woli i oddania radości zmysłowej Bogu (DK III.24,3-4).

Dusza, w której poznanie zmysłowe sprawia skutki duchowe, nie pożąda ich i nie przywiązuje się do nich. Skutki duchowe dają odczucie głębokiego smaku spraw duchowych, ponieważ dusza odczuwa głębokie pragnienie Boga. We wszystkim, co budzi w nas smak zmysłowy, powinniśmy szukać możliwości zbliżenia się do Boga i szukania w nim radości. Jeżeli radość, nie opiera się na zaparciu i wyniszczeniu wszelkiej innej radości, jest próżna i bezowocna. Staje się przeszkodą do zjednoczenia z Bogiem (DK III.24,5-7). Zatem dusza powinna zaciemniać radość powstającą z rzeczy zmysłowych i kierować ją w stronę Boga. Z rzeczy zmysłowych mogą wynikać takie problemy jak: przyćmienie umysłu, odraza, oziębłość duchowa, niechęć do rzeczy duchowych. Radość z rzeczy widzialnych, jeśli się od niej nie dystansujemy, powstaje próżność duchowa, roztargnienie umysłu, nieopanowana chciwość, zamieszanie wewnętrzne i zewnętrzne, nieczystość w myślach i zazdrość. Z radości słuchania rzeczy niepożytecznych powstaje zamieszanie w wyobraźni, gadulstwo, zazdrość, nieuzasadnione sądzenie, próżne myśli (DK III.25,1-3).

Nasza radość nie tyle powinna być z tego, że spełniamy dobre czyny i postępujemy moralnie, lecz z tego, że czynimy to dla miłości Boga. Nie jest istotna ilość spełnianych pokut, postów, modlitw i jałmużny, lecz to, że z miłości Boga są one spełniane. Należy oczyszczać się z radości, która przychodzi z pocieszenia związanego z czynieniem dobra, a pragnąc, aby sam Bóg tym się radował, co czynimy (DK III.27,4-5).




Liczba wyświetleń strony: 10722 * Liczba gości online: 8 * Ostatnia aktualizacja: 2019-10-22
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC