MENU






Walka przez modlitwę



Modlitwa jest wstępem do walki duchowej, która nas czeka. Dusza człowieka przyobleka się w zbroję. Bez względu na to, w jakim stanie ducha się znajdujemy, powinniśmy się modlić. Obowiązek ten odnosi się do duszy czystej i pięknej, gdyż brak modlitwy oznaczałby dla niej utratę piękna. Gdy człowiek dąży do osiągnięcia czystości, modlitwa umożliwi to osiągnięcie. Człowiek doświadczający nawrócenia potrzebuje modlitwy. Jej brak oznaczałby bowiem powrót do upadków. Gdy osoba jest grzeszna, nie może rezygnować z modlitwy, chcąc powstać. Każda bowiem łaska przychodząca od Boga, przychodzi przez modlitwę (Dz. 146).

Aby się modlić i wytrwać w modlitwie, trzeba stawać się cierpliwym, chcąc pokonać trudności zewnętrzne i wewnętrzne. Trudności wewnętrzne, których możemy doświadczyć, to zniechęcenie, oschłości, ociężałość, pokusy. Wśród trudności zewnętrznych jest przede wszystkim miejsce na kierowanie się ludzką opinią. Jeśli nie przeżyjemy spotkania z Bogiem na modlitwie w czasie przez nas określonym, później możemy nie być w stanie tego uczynić, z racji obowiązków. Niejednokrotnie przeżywamy modlitwę z wielkim trudem, ponieważ myśli nasze skierowane są na oczekujące nas prace. Jeśli dobrze odprawimy modlitwę wówczas doświadczamy głębokiego skupienia. Potrzebujemy cierpliwości, aby wytrwać w modlitwie. Faustyna, dzieląc się swoim doświadczeniem zauważyła, że kiedy zanurzała się w Bogu, smakując w Jego obecności, przy pracy będąc skupioną, dokładną i zaangażowaną, wtedy spotykało ją najwięcej upomnień, że jest nieobowiązkowa i obojętna. Czym było to spowodowane? Osoby pozbawione skupienia usiłują te, które są skupione, sprowadzić do poziomu na którym żyją. Brak skupienia powodował w nich wyrzuty sumienia (Dz. 147). Jezus troszczył się o modlitwę Faustyny. Kiedy chorowała przebywając w infirmerii, nie mogąc w godzinach wieczornych korzystać ze światła, On sam podawał jej punkty do medytacji na dzień następny. Treść medytacji odnosiła się do męki Pańskiej. Doznawała wielkiej radości mając Jezusa za przewodnika w modlitwie. Nie zasmucało już jej to, iż nikt jej nie odwiedzał w czasie choroby, a także, że nie mogła korzystać ze światła elektrycznego. Pan zaspokajał wszystkie jej pragnienia (Dz. 148). Faustyna była świadoma tego, że ktoś za nią się modli, jak również, że ktoś ją prosi o modlitwę. Sygnałem wskazującym na to był odczuwany przez nią niepokój. Gdy rozpoczynała modlitwę, powracał spokój (Dz. 155). Pewnej nocy została przebudzona i poznała, że jakiś człowiek prosi ją o modlitwę, będąc w wielkiej potrzebie (Dz. 809). Natychmiast przystąpiła do walki za niego. Innym razem odczuła wezwanie do modlitwy z prośbą, aby modliła się dopóki dana osoba nie powie, iż może przestać. Była wówczas w stanie konania (Dz. 314). Bóg bardzo często pozwalał Faustynie modlitwą wypraszać ulgę i pomoc konającym (Dz. 835). Rozważając słowo Boże otrzymywała wiele światła. Choćby to, że kiedy medytowała: ?Pogrążony w udręce, jeszcze usilniej się modlił? (Łk 22,44) poznała, że potrzeba jej wytrwałości w modlitwie. Nie miała wątpliwości, iż od trudu modlitwy zależy nasze zbawienie (Dz. 157). Modlitwa wnosiła w jej życie światło i moc ducha. W klasztorze doświadczała chwil ciężkich i bardzo przykrych. Może pojawić się pytanie, po co to wszystko było w życiu tej, która miała do spełnienia tak ważną misję? Okazuje się, że Bóg niekiedy dopuszcza trudne sytuacje, aby pokazać wartość człowieka, lub też, doprowadzić go do wartości niezbędnej w realizacji misji przez Niego zleconej. Taka było znaczenie przykrości, których Faustyna doświadczała (Dz. 166). Pojawia się pytanie, czy byłaby zdolna do walki ze złym duchem, gdyby nie przeszła przez upokarzające doświadczenia we wspólnocie zakonnej? Często znajdowała się w takim stanie ducha, że nie mogła zmusić się do myślenia o treści medytacji. Niemożliwe było rozważanie tego, co usłyszała podczas konferencji na rekolekcjach. Okazuje się, że Jezus w wielu sytuacjach nie chciał, aby w modlitwie poruszała się według zaplanowanych punktów medytacji. Duch jej był z Panem i to była medytacja (Dz. 221). Modliła się do swojego Anioła Stróża (Dz. 412). Okazało się jednak, że modlitwa ta wprowadziła ją w doświadczenie głębokiej oschłości. Pragnęła rozważać bolesną mękę Jezusa. Dla lepszego wejścia w klimat ducha tej modlitwy położyła się krzyżem i ofiarowała bolesną mękę Jezusa Ojcu niebieskiemu, jako zadośćuczynienie za grzechy całego świata (Dz. 526). Jezus pozwalał jej poznać, że trzeba być wierną modlitwie pomimo udręki i oschłości, a także pomimo pojawiających się pokus. Od takiej bowiem modlitwy zależało wypełnienie wielkich zamiarów Pana Boga. Brak wytrwania w modlitwie w tak niesprzyjających okolicznościach, prowadzić może do krzyżowania, przekreślenia tego, co Bóg chce dokonać w nas albo przez nas (Dz. 872). W czasie modlitwy Jezus był jej Mistrzem i kierownikiem duchowym. Tylko z Nim potrafiła rozmawiać. Z nikim innym rozmowa nie była dla niej tak łatwą, jak z Panem (Dz. 670).

Szczególnie miłą Bogu jest modlitwa wynagradzająca. Jezus odsłaniał przez Faustyną tajemnicę Boga Ojca. Polegała ona na tym, że kiedy modli się człowiek pokorny i kochający, gniew Boga Ojca ustępuje, a przychodzi czas udzielania przez Niego nieskończonego błogosławieństwa. Faustyna korzystała z poznania tajemnic Bożego Serca. Dlatego przyjmowała przez kolejne dni Komunię świętą wynagradzającą. Ofiarowała ją za grzeszników, równocześnie prosząc, aby ciosy Bożej sprawiedliwości uderzały w nią, natomiast nieskończone miłosierdzie by ogarnęło grzeszników. Jej heroiczna postawa sprawiała, iż wielu ludzi powróciło do Boga, natomiast Faustyna konała pod ciężarem Bożej sprawiedliwości. Czuła, że jest doświadczana gniewem Boga, którego mieli doświadczać grzesznicy. Odczuwanie wielkiego cierpienia przeszło w doznanie bolesnego opuszczenia wewnętrznego tak, że Faustyna jęczała nie mogąc powstrzymać rodzącego się w niej bólu. Zamknęła się wówczas w separatce i rozpoczęła adorację, czyli Godzinę świętą. Jej modlitwą było wewnętrzne opuszczenie i odczuwana sprawiedliwość Boża. W miejsce pocieszającej rozmowy z Panem, jak tego często doświadczała, pojawił się w niej jęk i ból będący wołaniem o miłosierdzie dla grzeszników (Dz. 927). Jezus często udzielał jej wielkich łask dopiero pod koniec modlitwy (Dz. 268).

Radością były chwile, w których Jezus mówił o wierności i woni jej modlitwy. Odpowiedzią jej serca było imię: Jezus. Odczucie rozkoszy i światła przenikającego duszę, jak również doznanie głębokiego skupienia trwało nawet przez kilka dni. Wielkość Boga czyniła ją szczęśliwą. Oddając cześć Panu odczuwała własne wywyższenie. Patrząc na szczęście Jezusa czuła się szczęśliwa. Wszystko to, co było w Bogu, rozlewało się na nią (Dz. 1246). W jednym z rozmyślań poznała, że jeśli dusza człowieka jest czysta, wówczas jej bycie z Bogiem jest duchowo czyste. Zmysły mogą wówczas protestować, usiłując zainteresować nas tym, co widzialne. Ich dążenia okazują się jednak nieskuteczne, ponieważ czystość jest mocą, dzięki której człowiek znajduje rozkosz i spełnienie, których nie może otrzymać z tego, co zmysłowe (Dz. 1270). Najmilszą Bogu była jej modlitwa o nawrócenie grzeszników. Takie wołanie było zawsze wysłuchane (Dz. 1397). Rozważając bolesną mękę Jezusa poznała, że wówczas mniejsze są jej fizyczne cierpienia (Dz. 1625).

Faustyna modliła się za Polskę. Usłyszała, że Jezus bardzo umiłował naszą Ojczyznę. Jeśli będziemy posłuszni Jego woli, to wywyższy nasz naród w potędze i świętości. Z Polski wyjdzie iskra, która przygotuje świat na powtórne przyjście Chrystusa (Dz. 1732).




Liczba wyświetleń strony: 20569 * Liczba gości online: 2 * Ostatnia aktualizacja: 2019-11-22
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC