MENU






Cierpienie rozkoszą



To, co powodowało, że byliśmy podobni do Boga, teraz w nas cierpi (Marko Ivan Rupnik). Jest wiele trafnych i mądrych poglądów mówiących o znaczeniu cierpienia w naszym życiu, jak choćby te, że hartuje człowieka, otwiera go na innych, zwiększa empatię, przyspiesza dojrzewanie, pozwala zauważyć rzeczywistość duchową, otwiera drogę prowadzącą do Boga . Człowieka, który pragnie zjednoczenia z Bogiem ogarnia ciemność i cierpienie . Ono jest złem, zanim stanie się miejscem spotkania Boga z człowiekiem. Cierpienie jest skandalem, nie pozwala bowiem żyć własnym życiem, pozbawia nas możliwości, odbiera radość. Pojawiają się ciężary, który człowiek nie jest w stanie ponieść. Zmusza nas do życia w poczuciu nieustannego zagrożenia tym, co może się jeszcze wydarzyć. Każe żyć w napięciu, przenika niepokojem. Człowiek cierpiący bez Boga, nie potrafi żyć. A równocześnie Faustyna zaskakuje nas stwierdzeniem, że ona nie umie cierpieć (Dz. 1762).

Stając w obecności Bożej mogła zobaczyć nie tylko to, co było w niej, ale przede wszystkim mogła poznać to, w jaki sposób Bóg ją przemienia. Zgoda na przenikanie przez nią promieni miłosierdzia prowadziło do zobaczenia źródła cierpienia. Stając w obecności Bożej odczuwała, że pojawia się w niej rozpacz (Dz. 23). Chrześcijaństwo jest nieufne wobec rozpaczy, bo nie wierzy w ostateczność życiowych ciemności: pośród kamieni i lęku pokój i nadzieja są prawdą. Pod istotnym warunkiem: otwartości serca na Jego obecność . Faustyna widziała swoje niedowierzanie Bogu i nieufność, które ją przenikały. Życie jest doświadczeniem nieuchronności cierpienia. Wiara jest doświadczaniem dotkliwego cierpienia. Nauczyć się żyć, to nauczyć się odporności na cierpienia.

Poznanie prawdy o stanie swojej duszy było równoznaczne z oczyszczaniem jej wnętrza. Przejście przez cierpienie i ciemność było jej oczyszczeniem z nieufności wypełniającej serce. To cierpienie było równoznaczne z jej duchowym, moralnym umieraniem. Znakiem tych doświadczeń było wchodzenie w stan lęków śmiertelnych, co łączyło się równocześnie z całkowitym doznaniem osłabienia fizycznego. Umierając wewnętrznie, traciła nieufność do Boga. Cały ten bagaż doświadczeń na początku życia zakonnego, w postaci cierpienia i różnorodnych przeszkód, przerażał Faustynę, pozbawiając ją odwagi (Dz. 56). Cierpienie pozbawia nas tego, bez czego często nie wyobrażamy sobie życia, a równocześnie uświadamia, że nie możemy uważać siebie za pana tego, co posiadamy, również naszego życia. Cierpienie może prowadzić do obojętności religijnej, buntu wobec Boga, zamknięcia się na łaskę, a nawet do rozpaczy, utraty nadziei. Może jednak prowadzić do świętości, kontemplacji, podjęcia się, z woli Jezusa, dzieła Jego miłosierdzia. Pocieszenie wielkie przychodzi po dokuczliwych i wyczerpujących strapieniach. Gdy kończy się czas strapień, w których odczuwamy, jakbyśmy utracili wiarę, powołanie, miłość, nadzieję, przychodzi czas pocieszeń obejmujących oczyszczeniem i przemianą to wszystko, co było walką i utrudzeniem czasu strapienia.

W takiej sytuacji wołanie Faustyny koncentrowało się na modlitwie i umocnieniu Duchem Świętym. Świadoma słabości, która jest równoznaczna z jej nędzą moralną i duchową, była równocześnie przekonana, że całe dobro, które Bóg pozwolił jej poznać, jest Jego darem. Faustyna weszła na drogę przyjęcia mocy wewnętrznej. Źródłem do jej przyjęcia była pokora i prostota, uniżenie się przed uniżonym Bogiem. W celi klękała przed krzyżem wołając o miłosierdzie. Spotykała się z milczeniem Boga. Z czasem uświadamia sobie, że przez takie doświadczenia musi przyjść, jak również je przetrzymać. W takich bowiem chwilach pojawiała się silna pokusa rezygnacji, wycofania z realizacji powołania zakonnego, a nawet gniew na Boga. Było to tak silne doznanie, iż utrudniało je wołanie o wsparcie, o pomoc Bożą. Pozostawało przebywanie sam na sam przed Bogiem z błagalnym jękiem. Te chwile dawały jej odczucie całkowitego ogołocenia, doświadczenia ubóstwa oraz straty wszystkiego, włącznie z samym Bogiem. Przyszło cierpienie, które Faustyna porównała z męką w piekle. Tym, co jedynie ratowało ją w tej sytuacji, to pełne zaufanie Bogu wbrew nadziei, wbrew uczuciu sprzeciwiającemu się nadziei (Dz. 23). Podobnych stanów ducha doświadczała Matka Teresa z Kalkuty. Potrafiła wówczas wznosić się ponad strachem przed cierpieniem .

Faustyna wybrała cierpienie nie dla niego samego, ale dla miłości cierpiącego Chrystusa. W przylgnięciu do cierpienia możemy odnaleźć siłę. Bóg zawsze ją nam daje, byśmy mogli podjąć to, co trudne w naszym życiu . Uciekając często przed drobnym cierpieniem, dodajemy sobie cierpień o wiele większych. W tym doświadczeniu możliwe jest nasze otwarcie się na Boga. Osiągalne staje się ?przekształcenie bólu w miłość, cierpienia w ofiarę? . Wszyscy dążymy do życia w chwale z Bogiem. Chwała jest błogosławioną światłością. Ona już w nas działa i jest źródłem wielu cierpień, ponieważ ciemności, które również w nas są, nie mogą jej ogarnąć .

Bliskość Jezusa, to z jednej strony odczuwanie radości i pocieszenia, z drugiej zaś, cierpienia. Kiedy tracimy moc ducha pytamy o sens cierpienia w ogóle, a w szczególności o sens naszego cierpienia. Co jest sensem cierpienia? Oczyszczenie ludzkich myśli, wyobraźni, wspomnień, uczuć, doświadczeń, pragnień, marzeń, motywacji do działania. Oczyszczanie dokonuje się z mocą, aby człowiek stał się podobny do swojego Boga, na obraz którego został stworzony. Do świętości, czyli podobieństwa do Stwórcy, dorastamy przez oczyszczające nas i uszlachetniające cierpienie. Jezus wie, że cierpimy. On jest w naszej udręce ducha i ciała. Przeżywa ją z nami. Istotne jest cierpienie z Nim i w Nim, a także dla Niego. Wielką próbą dla nas jest niedowierzanie innych w nasze cierpienie. Faustyna doświadczała niedowierzania sióstr. Tak pisała: ?Jezus kazał mi o wszystkim mówić przełożonym, a przełożeni nie dowierzali słowom moim, ale okazywali mi litość, jakobym była w złudzeniu albo pod wpływem wyobraźni? (Dz. 38). ?Cierpienie stwarza sytuację, w której rośnie w duszy człowieka dojrzała wiara; wiara dojrzała to wiara, która została wypróbowana w ogniu cierpienia? . Niedowierzanie innych trzeba przejść i traktować jako cierpienie oczyszczające. Ono jest sprawdzianem tego, kto posiada na nas znaczący wpływ, a także, czyje słowa budzą w nas zaufanie. Wiemy o tym, że trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi (por. Dz 5,29). Niedowierzanie innych ma na celu nasze głębsze zbliżenie się do słuchania Jezusa. On pragnie, byśmy byli mocni mocą Jego słowa. Niedowierzanie najbliższych jest dla nas próbą wiary, przejściem przez możliwość osobistego niedowierzania. Często sugerujemy się odczuciami czy rozeznaniem innych w naszych sprawach. Ostateczne rozeznanie tego, co powinniśmy uczynić, co wybrać, jaką drogą zdążać, należy do nas. Etty Hillesum mówiła, że ?trudne doświadczenia zawsze zmieniały się ? gdy tylko ujawniałam gotowość do ich dźwigania ? w coś pięknego i wielkiego? .

Niedowierzanie przełożonych w słowa Faustyny doprowadziły ją do wewnętrznego unikania Jezusa. Postawa ta wynikała z lęku przed złudzeniami. ?Prawdziwe cierpienie polega na lęku? . Może dojść do sytuacji, że ktoś nam zasugeruje określoną postawę, inną od tej, której oczekuje od nas Pan. Należy krytycznie odnosić się do rozeznania przez innych tego, co odnosi się do naszego życia. Krytycznym podejściem należy objąć również przełożonych. Potrzeba słuchać serca, tego, co Jezus w nim mówi. To jest środowisko, w którym dochodzi do najgłębszych spotkań człowieka z Bogiem. ?Być chrześcijaninem, to odkrywać nawet w głębi własnego piekła oblicze wcielonego Boga, oblicze zniszczone i zmartwychwstałe, zniekształcone i przeobrażone? . Faustyna często odczuwała mękę Jezusa w swoim ciele. Cierpienia, przez które przechodziła powodowały wzrost miłości do Boga i dusz nieśmiertelnych. Warto zwrócić uwagę na te słowa: ?Miłość zniesie wszystko, miłość przetrwa śmierć, miłość nie lęka się niczego? (Dz. 46). Tylko w cierpieniu miłość ukazuje swoją autentyczność. To, co jest godne podkreślenia, to fakt, że nikogo nie powinniśmy podziwiać za to, że cierpi, lecz za sposób, w jaki znosi swoje cierpienie, w jaki je przyjmuje. Człowiek, który w cierpieniu przeklina swoje życie i Pana Boga, naraża się na potępienie. Ten zaś, który z wiarą podchodzi do swojego cierpienia przyjmując Boże zamiary wobec niego, może się uświęcić. Są zatem cierpienia, które nie uświęcają, będące bezużytecznymi dla zbawienia ludzi. Są i takie, które przez przekleństwo, które prowokują, mogą prowadzić do potępienia. Od nas zależy, czy podejmiemy tę wartość, którą jest cierpienie, czy też stracimy. Pisał św. Augustyn: ?Najważniejszy jest nie charakter cierpień, lecz sposób ich przyjęcia przez człowieka? .

Cierpienie i przeciwności w życiu zakonnym pozbawiały Faustynę wewnętrznego spokoju. Doprowadzały ją wręcz do przerażenia, pozbawiając odwagi (Dz. 56). To właśnie wtedy w słabości, w cierpieniu, w dezaprobacie środowiska odnajdywała Boga. Jej odpowiedzią na to wszystko była modlitwa. Ona ją wzmacniała i powodowała powrót wartości, którą jest odwaga. Intencją było pragnienie wypełnia pragnień Jezusa, pełna otwartość na Jego wolę. Prosząc Pana, Faustyna była świadoma swojej słabości. Cierpienie i przeciwności życia odsłaniają nasze słabości. To jest jedna z wielu wartości łączących się z bólem wspomnianych doświadczeń. ?Będąc w sytuacji cierpienia, odczuwamy, że tym, co sprawia nam najwięcej bólu, jest nie tyle samo cierpienie, co nasze niepogodzenie się z nim. Do samego bólu dorzucamy: nasz brak zgody, nasz bunt, urazę i żal, wszelkie niepokoje, jakie to cierpienie w nas wywołuje? . Z tego zła może zrodzić się piękno, jakim jest poznanie siebie w najgłębszych zakamarkach duszy i serca.

Trzeba zaznaczyć, że cierpienie odsłania charakter duchowy wszystkiego, z czym się spotykamy . Cały katalog cierpień w postaci przeciwności, upokorzeń, niepowodzeń, posądzeń, jakie ją spotykały, były dla niej tym dobrem, trudnym dobrem, które rozpalało w niej miłość. To miłość budziła w niej szalone pomysły i jakby nierealne pragnienia. Chciała ukryć przez Panem, że cierpi. Nie chciała doświadczać jakiejkolwiek nagrody za uczynione dobro (Dz. 57). Co mogłaby otrzymać więcej od samego Jezusa? On był jej wszystkim. Bo przecież ?Jak obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy? (2 Kor 1,5). Faustyna przez kontemplację Jezusa odkrywa, że ?cierpienie jest wielką łaską? (Dz. 57). Wiara chrześcijańska przypisuje pozytywny sens wszelkiemu cierpieniu . Jest ono ?jedynym słusznym środkiem, aby przerwać sen ducha? . Czyni nas podobnymi do Tego, który cierpiał z miłości. Odzyskanie obrazu dziecka Bożego w człowieku dokonuje się przez przyjęcie cierpienia z Chrystusem, w Chrystusie, i dla Chrystusa. W cierpieniu łączymy się z Panem najgłębiej. Jest ono najtrudniejszą, a zarazem najpiękniejszą postacią miłości. ?Zbyt łatwo byłoby cierpieć, gdyby było się w stanie kochać? . Tam, gdzie cierpienie, tam dojrzewa miłość. Wielkie cierpienie, przyjęte i przeżywane z Jezusem, odsłania potęgę miłości, jaką przynosi. ?Im większe cierpienie, tym miłość staje się czystsza? (Dz. 57). ?Ludzka gotowość cierpienia jest pod każdym względem większa i bardziej boska niż każde ludzkie osiągnięcie, możność i określone dokonanie? .

Wątpienie sióstr w stan zdrowia Faustyny sprowadzał na nią coraz większy ból. Jezus wyjaśniał, że to wszystko jest dla dobra innych, dla ich zbawienia. To inni ludzie będą korzystali z tego, co wydaje się być jej cierpieniem ponad siły. Z jej cierpienia inni mieli otrzymywać światło i siłę do zgadzania się z wolą Boga. Ani światło, ani też siła wewnętrzna nie mogą być uzyskane przez ascezę, czy nawet wydłużoną modlitwę, lecz są darem Bożego Miłosierdzia. ?Prawdziwym złem jest nie tyle cierpienie, co lęk przed cierpieniem. Jeśli przyjmujemy to cierpienie w ufności i pokoju, ono sprawia nasz wzrost, jest dla nas wychowawcze, oczyszczające, czyni nas ubogimi, pokornymi, łagodnymi i współczującymi wobec bliźnich. Natomiast lęk przed cierpieniem zatwardza nasze serca i usztywnia nas w postawach obronnych, prowadząc nas często do irracjonalnych wyborów, których skutki są szkodliwe? .

Innym cierpieniem Świętej był niepokój, że zarówno jej modlitwy jak i dobre uczynki nie są miłe Bogu. Przeżycia wewnętrzne znajdowały wyraz w jej postawie, malowały się na jej twarzy wielkim bólem. Dostrzegały ten stan ducha jej siostry, współczując i wyrażając swoje ubolewanie dla cierpień, przez które przechodziła. Niezrozumiała jest wypowiedź matki przełożonej, którą skierowała do Faustyny: ?Nakazuję, niech siostra się niczym nie martwi? (Dz. 68). Czy można nakazać sercu, aby nie przeżywało cierpienia, smutku, stanu opuszczenia, osamotnienia? Cierpienie Faustyny nie było jej kaprysem, postanowieniem, działaniem obliczonym na zyskiwanie współczucia i skupianiem uwagi otoczenia na sobie. Jej zewnętrzne zagubienie było odbiciem wnętrza, stanu cierpienia, które błądzącym, nieufającym Bogu miało być lampą oświetlającą ich ciemności życia. ?Jednym ze skrajnych skutków, do jakiego może doprowadzić doświadczenie cierpienia niewinnego, jest właśnie bunt, apostazja, odrzucenie Boga i człowieka? .

Faustyna na początku życia zakonnego nie rozumiała swoich cierpień, nie potrafiła ich nazwać. Wybierała je nie dla nich samych, ale ze względu na cierpiącego Chrystusa. Spokój spowiedników słuchających opisu stanu jej duszy budził w niej zdziwienie. Zupełnym zaskoczeniem dla niej była z ich strony zachęta do dziękczynienia Bogu, uwielbiania Go za to wszystko, co przeżywała. Boga możemy wielbić nie tylko radością, modlitwą, szlachetnością naszych czynów, ale i cierpieniem, bólem wewnętrznym, którego znaczenia w danej chwili nie rozumiemy. Odczuwanie wdzięczności w cierpieniu duszy było ponad jej siły. Jedynie, co dawało pewne uspokojenie i oparcie w Bogu, było posłuszeństwo wobec przełożonych i spowiedników.

Kiedy cierpienie było ponad siły, Faustyna uciekała do Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jej mową stawało się wówczas milczenie. Milczenie, jako odpowiedź na cierpienie, ale przed Najświętszym Sakramentem (Dz.73). Dusza cierpiąca, to dusza zraniona miłością Bożą (Dz. 114). Cierpiąc duchowo doświadczamy szczególnej miłości aniołów i świętych. Duchowe doświadczenie cierpienia jest niczym innym, jak krzykiem za Bogiem, tęsknym, miłosnym wołaniem do Niego (Dz. 116).

Nie powinniśmy dodawać cierpień innym, gdyż to nie podoba się Bogu. Mając świadomość takich cierpień osób będących blisko nas, a równocześnie doświadczając ich słowem lub czynem powodującym większe cierpienie, popełniamy grzech śmiertelny. Bóg może w takich chwilach upomnieć się o tego człowieka, który cierpi w nadmiarze. Wielkim problemem jest to, że dodaje się cierpienia tym, którzy już cierpią. Tym, co szczególnie boli są słowa będące osądzaniem innych lub powtarzaniem o innych tego, czego powtarzać nie powinniśmy (Dz. 117).

Niejednokrotnie spotykało Faustynę w domu zakonnym cierpienie i upokorzenie. Przyjmowała te doświadczenia z poddaniem się woli Boga, równocześnie tuląc się do Serca Jezusa (Dz. 138). Cierpienie było jej chlebem powszednim, tak częstym doświadczeniem, jak jej modlitwa. Zauważała, że innym siostrom pewne sprawy uchodziły, ona natomiast spotykała się z tym, że każde jej słowo było analizowane i każdy jej krok był oceniany. Nie byłaby sama w stanie znieść tego doświadczenia, lecz z Bogiem mogła wszystko. Widziała w tym ogrom łaski Bożej, której udzielał jej Pan (Dz. 138). Jedna z Matek zakonnych mówiła, że w życiu Faustyny cierpienia wyrastają wprost spod ziemi. Patrzyła na Świętą jak na osobę ukrzyżowaną dostrzegając w problemach, przez które przechodziła, realizację Bożego planu. Stąd i zachęta, którą skierowała do Faustyny, odnosiła się do konieczności zachowania wierności Jezusowi (Dz. 149). Nie tyle uwalniał Faustynę od cierpień, lecz zachęcał, aby nie lękała się, gdyż On jest z nią (Dz. 151). Równocześnie przypominał, że czas jej cierpień niedługo się skończy (Dz. 152). Cierpienie jest trudne w przeżywaniu, kiedy człowiek nie skarży się, nie broni, nie protestuje. Życie z tymi, którzy doświadczają cierpienia wymaga dużego zaparcia. Faustyna określiła ten stan w sposób niezwykle trafny, mówiąc: ?człowiek czuje, że mu krwi ubywa, a ran nie widać (Dz. 236). Cierpienie nigdy nie jest wyłącznie fizyczne. Może skłaniać do rozpaczy i nadziei, może być zniszczeniem, ale też oczyszczeniem . Święta postanawia, że będzie cierpiała w ciszy, nie skarżąc się. Nie pozwalała swojemu sercu na bolesną skargę (Dz. 25). W doświadczeniu cierpienia schodzimy na plan dalszy, przestajemy być ważni odczuwający często samotność, a nawet klęskę. W rozbiciu i bólu możemy być tam, gdzie Jezus wciąż przeżywa swoje konanie. Pobożność chrześcijańska uczy, że ?samo moje cierpienie, choćby nie wiem jak godne pogardy, a nawet grzeszne u swych źródeł, jest agonią Jezusa we mnie? . Nie byłaby ona w stanie znieść cierpień przez które przeszła, gdyby Jezus nie wprowadzał jej w swoją obecność, w bliskość. Uświadamiał ją, że cierpiał dla niej tak wiele. Poznanie tej prawdy wywołało w niej głębokie wzruszenie, doprowadzając do przepływu miłości Boga przez jej serce i ciało. Nic nie mogłoby ją tak połączyć z Chrystusem, jak świadomość Jego cierpienia dla niej. Z tego doświadczenia wypłynęła wielka tęsknota Faustyny za Jezusem, potężne pragnienie kochania (Dz. 25). Posiadała ona wielką siłę ducha do przyjęcia i znoszenia cierpień. Chciała świadomie wyniszczać się dla Boga. To było jej gorącym pragnieniem. Jednym z cierpień, szczególnie dla niej dotkliwym, było posłuszeństwo. Miało ono w oczach Jezusa większą wartość, niż umartwienia. Najbardziej bolało ją przeświadczenie, że modlitwy i dobro, które czyniła, nie są miłe Bogu. To, co dokonywało się w jej duszy i sercu, emanowało na zewnątrz. Stąd reakcja przełożonej, aby Faustyna prosiła Jezusa o pocieszenie (Dz. 68). Nie była w stanie nazywać swoich cierpień. Najczęściej uzewnętrzniały się one przez jej smutek. Były groźne, ponieważ wprowadzały ją w utratę nadziei (Dz. 68). Pojawiło się w niej także przekonanie, że Bóg chce, aby wielbiła Go cierpieniem. W takich chwilach radziła się spowiednika i zdawała się na posłuszeństwo, aby nie ulegać jakimkolwiek złudzeniom. W cierpieniu nie szukała pomocy u sióstr, lecz wyłącznie u Boga. Czasem miała wrażenie, że On jej nie słyszy. W takich sytuacjach pomocą była cierpliwość i milczenie (Dz. 209).

Były chwile, w których doświadczała zamroczenia cierpieniem. Nie widziała choćby promyka światła od Jezusa. Odczuwała w cierpieniu wielkie szaleństwo zła, ból ciała, udręczenie psychiczne, a równocześnie jakby obojętność Jezusa, Jego zaśnięcie. W takich doznaniach wyrażała wiarę, że On ją umacnia, choć ona o tym nie wie (Dz. 195). Prawdą jest to, że ?Bóg nie strzeże nas przed każdym cierpieniem, lecz podtrzymuje nas w każdym cierpieniu? . Tego dokonywał Jezus z Faustyną.

Miała zasadę aby cierpiąc nie skarżyć się; w cierpieniu pocieszać innych; zaś to, co było jej cierpieniem, zanurzać w Najświętszym Sercu Jezusa (Dz. 224). Uważała, że cierpiąc, nie cierpiała, ponieważ czuła się szczęśliwa doświadczając głębokiej miłości Jezusa. Godzina cierpienia była dla niej w takim doświadczeniu miłości, jak jedna minuta (Dz. 252). Niekiedy odrzucając cierpienie nie zauważamy, że jest ono elementem prawdziwej radości . Chciała upodobnić się do Jezusa przez cierpienie i pokorę. Słuchając Go uświadomiła sobie, że miłość Jezusa do ludzi powoduje Jego wielkie cierpienie. Weszła w tajemnicę cierpień Pana, aby będąc mocną Jego miłością, ratować dusze jak On. Idąc drogą cierpienia i pokory Faustyna doświadczała tego, że Jezus znajdował w jej sercu odpoczynek (Dz. 268). Od chwili, w której pokochała cierpienie, że względu na Boga, przestało być ono dla niej cierpieniem (Dz. 276).

Zaskakujące i trudne może się nam wydawać wyznanie Jezusa skierowane do niej, iż najbardziej podoba Mu się ona przez cierpienie (Dz. 279). Im więcej jest w stanie ukochać cierpienie, w tym większym stopniu jej miłość do Pana będzie czysta (Dz. 279). Wyznanie Faustyny o traktowaniu cierpienia było szokujące. Twierdziła, że za łaską Bożą otrzymała takie usposobienie serca, że nigdy nie jest tak szczęśliwa jak wtedy, kiedy cierpi dla Jezusa, którego kocha każdym drgnieniem serca (Dz. 302). Cierpienie było ponad siły Faustyny. Doświadczając jego natężenia odchodziła od prac i szła przed Najświętszy Sakrament prosząc, aby jej pomógł. Krótka modlitwa była wystarczająca aby powrócić do pracy już w klimacie zapału i radości. Zastanawiające jest to, że doświadczając często cierpienia, doświadczała radości niejako równolegle, w takim samym natężeniu i wielkości. Im mniej cierpiała, tym mniejszą była radość, która ją spotykała. Była przekonana, że kiedy wiele cierpimy, mamy możliwość pokazania Bogu, że Go kochamy; cierpiąc niewiele posiadamy skąpe możliwości okazania Bogu swojej miłości. Kiedy nic nie cierpimy, to nasza miłość nie jest ani wielka ani też czysta. Kolejne, szokujące myśli Faustyny są takie, iż za łaską Bożą dojdziemy do tego, że cierpienie przez które przechodzimy, może stać się naszą rozkoszą, ponieważ tam, gdzie człowiek kocha będąc czystym, odczuwa cierpienie (Dz. 303).

Z całą odpowiedzialnością twierdziła, że cierpienie jest stałą towarzyszką jej życia (Dz. 316). Powstaje pytanie, co ona robiła z cierpieniami, których doświadczała tak wiele? Łączyła je z cierpieniami Jezusa i ofiarowała je za nawrócenie dusz, które nie dowierzały dobroci Bożej (Dz. 323). Była głęboko przekonana, że właśnie cierpienie jest największym skarbem na ziemi, ponieważ ono oczyszcza duszę. W nim poznajemy, kto jest dla nas naprawdę przyjacielem. Faustyna uznawała, że prawdziwą miłość należy mierzyć termometrem cierpień (Dz. 342). Cierpienie jest symbolem mieszczącym w sobie zarówno milczenie jak i słowo Boga, nędzę człowieka i jego piękno, absurdy i sens, przekleństwo i uwielbienie Boga .

Bardzo często jej modlitwa była dziękczynieniem za cierpienie o charakterze zewnętrznym, czyli za drobne krzyżyki, przeciwności w zamiarach, za trud życia wspólnego, za niewłaściwe tłumaczenie intencji, za poniżanie przez innych, za cierpkie obchodzenie się z nią, za posądzenia bezpodstawne, za słabe zdrowie i wyczerpanie sił, za wyniszczanie siebie, za doświadczenie bycia nieuznaną w wielu sprawach, za pokrzyżowanie wszystkich jej planów. Bardzo rozległy jest jej katalog cierpień. Posiadała także katalog cierpień wewnętrznych, które obejmowały: oschłości ducha, trwogę, lęki i niepewności, doświadczanie ciemności i mrok wewnętrzny, pokusy i różne doświadczenia, udręki, szczególnie te, w których nikt jej nie rozumiał, godzina śmierci, ciężar walki w niej, a także cała gorycz z niej wynikająca. Świadomie i dobrowolnie chciała wypić kielich cierpienia, który Bóg jej przeznaczył. Posługiwała się myśleniem, które odsłaniało postrzeganie i przeżywanie cierpień razem z Jezusem, a mianowicie: w goryczy doświadczała radości, w beznadziejności radowała się ufnością. Wszystko to, co przeżywała w Bogu, odbierała jako dobre, pochodzące z ojcowskiego serca. Nie stawiała wyżej pocieszenia nad cierpienia, ani też cierpienia nad pocieszeniem. Za wszystko dziękowała. Z rozkoszą wpatrywała się w Boga (Dz. 343). Wydaje się, że w ten sposób można odnosić się do cierpienia już po jego przejściu. Natomiast, kiedy ono trwa, trudno odkryć, a tym bardziej odczuć, jakąkolwiek jego wartość i znaczenie.

Jak wyżej wspomniałem, cierpienie było dla niej największym skarbem na ziemi. Jezus spotykając się z nią, dzielił się przede wszystkim swoim cierpieniem uznając, że ona, jako Jego oblubienica, najlepiej je zrozumie (Dz. 348). Cierpienie było dla niej słodyczą dlatego, że było dla Pana. Dodatkowym czynnikiem dającym jej radość było to, że cierpiała w tajemnicy swoje serca, w największym ukryciu, płonęła jako ofiara przez najbliższych niezauważana, bez żadnego pocieszenia i współczucia ze strony sióstr. Odczuwała w sercu żar miłości. Nie poświęcała czasu na marzenia. Przeżywała chwilę, którą dał jej Jezus. Wiedziała, że przeszłość nie do niej należy, podobnie i przyszłość, dlatego starała się ze wszystkich sił przeżywać chwilę obecną (Dz. 351).

Zauważyła, że największa moc w czasie cierpienia, jest ukryta w cierpliwości. To cierpliwość zawsze prowadziła ją do zwycięstwa, choć nie od razu. U niej cierpliwość najczęściej łączyła się z cichością (Dz. 1514). Kiedy cierpiała duchowo lub fizycznie starała się zachować milczenie. Uważała, że w taki sposób jej duch staje się mocny męką Jezusa. Zawsze miała przed swoimi oczyma Jego bolesne, znieważone, zeszpecone oblicze. Widziała Jego Serce przebite ludzkimi grzechami, a przede wszystkim niewdzięcznością dusz wyróżnionych powołaniem kapłańskim i zakonnym (Dz. 487). Jej siłą było również to, że mogła ocierać się o niebo, patrząc na Jezusa, słuchając Jego słowa, widząc Jego mękę i przeżywając ją wraz z Nim. Dla niej niczym były wszystkie cierpienia w porównaniu z tym, co nas czeka w niebie (Dz. 596). Chwała, która jest dla nas przygotowana przez Boga pokazuje, jak wielki, dobry i miłosierny jest Pan (Dz. 605).

Faustyna dziwiła się zazdrością osób, które spotykała. Widząc dobro innych, radowała się nim, jakby to było jej dobro, jakby to była jej radość, a cierpienie innych traktowała jak swoje cierpienie gdyż nie umiałaby inaczej stając przed Jezusem (Dz. 633). Prosiła Go o czułe serce, aby każde cierpienie duszy czy ciała bliźnich, było objęte jej modlitwą. Wiedziała, że Jezus postępuje z nami tak, jak my odnosimy się do bliźnich (Dz. 692). Jej szczególna uwaga w czasie modlitwy odnosiła się do ludzi, którzy cierpieli wewnętrznie (Dz. 694). Stawanie twarzą w twarz z własną goryczą, buntem, chciwością, zazdrością, gniewem, niecierpliwością, jest doświadczaniem agonii Jezusa w mojej własnej. Konieczne jest odnajdywanie agonii Jezusa w osobach cierpiących wokół mnie .

Faustyna nie nosiła widocznych stygmatów męki Pańskiej, lecz odczuwała cierpienie w swoich rękach, nogach i boku, w miejscach, które Jezus miał przebite. Cierpienie to dawało o sobie znać szczególnie wtedy, kiedy spotykała się z osobą pozbawioną łaski uświęcającej. Wtedy gorąco się modliła o miłosierdzie Boże dla niej (Dz. 705). W czasie modlitwy zobaczyła jasność, z której wyszły dwa promienie. Ogarnęły ją. Wtedy odczuła ból w rękach, nogach i boku, a także ból głowy od korony cierniowej. Cierpienia te dawały o sobie znać podczas Mszy świętej w piątki. Tak było przez kilka piątków, a potem one zniknęły. Podczas choroby powróciły i powtarzały się w piątki, a także przy spotkaniu z człowiekiem pozbawionym łaski uświęcającej. Cierpienie jej trwało krótko, jednak było niezwykle uciążliwe. Bez łaski Bożej nie byłaby w stanie go nieść. Wszystko dla zbawienia dusz (Dz. 759). Faustyna pragnęła trudów i cierpień jedynie w tym celu, aby wypełniło się wszystko, co Bóg zamierzył. Rozumiała jedynie Jego mowę. Ona dawała moc do znoszenia cierpienia (Dz. 761). Wiele razy powracała do myśli, że w życiu duchowym cierpienie jest termometrem, który mierzy miłość Boga w duszy (Dz. 774). Tęskniła za Jezusem. Pragnęła, by już ją zabrał do siebie. Umierała w pragnieniu za Nim. Każde Jego dotknięcie duszy boleśnie ją raniło. Dwie rzeczywistości były w niej razem, miłość i cierpienie. To był jej skarb, którego nie zamieniłaby na żadne inne skarby. Ból był jej najpiękniejszą rozkoszą, ponieważ otrzymywała go z ręki Tego, który ją miłuje (Dz. 843).

Szaleństwem było dziękczynienie za chorobę i niedomagania fizyczne. Wtedy miała wiele czasu na rozmowę z Umiłowanym (Dz. 784). Często była pogrążona w goryczy. Zapewniała Jezusa, że każdy może dolewać goryczy do jej kielicha. Nie jest ważne, czy będzie to przyjaciel, czy wróg. Zgadzała się na cierpienie ze strony każdego człowieka. Wiedziała, że Jezus będzie dawał jej moc i siłę w chwilach dla niej niezwykle ciężkich (Dz. 896).

Pomimo tego, że jej dusza doświadczyła tak wielu cierpień, Faustyna doświadczała ogromnej radości (Dz. 916). Ogrom cierpienia, które znosiła jej słaba natura, miało na uwadze jeden cel: grzesznicy i wyproszenie im miłosierdzia Bożego, a także wyproszenie łask dla kapłanów (Dz. 953). Dla cierpiących najważniejsze jest to, aby mieli świadomość, jak bardzo ich Bóg miłuje. Uważała, że takie poznanie mogłoby doprowadzić wiele osób do konania z nadmiaru szczęścia. Wszyscy poznamy kiedyś czym jest cierpienie, lecz nie będziemy już mogli cierpieć. Ta chwila, w której możemy, jest nasza (Dz. 963).

?Przez Krzyż Jezus nawrócił sens cierpienia? . Faustyna jest tego przykładem, nazywając cierpienie rozkoszą serca i duszy. Prosiła aby one dłużej trwały, w nieskończoność, aby mogła wykazać Jezusowi swoją miłość. Przyjmowała wszystko, co jej podał. Wystarczała Jego miłość. Opuszczenie i ciemność, udręka i trwoga, ból i gorycz, udręka ducha i gorycz serca, to miejsca, w których wielbiła swojego Pana. Była oderwana od ziemi, ponieważ On jej wystarczał. Był jej ziemią i niebem. Nie traciła chwil na zajmowanie się sobą (Dz. 1662).




Liczba wyświetleń strony: 20580 * Liczba gości online: 2 * Ostatnia aktualizacja: 2019-11-22
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC