MENU






Sens bólu



Kiedy pojawia się ból może przyjść na człowieka załamanie psychiczne, depresja, ucieczka od życia, kryzys. Następuje zachwianie dotychczasowego poczucia bezpieczeństwa. Jakaś rzeczywistość naszego życia podlega zburzeniu, a powstaje nowa. Istnieje konieczność zweryfikowania dotychczasowego sposobu rozumienia siebie oraz innych, sposobu przeżywania własnego życia. ?Często najtrudniejszą rzeczą jest nie tyle sama konieczność cierpienia, co fakt, że nie wiemy, dlaczego mamy cierpieć. Ból sam w sobie jest często o wiele mniej doświadczający, niż fakt, że nie rozumiemy, jaki może mieć sens?.

Wewnętrzne zadowolenie, pokój serca i wyciszenie wskazują na to, że podobamy się Bogu. To jest stan mówiący o naszym odpowiadaniu na Jego łaskę. Kiedy nie słuchamy Jego wołania, odczuwamy w sobie dręczący niepokój. Starając się zagłuszać mówienie Boga w nas, popadamy w większe uwikłanie ze światem. Faustyna pisała: ?Oddałam się próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza moja. Nieustanne wołanie łaski było dla mnie udręką wielką, jednak starałam się ją zagłuszyć rozrywkami? (Dz. 8). Bóg nie pozwala się zwodzić i oszukiwać. Postępowanie człowieka, którego obejmuje On Miłością Miłosierną doprowadza Go do wielkiego cierpienia. ?Dokąd cię cierpiał będę i dokąd mnie zwodzić będziesz? (Dz. 9). Nie odpowiadanie na wołanie Boga, jest aktem zwodzenia Go. Zmaganie się z trudnościami prowadziło ją do większej tęsknoty za Panem. Owa tęsknota była namacalnym znakiem przypływu łaski. Nie możemy tęsknić bez rzeczywistej obecności w naszym życiu Tego, który budzi tęsknotę za sobą samym. Jezus cierpi, tęskniąc za człowiekiem. Nasza tęsknota za Nim jest miłością i pocieszeniem w Jego cierpieniu z miłości. Wielką pokusą w przeżywanej przez nas codzienności może być odczuwanie, że Bóg nie jest w stanie zaspokoić tęsknot naszego serca. W takich chwilach konieczne jest zwrócenie swojej tęsknoty w stronę Jego serca. ?Poznałam, jak bardzo mnie Bóg miłuje? (Dz. 16). Żyjąc w czystości serca Faustyna doświadcza widzenia Jezusa. Objawia się On w bólu i we łzach, poraniony. Siłą dla życia w czystości staje się Jezus pokryty ranami za nasze grzechy. Siłą jest doświadczanie bólu i łez z miłości do Niego. Dlaczego w taki sposób Jezus nawiedza Faustynę? Uprzedza jej ewentualną decyzję odejścia z życia zakonnego. Pokazuje, jak bardzo mogłaby Go zranić, nie wypełniając Jego woli. Nie mówi groźbą, wprowadzaniem lęku, wskazując na ewentualne kary, jakie może na nią zesłać. Jezus budzi w niej litość, czyli miłosierdzie do samego siebie. Porusza jej serce widokiem własnych ran, przeżywaniem bólu i łzami. Budzi miłość i miłosierdzie, które już jest w jej sercu. Jesteśmy obojętni na Boga, gdy nie widzimy znaków Jego miłości. Stąd rozważanie stacji Drogi Krzyżowej, pełne miłości wpatrywanie się w rany Jezusa Ukrzyżowanego, prowadzi do rozpalenia serca na wypełnienie tego, co jest Jego wolą. Cierpimy najbardziej przez ból, którego się obawiamy . To właśnie ból może nas odrzucać od Boga i od ludzi. Istnieje jednak i taka możliwość, że może on stać się narzędziem porozumienia, pojednania człowieka z Bogiem . Otrzymujemy siłę do pójścia drogą, która nam wyznacza przez to, że pozwalamy się dotknąć Jego ranom, obmyć Jego łzom, pozwalamy przejść Jego bólowi przez nasze serce i ciało. Miłość powinna nas zaboleć, abyśmy na nią mogli odpowiedzieć. ?Życie jest dobre i piękne takie, jakie jest wraz ze swym ciężarem i bólem? . Pod koniec życia Faustyna mówiła o bólu, który zamierzała wyśpiewać milczeniem (Dz. 1490).

To w ranach Jezusa, w Jego bólu i łzach, które w sobie i na sobie przeżywać będziemy, oczekuje na nas wiele Jego łask. Jezus jest mężem boleści (por. Iz 53,3). Łaska jest w bólu, łaska Pana jest we łzach Jego, łaska jest w Jego ranach. Często mówimy, że Bóg nas nie wysłuchuje, pozwala nam cierpieć. Gdzie On jest? Jest w naszym doświadczeniu, które wyciska łzy, jest w ranach, przed którymi nie byliśmy w stanie się obronić, jest w bólu, który mówi o naszych stratach. Pan cierpi z miłości, ponieważ świat jest niesprawiedliwy. Przeżywa z nami to wszystko, co jest piękne i to, co dla nas, po ludzku rzecz biorąc, wydaje się za trudne do zniesienia. On wzrasta w szkole cierpienia (por. Hbr 5,7n). ?Dzięki Wcieleniu każdy krzyk człowieka z bólu staje się krzykiem Jezusa do Ojca ? te dwa głosy się przenikają, obejmują, utożsamiają? .

Odpowiedzią na takie nawiedzenie nas przez Pana, powinno być nasze przepraszanie. Ono przywraca równowagę między życiem zewnętrznym a wewnętrznym człowieka, między tym, co duchowe a tym, co cielesne w nas. Przepraszanie Boga (ekspiacja), jest uczestniczeniem w akcie miłosierdzia. Celem bólu i łez i ran nie jest doprowadzenie człowieka do gniewu, złości, buntu i stawiania oporu Panu Bogu, lecz skrucha serca, która wprowadza w odczuwanie i przyjmowanie Jego miłosierdzia. Żyjemy między ranami, łzami, bólem a ekspiacją Bogu. W tym doświadczamy Jego miłości. To daje nam odczuwanie szczęścia i zadowolenia, którego świat nie zna. Dzięki Chrystusowi nie jesteśmy sami ze swoim bólem, cierpienie nie jest w tym sensie bezbożne, bo Bóg z nami współcierpi. Dzięki Chrystusowi nie jesteśmy też bezsilni wobec cierpienia, Bóg jest wolnością absolutną i wszechmocną zdolną nas wyrwać ze świata cierpienia. Doświadczanie, czyli przeżywanie Boga, łączy się nierozdzielnie z bólem, łzami, ranami. Nie można tych doświadczeń pominąć, obejść je, ich uniknąć. Faustyna usłyszała wewnętrzny głos przynaglający ją do zajęcia miejsca na ołtarzu. ?Jak tylko wyszłam z mieszkania, czyli z korytarza, ażeby przejść przez dziedziniec i pójść do kaplicy za głosem, który mnie wzywał ? a tu wszyscy ludzie zaczynają we mnie rzucać, czym kto może: błotem, kamieniami, piaskiem, miotłami, tak, że w pierwszej chwili zachwiałam się, czy iść dalej, a jednak ten głos wzywał mnie jeszcze silniej i pomimo wszystkiego zaczęłam iść odważnie. Kiedy weszłam w próg kaplicy, zaczęli uderzać we mnie i przełożeni, i siostry, i wychowanki, a nawet rodzice, czym kto mógł, tak, że, czy chciałam, czy nie, prędziutko musiałam wstępować w miejsce przeznaczone na ołtarzu?(Dz. 31). Dramatyczna relacja doświadczenia mistycznego, opis przeszywający bólem. Faustyna pokazuje, że trzeba wyjść z miejsca w którym czujemy się bezpieczni i pójść w stronę, w którą prowadzi nas wewnętrzny głos, natchnienie, przynaglające wezwanie Jezusa. Nasze życie zmierza do kaplicy, świątyni będącej zapowiedzią życia w niebie. Świątynia, to miejsce święte. Mieszka w niej Bóg. Przyzywa nas do siebie. Zanim dojdziemy do Niego przejdziemy przez ból jaki zadawać nam będą inni, osoby najbliższe nam, znane, od których oczekiwaliśmy zupełnie innej postawy, niż poniżenia. Faustyna w mistycznym widzeniu jest sprowadzana na ziemię. Osoby spotkane chcą ją zniszczyć, upokorzyć, a nawet zabić. Tak bolesne doznania skłaniają często do wycofania się z poglądów, dążeń, wyrażania swoich opinii, postaw, które innych drażnią, wywołują wzburzenie, skłaniają do zachowań agresywnych. Faustyna sama z siebie nie dotarłaby na miejsce przygotowane dla niej na ołtarzu. Nie idziemy własną mocą do Boga, lecz mocą Jego miłości i miłosierdzia. Głos wewnętrzny przynaglał ją, kiedy zamierzała się wycofać, doświadczając bólu, nie rozumiejąc zachowań osób, które były jej najbliższe na tej ziemi. Nieszukanie rozumienia osób źle nas traktujących, jest często sposobem na pójście dalej. Gdy usiłujemy za wszelką cenę zrozumieć innych, zatrzymujemy się i zostajemy uwikłani w nieustanne i jałowe dociekania. Nie tyle nam trzeba wszystko rozumieć, lecz trzeba nam we wszystkim Bogu zaufać. Im większy ból, tym silniej odzywa się w nas głos Boga. Prawdą jest to, że go nie słyszymy, ponieważ bardziej skupiamy się na słowach człowieka i stawianiu wiele razy pytania, ?dlaczego??, niż na wejście w siebie, dla usłyszenia głosu przynaglającego. Szukanie odpowiedzi na pytania, dlaczego osoby najbliższe są tak bardzo nieżyczliwe sprawia, że pozwalamy osnuć się pajęczyną przypuszczeń, podejrzeń, domysłów, plotek, posądzeń. Faustyna słucha głosu jaki jest w niej, nie poza nią. Takie słuchanie czyni ją odważną. Odwaga, to siła pragnień skłaniająca do pójścia dalej. Trzeba iść naprzód mimo niesprzyjających okoliczności. Okazuje się w ostatecznym rozrachunku, że doświadczenie zła, bólu, niesprawiedliwości, grzechu, może przemienić się w dobro dla nas, stać się rzeczywistością przynaglającą do znalezienia się w ramionach Boga. ?Wszelkie życie, nawet poddane bólowi, jest nieskończenie błogosławione i cenne? . Sytuacje trudne możemy postrzegać i odczytywać jako mobilizujące do świętości, nie zaś spowalniające dążenie do niej.

Nasi bliscy, osoby wprowadzające nas w doświadczenie bólu i cierpienia mają swój tajemniczy udział w planach Boga, w realizacji Jego miłosierdzia wobec człowieka. Doznanie niesprawiedliwości, upokorzeń możemy przeżywać jako doświadczenie oczyszczające i jednoczące nas z Bogiem. ?Szkoła wiary nie jest marszem triumfalnym, lecz drogą złożoną z bólu i miłości, z prób i odnawianej wierności, którą tylko Boże miłosierdzie może zagwarantować, odnawiać, strzec!? .

Jezus rozumiał cierpienie Faustyny w tym, że była nierozumiana przez siostry, które kochała i wobec których była szczera. A równocześnie powiada, że powinno jej wystarczyć Jego rozumienie we wszystkich jej biedach i nędzach. Pełne rozumienie drugiego człowieka jest ponad nasze możliwości, dlatego Jezus pozostał z nami, aby nas pocieszyć i wzmocnić, chroniąc przed zniechęceniem w drodze (Dz. 1487).




Liczba wyświetleń strony: 41668 * Liczba gości online: 3 * Ostatnia aktualizacja: 2019-09-19
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC