MENU






Księga Gości


Dodaj wpis



Nick:al
Data:18-02-2019 (08:51)
Treść:Piękne świadectwo o Polsce francuskiego pisarza Jeana Raspaila - na stronie głównej Przemiany.
Nick:Piter do basiek
Data:18-02-2019 (08:41)
Treść:A słyszałaś, że jest coś takiego jak dar łez? To dar Ducha Świętego. Nie przejmuj się tym, co mówią czy widzą ludzie. Bóg i Ty - to najważniejsze.
Nick:Joanna do al
Data:17-02-2019 (23:48)
Treść:Dziękuję za Twoje słowa. Przytoczone przeze mnie "byłaś w kinie" wypowiedziała osoba, która sama zmaga się z niepełnosprawnością, więc na własnej skórze, wie, jak to jest. Przez lata naszej znajomości podobnych "perełek" czyli tekstów nieadekwatnych do sytuacji, słyszałam od niej kilkadziesiąt. Tylko zazwyczaj chyba machałam na to ręką. Wczoraj zaś moja cierpliwość sięgnęła zenitu. Jakiekolwiek tłumaczenia o gafie w moim odczuciu są w tym przypadku kompletnie bez sensu, bo osoba ta nie wyciąga żadnych wniosków. Stąd też moja decyzja, by nasz kontakt maksymalnie się "rozluźnił" tak, by zawsze padała odpowiedź, że u mnie jest świetnie. Bo chyba taka odpowiedź jest w tym przypadku oczekiwana. Że swojej strony oczywiście dalej będę tą osobę wspierać, jeśli będzie tego potrzebowała, natomiast wiem, że będzie to działanie w jedną stronę. I chyba taki układ zaczyna mi pasować. Pozdrawiam serdecznie.
Nick:basiek
Data:17-02-2019 (22:45)
Treść:Popłakałam się dzisiaj w kościele, zresztą nie pierwszy raz. Łzy leciały mi jak grochy. Nie potrafiłam się powstrzymać. Wstyd mi było z tego powodu. Nie chcę aby inni to widzieli. Jednak od jakiegoś czasu, mimo, że to widać na mojej twarzy (że płakałam) nie unikam specjalnie ludzi. Dzisiaj np. chociaż nie musiałam poszłam aby mnie ksiądz pobłogosławił bo można było podejść, pózniej zagadałam do dziewczyny która stała przed kościołem...
Nieraz sobie myślę, że nadrabiam te wszystkie lata kiedy nie płakałam w ogóle, choćby nie wiadomo co się działo - moje oczy były suche.
Boję się co inni ludzie sobie o mnie pomyślą...
Choć ten płacz przynosi mi ulgę i bardzo ale to bardzo żałuję, że nie mogę się wypłakać tak jak tego potrzebuję. bo te łzy lecą jak grochy, ale jednak mimo wszystko staram się opanować...
A wy co o tym myślicie?
Jeśli w ogóle to o czym piszę warte jest uwagi...
Nick:Judyta
Data:17-02-2019 (20:50)
Treść:Przeczytałam właśnie, że śp. Generał Jaruzelski przyjął przed śmiercią sakramenty, w tym namaszczenie chorych, ale że może ono nie zostać uznane przez Kościół. Dlaczego? Czy to hierarchowie Kościoła decydują o czyims zbawieniu? Dlaczego w Jego przypadku namaszczenie chorych miałoby być nieskuteczne?
Nick:al do Joanny
Data:17-02-2019 (18:13)
Treść:Joanno, wyobrażam sobie, jak Ci z tym ciężko. Zawsze się mówiło, że człowiek zdrowy nie zrozumie chorego. I to jest prawda. Tylko ten, kto choruje lub kiedyś ciężko chorował jest w stanie zrozumieć, ale też nie do końca, bo cierpienie, ból dotykają nas bardzo osobiście.

Ja czytam teraz już drugi tom dzienniczka duchowego Alicji Lenczewskiej, współczesnej polskiej mistyczki - "Słowo pouczenia". Jezus mówi do niej trudne słowa: "Wszystko w życiu jest łaską: Jedni mają łaskę zdrowia, drudzy cierpienia. Jedni wygody życia, drudzy trudu. Jedni urody fizycznej, drudzy kalectwa. Jedni inteligencji, inni niedorozwoju. Wszystko w życiu jest łaską daną po to, by prowadziła do mnie".

Trudne słowa. Nie jest łatwo to przyjąć, bo trudno jest pokochać cierpienie, nawet kiedy rozumiemy je od strony duchowej, Bożej. Dalej Jezus mówi: "Życie jest krzyżem, ale na tym krzyżu rozpięta jest Miłość nieskończenie większa i potężniejsza niż krzyż życia". Jezus chce, żebyśmy wszystko, co niesie życie, przyjmowali i wszystko Mu oddawali za zbawienie innych ludzi. Ja się od jakiegoś czasu staram tak robić, a kiedy zwykła modlitwa wydaje się górą nie do zdobycia, mówię tylko Jezusowi: Oddaję Ci wszystko, także moją niemoc.

Joanno, nie odcinaj się od tej osoby, raczej uśmiechnij się do niej z wyrozumiałością jak do dziecka, które pewnych rzeczy nie rozumie, bo nie doświadczyło. Pozdrawiam Cię serdecznie.
Nick:Joanna
Data:17-02-2019 (13:41)
Treść:Dziękuję za dzisiejszy komentarz do Słowa Bożego. Jednak myślę, że w sytuacji, kiedy cierpienie trwa latami i nie widać perspektyw na zmianę, albo kiedy człowiek jest samotny i czuje się nikim - to zastosowanie się do tych słów jest niekiedy wręcz heroizmem. Skąd brać na to wewnętrzną siłę. Kiedy człowiek czuje się czasem tak, że nie ma żadnej siły, a każdy kolejny dzień wygląda podobnie jak poprzedni. Kiedy modlitwa przestaje być rozmową, a staje się koniecznością. Bo i tak bywa. Wtedy najprostszą radą pierwszego rzutu jest "przeczekać ten stan". Rada prosta, ale jej realizacja jest trudna. I myślę, że nie do końca chodzi o jakieś niespełnione nadzieje, czy ufność drugiemu człowiekowi. Bo bywa i tak, że kiedy otwarcie sygnalizujesz komuś, że masz problem i potrzebujesz pomocy, to w odpowiedzi słyszysz, że "przesadzasz, bo przecież dwa dni temu byłaś w kinie". Taką sytuację przeżyłam wczoraj. I moją reakcją na to będzie od tej chwili totalne zamknięcie się na daną osobę. W tym sensie, że będzie rozmowa o pogodzie, książkach, etc. Natomiast zero rozmowy na tematy poważniejsze. I takim sposobem kolejna z bardzo niewielu osób, poszła do "odstrzału". Zdaję sobie sprawę, że za jakiś czas grono dwóch pozostałych osób też skurczy się do zera.
Nick:Judyta
Data:16-02-2019 (17:15)
Treść:Dziękuję serdecznie za słowa otuchy, wsparcia i modlitwę. Dziękuję za rady odnośnie do namaszczenia chorych, omyłkowo nazwanego przeze mnie ostatnim namaszczeniem. Dokładny termin operacji będę znała w poniedziałek, kiedy ustalę to z położną. Orientacyjnie wiem, że oczekuje się około miesiąca. Dam Wam jutro znać. W mojej małej miejscowości na oddziale ksiądz ma obchód w sobotę i tego samego dnia jest msza. W inne dni to nie ma, chyba że na specjalne życzenie umierającego pacjenta. Pomyślałam, że zrobię tak. Wyspowiadam się w Środę Popielcowa, potem, bliżej operacji, w ostatnią niedzielę przed nią, udam się po mszy do zakrystii, o czym wcześniej uprzedze księdza telefonicznie, aby naswietlic mu nieco sprawę. Będąc w szpitalu sprawy duchowe będę miała juz uregulowane. W sercu moim już obiecuję Bogu, że jeśli wszystko się powiedzie nie będę już tak lekko podchodzić do nieczystości z samą sobą. Nie będę po tym przyjmować Komunii i samej siebie z tego rozgrzeszac. Może konieczność tej operacji miała mi coś uświadomić, coś związanego z etyką seksualną,czego wcześniej nie rozumiałam. Nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko jest zaplanowane w Niebie. Dziękuję Wam. Bardzo pomaga mi w życiu Wasza obecność i Księdza Józefa oraz tekstów zamieszczanych na tej stronie.
Nick:Joanna
Data:16-02-2019 (14:46)
Treść:Ktoś tu napisał, że kapelan jest obecny w szpitalu każdego dnia. Na podstawie własnych szpitalnych doświadczeń, mogę stwierdzić, że niekoniecznie. Są wyznaczone dni, w których kapłan odwiedza poszczególne oddziały. I np. jeżeli na ginekologii będzie w środę, a Ty pojawisz się tam w poniedziałek, to znaczy, że albo czekasz do środy, albo kontaktujesz się z księdzem telefonicznie.
Również rozważam operację. A ściślej, wiem, że ona jest potrzebna. I jeśli znajdę lekarza, który się odważy i trafię na stół i pójdzie wszystko dobrze, to będzie dziewiąty cud świata. Ale szpital, do którego chcę się z tym udać na początek, to klinika prywatna, tam człowiek jest hospitalizowany przez 2-3 doby max. I dla mnie jasnym w tej sytuacji jest spacer do księdza z parafii. Bo jak się przyjeżdża do szpitala we wczesnych godzinach rannych, a zabieg jest trzy godziny później, to trudno chyba logistycznie o wizytę kapłana w tym "okienku".
Nick:Joanna
Data:16-02-2019 (14:32)
Treść:Owszem, w szpitalach są kaplice, ale nie oznacza to z automatu, że kapłan tam jest codziennie. Z reguły w szpitalu są określone dni, w których kapłan odwiedza chorych i odprawia Mszę świętą. I kiedy jest nagła potrzeba, a księdza akurat nie ma w szpitalu, to personel szpitala ma numer kontaktowy do niego. Ty zaś jesteś w tej sytuacji, że wiesz, kiedy w szpitalu będziesz, masz termin. Nie jest to nagłe. Więc wyjścia masz praktycznie dwa. Albo idziesz do księdza do kancelarii (wtedy, kiedy jest czynna) i prosisz o sakramenty. Albo przygotowujesz się do spowiedzi i spowiadasz się normalnie. Na koniec mówisz księdzu, że że chciałabyś jeszcze przyjąć sakrament namaszczenia (jest jeszcze wyjście -po Mszy świętej pędem do zakrystii i mówisz o co chodzi). Nie odkładaj tego na ostatni moment, bo wtedy jest większy stres. I nie myśl o tym, co sobie ksiądz pomyśli. Bo on nic nie będzie myślał, tylko udzieli Ci sakramentów. Nie szukaj też (o ile takiego nie znasz) spowiednika jakiegoś "super z nauką po", bo teraz chodzi tylko o spowiedź. Poszukiwaniami dobrego spowiednika zajmiesz się później. Oczywiście najlepszy wariant jest taki, żeby poprosić w modlitwie, niech Bóg taką osobę podsunie. I tak się stanie. Modlić się i za siebie i za niego.
13742 wpisów na 1375 stronach
« poprzednia -   1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  ...1375 - następna »

Liczba wyświetleń strony: 10305 * Liczba gości online: 5 * Ostatnia aktualizacja: 2019-02-22
© 2002-2019 by ks. Józef Pierzchalski SAC